Podkatolik

Podobno Bóg kocha wszystkich ludzi jednakowo. Bóg ­ może i tak, ale nie jego urzędnicy.

Gdy przewraca siano za rodzinną chałupą, czuje, że Bóg jest blisko. W dole rozłożyła się Pyzówka, a wokół łagodne stoki Tatr, soczysta zieleń drzew i niebo szczelnie otaczające góry, cisza, spokój. Gdy idzie do szkoły ­ wrażenie mija.

Wojtek K. ma jedenaście lat. W 1998 r., jak był w „zerówce”, zespół orzekający Poradni Psychologicznej w pobliskim Nowym Targu zalecił pobieranie nauki w szkole specjalnej z powodu upośledzenia w stopniu lekkim. Do takiej szkoły z Pyzówki jest daleko, postanowiono więc, że program szkoły specjalnej zrealizuje dla Wojtka „normalna” podstawówka z macierzystej wsi.

Wiara znaczy dla Haliny K. brak zgody na antykoncepcję i aborcję. Sześć razy zachodziła w ciążę i urodziła sześcioro dzieci. Kiedy nie przebywa na urlopie wychowawczym, dojeżdża do Zakopanego. ­Bliziutko ­ mówi. ­ Pociągiem raptem pół godziny.

Halina K. pracuje jako kucharka w jednej z knajp. Mąż jest dekarzem i zarabia dobrze, więc w domu nigdy nie brakowało chleba. Dom jest porządny, murowany, obejście zadbane, dzieci czyste. Nie wyciągamy ręki do nikogo, nigdy nie prosiliśmy o zasiłki ­ podkreśla kobieta. ­ Chłop, zdarza się, wypije, a wtedy idzie przez wieś i śpiewa ­ uprzedza zarzuty. Wojtek jest najstarszym z rodzeństwa K. Robi zakupy, pilnuje braci, pomaga w gospodarstwie. Nie trzeba go gonić do lekcji. Sam wie, co do niego należy. Matka była pewna, że ta pracowitość będzie przepustką do życiowego sukcesu. Nie przypuszczała, że ociężałość umysłowa może przeszkadzać Bogu. Zwłaszcza że nowotarski psycholog poprosił na piśmie pyzowskiego proboszcza, żeby na lekcjach religii uwzględnił predyspozycje umysłowe Wojtka, potraktował go łagodnie i umożliwił przystąpienie do I komunii razem z klasą.

Gdy Wojtek był w I klasie, stało się oczywiste, że dzieciak nie jest w stanie nauczyć się całego katechizmu. Z powodu lekceważenia uznał proboszcz Henryk P., będący jednocześnie katechetą. Z powodu strachu ­ zapewniała matka. Uczyłem się pacierza, ale jak ksiądz mnie pytał, to się zacinałem i nic nie pamiętam mówi chłopiec. Z tą opinią zgadzali się psycholodzy. Wojtek nie otrzymał promocji do II klasy, ponieważ jedyną oceną, którą miał chęć postawić dobrodziej, było zero. Wtedy w kancelarii parafialnej pojawiła się matka chłopca, aby wyrazić oburzenie i zdziwienie, że można nie przejść z religii i żeby naubliżać księdzu od debili ­ wyjaśniał potem proboszcz. Nie używam wulgarnych słów ­ zapewnia Halina K.

Jeszcze wtedy szkoła starała się zażegnać konflikt. Wychowawczyni zobowiązała się nauczyć Wojtka obowiązkowych modlitw. Jednak chłopak nie stawił się w wyznaczonym przez proboszcza terminie, a ten nie uznał za stosowne zapytać go kiedy indziej. Na każdym kroku proboszcz wyśmiewał się z syna, poniżał go, karcił, a nawet bił. Wtórowała mu klasa. Tuż przed przystąpieniem do pierwszej komunii ministranci nakarmili Wojtka jakimś proszkiem, po czym pobili. Trafił do szpitala opowiada matka. ­ Jak wróciłem i poszedłem na religię, ksiądz zapytał mnie: „jeszcze nie umarłeś?” ­ mówi chłopiec. Podobnych opowieści jest więcej. Raz, jak dzieci naśmieciły, kazał mi na kolanach zbierać śmieci i tak wykręcił ucho, że aż lała się krew. Raz szedłem do ubikacji po dzwonku, ksiądz wyrżnął patykiem mnie i mojego kolegę, bo myślał, że to my gonimy i krzyczymy. Raz pojechałem na narty, tam, gdzie ksiądz ma swój wyciąg. Ale jeździłem z boku. Ksiądz też tam zjeżdżał. Jak mnie zobaczył, to podjechał, chwycił za kark, rzucił do śniegu i powiedział „synu, odejdź stąd”. Tak mnie chwycił za szyję, że miałem później siniaki ­ opowiada Wojtek.
­

Musiałam coś robić usprawiedliwia się matka chłopca. ­ Pisałam skargi do dekanatu i krakowskiej kurii. Trzy razy próbowałam dostać się do Macharskiego. Bez rezultatu. Udało się za to uprosić proboszcza sąsiedniej wsi, żeby dopuścił syna do pierwszej komunii. Zapytał go tylko z „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”.

Spektakularny sukces nie rozwiązał problemów państwa K. Proboszcz z Pyzówki zauważał Wojtka tylko wtedy, gdy go karcił lub bił. W innych sytuacjach traktował go po prostu jak powietrze. Nie pytał, choć dzieciak zgłaszał się do odpowiedzi, nie stawiał ocen. Omijał go również w kościele, kiedy w gromadzie rówieśników maluch klęczał przed ołtarzem czekając na komunię. To było latem. Na mszy świętej byli koloniści. Podszedłem do komunii, ale ksiądz mnie pominął. Stoję dalej. Ksiądz wrócił i spytał, czy byłem u spowiedzi. Mówię, że tak, ale ksiądz nie dał mi komunii, więc wróciłem do ławki. Ksiądz nazywał mnie debilem, głupkiem i dzikusem ­ wspomina Wojtek. Wojtek powiedział w domu, że się powiesi, więc jego ojciec poszedł przemówić księdzu do rozumu.

Napadł mnie pod kościołem ­ zinterpretował to zdarzenie ksiądz. Od tego czasu cała rodzina K. znalazła się na cenzurowanym. Gdy urodziło się im szóste dziecko, proboszcz obwieścił z ambony, że „u K. jest produkcja dzieci”. Gdy był pożar, poinformował parafian, że to „kara boska”. O Wojtku mówił „czarna owca”. Halina K., popierana przez część wsi, poinformowała nowotarską prokuraturę, że jej syn jest przedmiotem przestępstwa. Śledztwo trwało ponad rok.

Nie ujawnia skłonności do fantazjowania, jego wypowiedzi realnie odtwarzają przebieg zdarzeń. Sposób traktowania przez księdza sprawia, że czuje się gorszy od rówieśników, co wpływa niekorzystnie na jego rozwój psychofizyczny ­ wypowiedział się na temat Wojtka biegły psycholog. Ta opinia uniemożliwiła taktowne umorzenie śledztwa. Chociaż serce prokuratora było po stronie księdza (… wobec braku wiedzy nieletniego z nauczanego przedmiotu postawa katechety może być częściowo usprawiedliwiona), to jednak oskarżył duszpasterza o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad Wojtkiem w okresie od 1997 r. do 8 marca 2000 r.

Niezależnie od wyroku sądu tę sprawę i tak Wojtek przegra. Koledzy są przeciwko niemu, czemu dali wyraz w trakcie sądowych przesłuchań. Swoje opinie recytowali jak wyuczone wierszyki. Gdy sędzia pytał, kto ich nauczył tak ładnie mówić, odpowiadali, że matki. Z pewnością pomógł w polaryzowaniu dziecięcych opinii proboszcz, który zarządził na lekcji głosowanie, kto jest za, a kto przeciw Wojtkowi.

Pani K. to awanturnica, aż strach, że kiedyś trafi do szkoły rodzeństwo Wojtka, bo tego jest aż pięć sztuk. Wojtek to złośliwy, rozwydrzony bachor, który bez przerwy kłamie, ojciec ­ pijak, a cała rodzina patologiczna ­ dowiadujemy się od nauczycieli. Wśród rozmówców jest wychowawczyni chłopca. W oddalonym o jakiś kilometr domu na stoku zaskakujemy Halinę K. na szorowaniu podłóg. Ksiądz z sąsiedniej wsi, ten, który dopuścił Wojtka do pierwszej komunii, prosił, żeby w niedzielę przyszła na jego plebanię. Ma być proboszcz z Pyzówki i ktoś z kurii, chcą zgody. Halina K. pójdzie, bo ma szacunek dla Boga.

[2001] NIE.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: