FiM – „Filozof”

W archiwach IPN znalazły się kwity kompromitujące hierarchę kat. Kościoła, najładniej ze wszystkich potrafiącego mówić o moralności…

Według oficjalnych biografii 60-letni arcybiskup metropolita lubelski Józef Życiński istnieje dopiero od 1982 r., kiedy to objął swoje pierwsze eksponowane stanowisko prodziekana Wydziału Filozoficznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Jeśli chodzi o jego wcześniejsze dokonania, to z owych biografii wiadomo w zasadzie jedynie tyle, że się urodził, a w 1972 r. został księdzem po ukończeniu Wyższego Częstochowskiego Seminarium Duchownego z ówczesną siedzibą w Krakowie.

Uzupełnienie życiorysu arcybiskupa zawierają archiwa IPN, gdzie zachowały się tzw. zapisy ewidencyjne dokumentujące fakt, że Józef Życiński – jeszcze jako ksiądz – był w latach 1977–1990 zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako jej tajny współpracownik o pseudonimie Filozof. Z tychże zapisów wynika ponadto, że zwerbował go do współpracy podpułkownik Alojzy Perliceusz, ówczesny naczelnik Wydziału IV w Częstochowie, a kolejnymi oficerami prowadzącymi „Filozofa” byli: kapitan Stanisław Boczek (1978–1984) i porucznik Zbigniew Kalota(od 1984 r.).

Najważniejszych kwitów, czyli teczki personalnej i teczki pracy TW nie odnaleziono, bowiem w styczniu 1990 r. (cztery miesiące przed formalnym rozwiązaniem SB) zostały zniszczone. Dlaczego zadbano akurat o utylizację teczek „Filozofa”, skoro zachowała się np. dokumentacja abp. Stanisława Wielgusa „Greya” czy o. Konrada Hejmy alias „Hejnał” i „Dominik”?

– Niszczono przede wszystkim teczki najbardziej czynnej agentury. Na całkowite zatarcie śladów współpracy i zagwarantowanie bezpieczeństwa wszystkim zabrakło, niestety, czasu. W najgorszej sytuacji są dzisiaj tajni współpracownicy, którzy przed końcem 1989 r. byli z jakichś powodów wyrejestrowani, bowiem ich kompletne akta spoczywały zapomniane w archiwum i prawdopodobnie zostały później przejęte przez IPN – żalił się nam onegdaj jeden z szefów Departamentu IV MSW (por. „Kurtyna w dół” – „FiM” 23/2006).

Fatalnym dla „Filozofa” zbiegiem okoliczności, których istotę zachwilę wyjaśnimy, przetrwały natomiast akta lokalu kontaktowego (lokal wykorzystywany do konspiracyjnych spotkań) SB o kryptonimie „Wanda” przy ul. Józefitów 15 w Krakowie, gdzie przyszły arcybiskup konferował z oficerami SB.

###

– Po skończeniu seminarium Życiński był przez rok wikariuszem w Wieluniu, skąd trafił następnie do parafii w Gidlach koło Radomska. Interesowaliśmy się nim bardziej niż rutynowo, bo zdecydowanie wyróżniał się talentami na tle swoich rówieśników – wspomina w rozmowie z „FiM” były oficer SB z Częstochowy.

„Esbek Stanisław Boczek nawiedził mnie na mej placówce duszpasterskiej w Gidlach w 1974 r. Zaczął od wyrazów ubolewania, że pracuję w trudnych wiejskich warunkach, podczas gdy powinienem być na studiach” – twierdził w styczniu 2007 r. abp Życiński w autoryzowanym wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej.

A na czym esbek skończył? Tego już metropolita dziennikarzowi KAI nie zdradził…

Nie ujawnił też żadnych okoliczności oraz przebiegu tej niecodziennej wizyty przełożonym. „Powiedzenie wprost byłoby o tyle nietaktowne, że wyglądałoby, iż chcę sobie załatwić studia, powołując się w dodatku na opinię SB”– przekonywał hierarcha. Podkreślił, że zameldował o spotkaniu z funkcjonariuszem zaprzyjaźnionemu „kierownikowi duchowemu z seminarium, ks. prałatowi Henrykowi Bąbińskiemu”, który – zdaniem Życińskiego – ani chybi powtórzył jego relację ówczesnemu ordynariuszowi częstochowskiemu biskupowi Stefanowi Barele, bowiem ten wezwał po kilku tygodniach młodego wikarego na rozmowę, a następnie… skierował go na studia.

– Patent był bardzo prosty: z podsłuchu w kurii mieliśmy już wcześniej sygnały, że chcą Życińskiego zrobić naukowcem, co było też i jego marzeniem. Boczek poszedł więc do niego z sugestią, że „firma” postara mu się to załatwić, i żeby pamiętał, komu zawdzięcza karierę. Józef o mały włos nie posikał się wówczas ze szczęścia – ujawnia kulisy operacyjnej „kuchni” SB nasz rozmówca.

Czy w tej sytuacji Życiński rzeczywiście mógł coś napomknąć ks. Bąbińskiemu o spotkaniu z funkcjonariuszem?

– Bąbiński i Bareła już od kilku lat nie żyją, więc można im dzisiaj przypisać wszystko. Z wyjątkiem jednej kwestii: gdyby Życiński poszedł z tym pasztetem – tak jak powinien – do biskupa, ten kazałby mu sporządzić notatkę, która by trafiła do kurialnego archiwum. On dobrze wie, że nic takiego nie napisał, więc wersja z Bąbińskim jest dla niego najbezpieczniejsza, bo niesprawdzalna – zauważa oficer.

###

Z początkiem roku akademickiego 1974/1975 ks. Życiński został ustanowiony przez biskupa prefektem częstochowskiego seminarium duchownego, co umożliwiało mu równoległą pracę nad doktoratem w krakowskim Wydziale Teologicznym (późniejsza Papieska Akademia Teologiczna).

Opowiada nam były analityk Wydziału IV SB z Częstochowy:

– Zapoczątkowane przez Boczka kontakty operacyjne z Życińskim kontynuował naczelnik Perliceusz. Nie wiem, z jakim dokładnie skutkiem, bo nie było mnie przy tych rozmowach, aczkolwiek domyślam się, że mógł też rozgrywać pewne znane nam, kłopotliwe dla Życińskiego wątki obyczajowe. Pułkownik był bardzo skrupulatny w sprawach pozyskań, więc jeśli osobiście zdecydował się na rejestrację TW, to nie mogło być w tym żadnej lipy. Pamiętam, że opracowywałem sporo „doniesień spisanych ze słów” agenta o pseudonimie Filozof. Należy raczej wykluczyć, że podpisał zobowiązanie do współpracy. Według obowiązujących wówczas reguł stosowanych wobec ważnych księży, wystarczyło, że duchowny godził się na regularne, dyskretne spotkania i przyjmowanie okazjonalnych upominków.

„Nigdy wśród zmieniających się esbeków nikt nie podjął w rozmowie ze mną wątku współpracy i nie sformułował podobnej propozycji. Raz natomiast usiłowano mi wręczyć prezent. Podając paszport na wyjazd do USA, funkcjonariusz, podpułkownik Alojzy Perliceusz, dołączył kolekcję kryształowych kieliszków, tłumacząc, że będzie to prezent dla mych amerykańskich przyjaciół. Odpowiedziałem mu, że kieliszki nie stanowią dla nikogo z mych bliskich artykułu pierwszej potrzeby, i wyraziłem oburzenie. W odpowiedzi usłyszałem: »Nie ma się co oburzać, bo my chcieliśmy tylko przetestować, jak się ksiądz będzie zachowywał«” – przekonuje abp Życiński.

– Gdy z końcem czerwca 1978 roku Perliceusz awansował na stanowisko zastępcy Komendanta Wojewódzkiego MO ds. Służby Bezpieczeństwa w Przemyślu, naczelnikiem Wydziału IV został Boczek, który przejął najważniejszą agenturę, w tym również „Filozofa”. Powiedzmy sobie otwarcie: wyrejestrowanie TW uchylającego się od współpracy nie było dobrze widziane, bo świadczyło o błędach w procesie pozyskania. Zdarzało się więc czasem, że uparcie trzymano jednego z drugim „na kontakcie” jako czynnego agenta, choć praktycznie nie funkcjonował. Gdyby taka sytuacja dotyczyła „Filozofa”, Boczek skrzętnie skorzystałby z odejścia Perliceusza, żeby wypchnąć balast do archiwum. Było jednak całkiem inaczej i nie miał żadnych kłopotów z wywoływaniem kolejnych spotkań z Życińskim odbywanych w Krakowie. Nie przywoził z nich nadzwyczajnych rewelacji, ale pamiętam, że nie były to jakieś „gazetowe” śmieci. Żeby wobec braku teczki pracy odtworzyć szczegóły, trzeba by było przekopać się przez akta spraw obiektowej i rozpracowania, prowadzonych na seminarium, oraz przez teczki ewidencji operacyjnej biskupów i księży, bowiem tam trafiały wyciągi z informacji dostarczanych przez „Filozofa” – podpowiada analityk.

„Poza szczupłymi notatkami nie ma tam (w materiałach operacyjnych SB – dop. red.) żadnych cytatów z naszych rozmów, nie ma niczego, do czego mógłbym się odnieść, a tym bardziej niczego, za co mógłbym się wstydzić”– przekonuje dziś abp Życiński, komentując spekulacje medialne wokół znalezionych w IPN zapisów ewidencyjnych.

###

„Wiele faktów wskazuje na to, że abp Józef Życiński, zarejestrowany jako TW „Filozof”, nie mógł być fikcyjnym agentem” – upiera się kościelny enfant terribleks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, pionier „oświaty” o kolegach agentach. Oto okoliczności jego zdaniem najistotniejsze:

# Aż 13-letni okres rejestracji „Filozofa”. „Gdyby to była mistyfikacja (po co?), wcześniej czy później wykryłyby ją wewnętrzne kontrole ministerialne” – zauważa ks. Zaleski;

# Ilość oficerów prowadzących. „Prawdopodobieństwo, że wszyscy trzej przez tyle lat oszukiwali swoich przełożonych (w tym wypadku bezpośrednio Departament IV MSW), jest równa zeru”;

# Spotkania w lokalu kontaktowym „Wanda”. „Duchowny, godząc się na tę konspirację, świadomie łamał przepisy kościelne, zakazujące jakichkolwiek spotkań z esbekami poza urzędami parafialnymi czy paszportowymi”;

# Dyspozycyjność umożliwiająca przekazanie TW na potrzeby innej jednostki SB. „W 1983 r. z okazji drugiej pielgrzymki papieskiej do Ojczyzny »Filozof« został przekazany z Wydziału IV SB w Częstochowie do Wydziału IV w Krakowie. Gdyby był to agent fikcyjny, wykryłyby to służby krakowskie” – akcentuje ks. Zaleski.

– Zaleskiemu można zarzucić wszystko, oprócz tego, że nie ma bladego pojęcia o interpretacji wytworzonych przez nas dokumentów. Nie docenia jednak faktu odbywania spotkań z „Filozofem” w LK „Wanda”. Żeby wprowadzić tajnego współpracownika na taki zakonspirowany obiekt, „firma” musiała mieć głębokie przeświadczenie o jego lojalności. Rzecz w tym, że w określonym lokalu odbywano spotkania z 2, 3 agentami i gdyby któryś z nich zdradził, automatycznie narażał pozostałych – tłumaczy analityk.

– Nikt dotychczas nie zauważył jeszcze jednej, bardzo istotnej okoliczności, która nie została odnotowana w żadnych biografiach Życińskiego, bowiem boi się on jej jak diabeł święconej wody. Oto już w 1981 r. komunistyczna Rada Państwa nadała księdzu Józefowi Życińskiemu tytuł profesora nadzwyczajnego. Nie wiem, czy był TW, bo nie znajdował się w sferze zainteresowań mojego wydziału. Możecie być wszakże pewni, że ta jego profesura absolutnie by w ówczesnych realiach nie przeszła bez silnego poparcia kierownictwa Departamentu IV– ujawnia „FiM” jeden z byłych wysokich rangą oficerów tej jednostki.

„Nikt w Polsce nie jest uprawniony do oceniania któregokolwiek z biskupów. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to jest to rola Stolicy Apostolskiej” – odpiera nagabywania dziennikarzy rzecznik prasowy Episkopatu ks. dr Józef Kloch. Co ciekawe: też filozof, którego czułym promotorem pracy doktorskiej był „Filozof”…

[2008] FaktyiMity.pl Nr 47(455)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: