FiM – Choroby „dziecięce”

Pedofilia nie służy zdrowiu wielebnych sprawców. Padają niczym muchy, gdy jakimś cudem uda się zawlec ich do sądu…

Kardynał  Stanisław Dziwisz przedstawił najbardziej aktualne, minimalne kryteria patriotyzmu. Otóż z pewnością nie zasługują na miano patrioty ci Polacy, którzy:

# ujawniają oraz nagłaśniają wszelkie draństwa księży katolickich, czym „świadomie podrywają autorytet kapłanów, wychowawców i nauczycieli”, dając jednocześnie dowód na to, że w ogóle nie zależy im „na dobru naszego narodu” (oczywiście narodu watykańskiego). Na łamach małopolskiej edycji tygodnika katolickiego „Niedziela” purpurat naucza, że prawdziwi patrioci nigdy przenigdy nie posuną się do zbrodniczego „niszczenia dobrego imienia tych, którzy trudzą się nad kształtowaniem jego [narodu] przyszłych pokoleń”;

# będąc rodzicami, bezkrytycznie wysłuchują opowieści swoich dzieci, że np. ksiądz molestował je seksualnie lub bawił się z nimi w „doktora”. Szczególnie zaś ohydnym renegatem będzie ojciec, który na podobne wynurzenia zareaguje przy dziecku słowami typu „lecę do tego ich burdelu na plebanii i zaraz zabiję skurwysyna”, drastycznie sprzeniewierzając się w ten sposób zasadzie budowania już od maleńkości zaufania do kapłanów wychowawców. Kard. Dziwisz podkreśla, że „bardzo dużą rolę odgrywają w tej materii zwłaszcza rozmowy prowadzone przy dzieciach w domach rodzinnych”.

Bo na niczym chyba Kościołowi bardziej nie zależy, niż na tym, żeby brudy obyczajowe jego świątobliwych funkcjonariuszy po cichutku zamiatać pod dywan…

###

Prokuratorzy i policjanci z okolic Rzeszowa są nader wątpliwymi patriotami, skoro nie zdołali skutecznie zataić przed opinią publiczną faktu, że znany w diecezji przemyskiej duchowny wyspecjalizowany w pracy z młodzieżą ma bardzo duży problem ze swoimi pedofilskimi zamiłowaniami.

Pewnym usprawiedliwieniem dla śledczych jest fakt, że nie trąbili o tym w mediach, a sprawa się rypła dopiero przed kilkoma dniami, z chwilą rozpoczęcia tajnego procesu 30-letniego księdza Tomasza G., który stanął przed Sądem Rejonowym w Łańcucie, oskarżony o „doprowadzenie małoletniego do obcowania płciowego, nadużywając zaufania lub udzielając mu korzyści majątkowej lub osobistej” (art. 199, par. 3 kk z zagrożeniem karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5) oraz „obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15” (art. 200, par. 1 kk z karą od 2 do 12 lat więzienia).

Owa fatalna okoliczność postawiła w bardzo niezręcznej sytuacji przełożonych ks. Tomasza G. z metropolitą przemyskim arcybiskupem Józefem Michalikiem na czele, bowiem okazuje się, że podejrze-wany o pedofilię kapłan został standardowo przeniesiony z re-jonu dotychczasowych polowań na inną parafię, gdzie spokojnie kontynuował pracę duszpasterską z dziećmi i młodzieżą szkolną.

Do 2006 r. ks. Tomasz G. alias „Loczek” był wikariuszem parafii św. Małgorzaty w Wysokiej koło Łańcuta, gdzie nawiązywał – zdaniem prokuratury – romanse z młodziutkimi dziewczętami, wśród których była co najmniej jedna „skonsumowana” czternastolatka.

– Nasz ówczesny proboszcz, ksiądz prałat Edward Śnieżek, to łatwy do omamienia staruszek i w ogóle nie reagował na to, że na plebanii istniał niemal burdel. Niektóre dziewczęta opowiadały, że w grupach duszpasterskich prowadzonych przez księdza Tomasza spodnie były zabronione i – niezależnie od pory roku – obowiązywały tylko spódniczki, a seks stanowił najczęstszy motyw lekcji religii. Normą były też trwające do późnego wieczoru wizyty uczennic na plebanii, że już nie wspomnę o nocnych SMS-owych flirtach, toczonych zresztą również w ciągu dnia, niejednokrotnie podczas lekcji – mówi „FiM” nauczycielka miejscowego gimnazjum.

– Nie znam szczegółów tej sprawy i dopiero co o niej słyszałem, bo wszystko wydarzyło się przed czterema laty, a gdy w 2006 r. przyszedłem do Wysokiej na probostwo, księdza G. już tu nie było – zastrzega (w rozmowie z „FiM”) obecny proboszcz ks. prałat Feliks Paściak.

Ks. Tomasz został ewakuowany z Wysokiej w trybie alarmowym, ale nie poszedł na jakieś kościelne bezrobocie bądź specjalistyczne leczenie, lecz trafił do prestiżowej parafii Przemienienia Pańskiego w Brzozowie, gdzie zgodnie z wolą arcybiskupa zajął się nauczaniem religii w miejscowym gimnazjum, a ks. Franciszek Rząsa – proboszcz i dziekan w jednej osobie – powierzył nowemu wikaremu dodatkową opiekę (funkcję tzw. moderatora) nad… oazą!

Oto charakterystyczne głosy z dyskusji, jaka rozpętała się na lokalnym forum internetowym, kiedy stało się wiadome, że ks. Tomasz wpadł w tryby wymiaru sprawiedliwości:

Moja koleżanka „zabujała” się  w tym księdzu. Miała do niego prywatną komórkę, wysyłała SMS-y na lekcji, a on jej odpisywał. Kiepsko się wtedy uczyła, bo zawsze po szkole chodziła do niego na plebanię;

Oczywiście istnieje domniemanie niewinności, ale to trochę dziwne, że już w drugiej parafii krążą o tym księdzu takie same opinie. Przecież nie powtarzamy plotek z Wysokiej – mamy swoje.

Wielebny moderator zniknął z Brzozowa wiosną tego roku, na długo przed zakończeniem roku szkolnego, co przysporzyło dyrekcji szkoły niemało kłopotów, zanim kuria przysłała zastępczego nauczyciela religii.

– W mieście pojawiły się pogłoski, że prokuratura dobrała się księdzu Tomaszowi do tyłka za jego skłonności do małolatek, ale mówiono o tym pokątnie i tylko wśród zaufanych, bo aktyw parafialny twardo rozpowszechniał wersję, że wysiadło mu gardło i musiał pojechać na dłuższe leczenie strun głosowych – sprawozdaje „FiM” nauczyciel jednej z brzozowskich szkół. Podobnie było 19 października, kiedy w Brzozowie odbywała się uroczystość 24 rocznicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

– Proboszcz wzywał m.in. do modłów za księdza Tomasza  w związku z jego poważną chorobą i napominał, żeby nie wierzyć żadnym plotkomna temat jego nieobecności w parafii – dodaje nasz rozmówca.

– Nie ma mowy o żadnych plotkach. Ksiądz Tomasz G. został już oskarżony, a proces jest w toku. Nie mogę, niestety, ujawnić szczegółów, bowiem decyzją sądu sprawa toczy się z wyłączeniem jawności – mówi prokurator Mariusz Kowal, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

###

Na inną „chorobę”, znacznie poważniejszą niż ks. Tomasz G., zapadł ks. Waldemar B., ps. Bibel – wikariusz parafii Matki Bożej Różańcowej w Wysokiej koło Piły (diecezja bydgoska), pozostający do niedawna w areszcie za swoje pedofilskie wyczyny („Czarne sny” – „FiM” 18/2008).

Przypomnijmy, że nocując u wyjątkowo bogobojnej samotnej parafianki, „Bibel” molestował seksualnie jej 9-letniego wówczas syna, ocierając się o jego nagie ciało oraz filmując tę perwersyjną scenę. Obyło się na szczęście bez penetracji…

Bardzo patriotyczną – wedle kryteriów kard. Dziwisza – decyzją bydgoskiego sądu wielebny został przed dwoma tygodniami zwolniony z aresztu za poręczeniem majątkowym w kwocie 40 tys. zł, bo… siadła mu psychika. Po trzech miesiącach obserwacji w specjalistycznym szpitalu okazało się, że choć „Bibel” był niewątpliwie zdrowy w czasie popełnienia swojego łajdackiego czynu, to więzienie całkiem go zrujnowało, przez co zapadł na „zaburzenia adaptacyjne”, no i… musieli go wypuścić. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby przez mankamenty więziennej służby zdrowia nie mógł już później „trudzić się nad kształtowaniem przyszłych pokoleń”…

– Jeśli tylko biegli stwierdzą, że Waldemar B. może brać udział w dalszych czynnościach procesowych, niezwłocznie wznowimy zawieszone obecnie śledztwo i zakończymy postępowanie, kierując akt oskarżenia do sądu – pociesza Włodzimierz Marszałkowski, zastępca szefa prowadzącej śledztwo Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. Kiedy podejrzany ewentualnie wyzdrowieje? Tego oczywiście nie wie nikt, bo „Bibel” jest istotą nadzwyczaj delikatną psychicznie…

###

Przed Sądem Rejonowym w Inowrocławiu toczy się od czterech miesięcy tajny proces Krzysztofa P. (imię zakonne Seweryn) – franciszkanina z klasztoru w Pakości (woj. kujawsko-pomorskie) oskarżonego o „obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15”, będącym u tychże mnichów ministrantem.

– Dzieciak jest niesłychanie wrażliwy, szczery, uduchowiony i bardzo wierzący. Można by nawet rzec, że fanatycznie religijny. Traktuje księży jak autentycznych bezpośrednich łączników z Panem Bogiem. Tym większy więc przeżywał dramat, że jeden z nich wyładowywał na nim swoje chore chucie seksualne – mówiła „FiM” osoba znająca kulisy śledztwa, gdy wpadliśmy na trop tej „patriotycznie” ukrywanej historii („Bratnia dusza” – „FiM” 7/2008).

Brat Seweryn został wtrącony do aresztu śledczego, gdzie wkrótce… poczuł się źle. Głowa go bolała, korzonki dokuczały od byczenia się na twardej pryczy, żołądek zaczął szwankować od więziennych frykasów…

Cóż było robić? Oczywiście… zwolnić! bo przecież tylko jakiś podły „renegat” mógłby podejrzewać świątobliwego męża o ewentualne wpływanie na pokrzywdzonego chłopca przed procesem.

– Ledwie wyszedł, stała się rzecz niewiarygodna. Ustawili tego biednego dzieciaka w poczcie sztandarowym szkoły podczas niedzielnych uroczystości odpustowych na pakoskiej Kalwarii. Chłopak był w ciężkim szoku, gdy musiał patrzeć na koleżków swojego prześladowcy. Róbcie coś, bo ten świat jest naprawdę porypany! – alarmował nas miejscowy policjant.

– Proces toczy się bez zakłóceń, jednak trudno w tej chwili określić termin jego zakończenia, bowiem zależy to m.in. od stawiennictwa świadków pozostałych jeszcze do przesłuchania. O żadnych szczegółach mówić nie mogę ze względu na wyłączoną jawność sprawy – wyjaśnia nam sędzia Wiesław Chabecki, prezes Sądu Rejonowego w Inowrocławiu.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 47(455)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: