FiM – To nie piesek, to owieczka …! – Zabójca na wolności

Po prawie czterech latach procesu, 28 września br., Sąd Rejonowy w Zamościu skazał 45-Ietniego księdza Franciszka B. za zabicie 65-Ietniej kobiety na… dwa lata w zawieszeniu na trzy.

W marcu 1997 r. ksiądz Franek – jak o nim mówią wierni z parafii w Nieliszu (pow. zamojski) – swoim fordem escortem rozkawałkował przechodzącą niewiastę. Sąd stwierdził, że Aniela B. powinna była ustąpić pierwszeństwa księdzu łamiącemu przepisy o ruchu drogowym.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że łaskawym okiem na księdza patrzyła nie tylko obrona. Prokuratura, która pierwszy wyrok 1,5 roku bezwzględnej odsiadki zaskarżyła jako zbyt niski, po rozprawie apelacyjnej zażądała wyroku… 2 lata w zaw ieszeniu na 5, czyli niższego niż zasądzono. Sąd miał ciągle wątpliwości co do stopnia winy oskarżonego: czy jakby jechał zgodnie z przepisami, to miałby możliwość uniknąć wypadku, czy przypadkiem nic cała wina leżała po stronie pieszej itd.

Myślał, że potrącił psa…

Dramat rozegrał się w Wielki Czwartek, 27 marca 1997 roku. Ksiądz Franciszek B. gościł na plebanii w Nieliszu niespełna trzydziestoletnią kobietę spod Zamościa. Pretekstem odwiedzin było zbieranie materiałów do pracy magisterskiej. Około godziny 20.00 ksiądz zdecydował się odwieźć swego gościa do Zamościa.

Przejeżdżali właśnie przez miejscowość Wielacza. Jechali sporo ponad setkę; biegli nie wykluczali, że ok. 140 km/godz. „Nie wiem, He jechałem, czułem tylko, jak włącza mi się turbo” – zeznał później ks. Franciszek. Chciał chyba pokazać pasażerce, ile może pojechać jego nowy ford escort. Jak wiadomo, chłopaki przy dziewczynach głupieją.

W tym czasie z przystanku przeciwną stronę ruszał autobus PKS. Wysiadła z niego Aniela B., wracająca ze szpitala od ciężko chorego syna. Do domu miała około sto metrów. Była już przy skraju jezdni, gdy huknął w nią rozpędzony ford.

Skutek zderzenia był makabryczny. Ciało krępej, niskiej kobieciny zostało rozkawałkowane. Nogi oddzieliły się od tułowia, a jedna z nich przeleciała na drugi brzeg jezdni.

Ksiądz nawet nie hamował. Kilkaset metrów dalej zatrzymał samochód pod oświetlonym sklepem.

– Wyszły z niego dwie osoby – zeznawał przed sądem świadek zdarzenia, który był tamtego wieczora przed domem i przypadkiem zaobserwował zajście. – Jedna do drugiej powiedziała: Co robimy, uciekamy? I pojechali.”

Samochód był bardzo uszkodzony. Kierowca nie kontynuował podróży do Zamościa. Okrężną drogą wrócił do Nielisza Samochód schował do szopy i czekał na rozwój wypadków. Udzielał sakramentów, odprawiał nabożeństwo.

Tymczasem o wypadku szumiało w okolicy. Policja, na podstawie znalezionego na miejscu zdarzenia emblematu „ford” oraz drobinek białego lakieru, ustaliła rocznik i model auta. Do księdza dotarła w Wielką Sobotę. Pytany o samochód, odpowiedział, że go pożyczył kuzynowi z Lublina. Jeden z funkcjonariuszy sprawdził jednak obejście. W szopie znalazł rozbite auto. Ksiądz zdążył powycicrać ślady krwi i mózgu z tapicerki i nadwozia.

Od początku nie przyznawał się do winy. Onganom ścigania oświadczył, że potrącił psa. Kuria nie potępiła zachowania duszpasterza. Aby uciszyć wzburzone nastroje, księdza wysłano na wakacyjne rekolekcje pokutne do Dukli.

Która opinia lepsza

Po ośmiu miesiącach prokuratura wystosowała do sądu akt oskarżenia. Zarzuciła w nim księdzu spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia. Grozi za to kara do 10 lat więzienia. Po krótkim procesie sąd wydał wyrok: 1,5 roku bezwzględnej odsiadki, zakaz prowadzenia pojazdów na 10 lat, grzywna i koszty procesu. Sąd oparł się na ekspertyzie Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Zena z Krakowa. Biegli orzekli, że winę za spowodowanie wypadku ponosi ksiądz, który drastycznie przekroczył dopuszczalną prędkość, w porę nie włączył świateł drogowych i nie zauważył pieszej.

Od wyroku odwołały się obie strony. Prokuratura żądająca co najmniej trzech lat więzienia, uważała, że zasądzona kara jest zbyt niska. Obrona uznała, że księdza należy uniewinnić, bo zgodnie z kodeksem ruchu drogowego, w terenie nie zabudowanym piesza ma obowiązek ustąpić oświetlonemu pojazdowi.

Sąd Okręgowy w Zamościu, do którego trafiło odwołanie, nie potrafił ocenić, na ile piesza przyczyniła się do zaistnienia wypadku. Sprawę zwrócono do ponów nego rozpatrzenia Sądowi Rejonowemu.

Przez kolejne dwa lata sąd usiłował ustalić stopień zawinienia pieszej. Ekspertyzy wykonywały coraz mniej renomowane ośrodki: Centralne Laboratorium Kryminalistyczne, PZMot w Warszawie… Na sali sądowej działy się dziwne rzeczy: wyrzucono z niej dziennikarza miejscowej gazety, choć nic utajniono sprawy…

Zawinił, ale troszkę…

27 września br. sąd i prokuratura były zdeterminowane sprawę zakończyć, a raczej uciąć. Prokurator wygłosiła mowę końcową, żądając kary 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat, czyli niższej od tej, którą zaskarżyła jako zbyt niską (!).

Następnego dnia sąd wydał wyrok. Uznał księdza winnym, choć główną winę przypisał pieszej. Franciszka B. skazano na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy, 5400 zł grzywny, 6 tys. zł kosztów sądowych i zakaz prowadzenia pojazdów przez pięć lat. Na poczet tej ostatniej kary zaliczono okres zatrzymania praw a jazdy od momentu wypadku. Za pół roku ksiądz będzie mógł śmigać swoim fordem po okolicy.

Chyba że obrona znowu złoży apelację i w następnej rozprawie wreszcie uniewinnią księdza. Jedno jest pewne – prokuratura
apelacji już nie złoży.

– „Prokurator powiedziała mi po sprawie, że jest zadowolona z wyroku” – mówi córka zabitej kobiety. Nic dziwnego: wybronić księdza od ewidentnej odsiadki, to przecież zaszczyt i zasługa w niebie.

[2001] FaktyiMity.pl Nr 40(83)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: