Prokurator sprawdza księdza

Wczoraj w Miłkowicach, po niedzielnych zajściach z udziałem proboszcza – ks. Andrzeja – nie było miło. Parafianie, choć ochłonęli po tym jak ksiądz napadł trzy dziennikarki, niechętnie wracają do sprawy.

W Miłkowicach, wsi w powiecie turkowskim, położonej nad zbiornikiem retencyjnym Jeziorsko, wczoraj było bardzo spokojnie. Podobnie na plebanii miejscowej parafii, pod którą w niedzielny poranek doszło do szokującego zdarzenia. Wówczas ks. Andrzej, miejscowy proboszcz, wymianę argumentow z dziennikarkami Gazety Poznańskiej, Głosu Wielkopolskiego i Echa Turku zamienił w rękoczyny.

– Postępowanie jest nadal w toku. Skierowaliśmy zebrany materiał do prokuratury, która ustosunkowała się do niego i poprosiła o drobne uzupełnienia. Wszystko wskazuje na to, że sprawa odnosić się będzie do wyczerpania znamionw art. 157 kk, czyli mówiąc najprościej – o pobicie – powiedział kom. Romuald Miling, komendant powiatowy policji w Turku.
Komendant Miling pytany czy podobne postępowanie toczy się w odniesieniu do sytuacji, w której w niedzielny poranek ksiądz poszczuł policjantów psem, a policjant musiał wyjąć broń, odparł twierdząco.
– To jest drugi wątek zdarzenia, skrupulatnie przez nas badany. Chodzi o zapis artykulu 224 kk, określającego znamiona działania zmierzającego do utrudnienia bądź nawet zaniechania czynności służbowych funkcjonariusza publicznego – stwierdził komendant Miling.

Poszkodowane reporterki dziś, w samo południe mają spotkać się w Turku z biegłą sądową, która dokona profesjonalnej ocenty stanu ich zdrowia. Same mówią, że fizycznie są w niezłej kondycji. Natomiast nadal przeszkadza im w normalnym funkcjonowanie to, co zapamiętały z feralnego niedzielnego poranka.

– Noc była koszmarna. Ciągle wracały obrazy z niedzieli. Ciągle powracały natrętne myśli co stałoby się z nami, gdyby nie reakcja ludzi i odciągnięcie przez nich ks. Andrzeja – powiedziała Iwona Kujawa, reporterka konińskiego oddziału Głosu Wielkopolskiego.

Agata Szczepaniak–Kamińska, nasza reporterka, którą ks. Andrzej przewrócił na ziemię i siedząc na niej usiłował zabrać jej aparat fotograficzny, najbardziej poturbowana w miłkowickich zajściach, stara się zaradzić psychicznym urazom.

– Te fizyczne są jakby łatwiejsze do przeżycia, choć plecy mnie bolą. Najgorzej jest z psychiczną stroną tego wszystkiego – stwierdziła Agata Szczepaniak-Kamińska.
Usiłowaliśmy się wczoraj skontaktować z ks. Andrzejem. Ale za drzwiami plebanii panowała cisza. Sądziliśmy więc, że zgodndie z niedzielną zapowiedzią kapelana ks. ordynariusza diecezji włocławskiej, ks. Andrzej pojechał do kurii. W telefonicznej rozmowie z osobą obsługujacą centralę kurii dowiedzieliśmy się, że „… to jest raczej niemożliwe, bo dziś kuraia nie pracueje. Mamy drugi dzień świąt (Zielone Świątki – przyp.: M.J.)…”.

Reporterki poturbowane przez księdza w niedzielę otrzymały dziesiątki telefonów. Przeważały wśród nich te, w których wyrażano słowa współczucia. Ale – jak same przyznają – sporo było takich, w których telefonujący odsądzali je od „czci i wiary”.

[2003] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: