Mieszkańcy Baranówki kontra ksiądz proboszcz. Ludzie mają dość bijących dzwonów

Na Baranówce IV w Rzeszowie ludzie mają dość bijących od świtu do zmierzchu dzwonów kościelnych. – Jak się komuś nie podoba, to może sobie zmienić mieszkanie – kwituje protesty wiernych ks. Henryk Wojtyło.

Ks. Wojtyło to proboszcz parafii pw. Bożego Ciała i Matki Bożej z Lourdes w Rzeszowie.

Mieszkańcy już wcześniej skarżyli się u administratora bloku przy ul. Ślusarczyka 2 na nie dające im żyć brzmienie dzwonów kościelnych. Administrator zapewniał ich, że interwencje u księdza proboszcza podejmowane były już kilkakrotnie. Bez rezultatu.

Psy wyją, dzieci płaczą

Kilkadziesiąt rodzin z bloku mieszka o ok. 50 metrów od świątyni. Najgorzej jest o 6 rano.

– Człowiek, szczególnie w sobotę i niedzielę, chciałby pospać, ale się nie da – denerwuje się pan Andrzej (nazwisko do wiad. red.). – Zaczyna się łomot w dzwony, na co pies na dole u sąsiada zaczyna wściekle wyć i ujadać. I tak dzień w dzień. Małe dzieci płaczą, bo się obudziły.

Kolejny seans – godz. 6.25, na 5 minut przed mszą św. Potem na pół godziny i na 5 minut przed każdym nabożeństwem. Ostatni raz o godz. 21 na Apele Jasnogórskie. Czy ktoś z lokatorów bloku nr 2 przy ul. Ślusarczyka chce, czy nie chce, uczestniczy w kościelnych ceremoniach, bo drzwi do świątyni są otwarte i niesie na cały blok.

Śpiewają w otwartych drzwiach

– Ludzie są tym zmęczeni, ale boją się interweniować, bo to ksiądz – tłumaczy starszy mężczyzna spotkany przed blokiem. Nie będzie się przedstawiał. Z tego samego powodu. – Właśnie minąłem się z sąsiadką, szła wściekła, bo dopiero co uśpiła wnuczka i zaczęło się dzwonienie. To zabrała dziecko na spacer, byle dalej od dzwonów.

Przed kilku lat laty mniej się bali, słali petycje do proboszcza, skarżyli się całą gromadą w administracji. Bez echa.

– Dzwony są nie do wytrzymania, ale jeszcze codziennie o 6. rano przychodzi grono starszych pań i przez pół godziny śpiewają w otwartych drzwiach kościoła – dorzuca pan Andrzej. – O ile można to nazwać śpiewem.

Ksiądz nie widzi problemu

Z tym poszedł do proboszcza, niech sobie śpiewają, ale przy zamkniętych drzwiach. Proboszcz zapewnił, że drzwi wejściowe do kościoła będzie zamykał. – Następnego dnia rano widziałem go, jak sam otwierał na oścież – opowiada pan Andrzej.

I tak jest od 10 lat. Kilkadziesiąt rodzin znosi to albo ze strachu przez osobą duchowną, albo z niewiary w skuteczną interwencję. Tylko ks. Wojtyło nie widzi problemu.

– Te sprawy już dawno zostały wyjaśnione – ucina. – Dzwonimy tylko wtedy, kiedy trzeba i tyle, ile trzeba. I nie będę się dalej wypowiadał.

– A jak się komuś nie podoba, to niech zmieni mieszkanie – proponuje proboszcz. – I nikt nie będzie ograniczał bicia dzwonów. Tylko dwie minuty dzwonimy. Nie ma się na co skarżyć. Szczęść Boże – z tymi życzeniami proboszcz odłożył słuchawkę.

– Jak parę lat temu wszyscy razem nic nie poradziliśmy, to pan jeden też nic nie poradzi – starsza pani na ławeczce przed blokiem nie dowierza w moc sprawczą Nowin. – My tu wszyscy od dzwonów do dzwonów żyjemy.

[2009] Nowiny24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: