FiM – Jarmark dominikański

Jeden z najbardziej znanych w Polsce dominikanów, a w Trójmieście kapłan wręcz legendarny, zrzucił habit. Nosił go przez 25 lat. Fakt ten jest dla Kościoła tym bardziej bolesny, że były zakonnik nadał wydarzeniu wymiar publiczny, a wraz z nim zaginęło pół miliona złotych.

Ojciec Jacek Krzysztofowicz (44 l.) pracował w Warszawie, Krakowie, przez prawie trzy kadencje (do 2010 r.) był przeorem klasztoru i proboszczem parafii św. Mikołaja w Gdańsku, szczycił się Medalem św. Wojciecha „za stworzenie wybitnego centrum kultury duchowej”, najwyższym – obok honorowego obywatelstwa – wyróżnieniem przyznawanym przez Radę Miasta Gdańska.

Było już u św. Mikołaja ponad-dziesięcioletnią tradycją, że w każdą niedzielę o godz. 21 o. Krzysztofowicz odprawiał mszę, podczas której kościół pękał w szwach, bo kaznodzieja przemawiał pięknie. Nagrania wygłaszanych przezeń homilii zamieszczano na stronie internetowej klasztoru. Ostatnia wprawiła w osłupienie wszystkich.

„Moi drodzy, kiedy mówię do was te słowa, jest niedzielny poranek 13 stycznia 2013 roku. Dzisiaj zwracam się do was po raz ostatni i w nietypowej formie, ponieważ to nie będzie kazanie, lecz pożegnanie, ponieważ chciałem wam powiedzieć, że odchodzę. Odchodzę z zakonu i kapłaństwa, odchodzę również z Gdańska…” – usłyszeli wierni.

Z ciągu dalszego pożegnalnego wystąpienia duszpasterza wynikało, że głównym motywem jego decyzji był trwający już od dawna związek z kobietą („Nareszcie dojrzałem do miłości. Do takiej ludzkiej, zwyczajnej miłości. Do czegoś, jak teraz widzę, czego bardzo się bałem, od czego uciekałem, przed czym się chroniłem w habicie, stając za ołtarzem i nim się odgradzając od świata i ludzi”), który powoli otwierał mu oczy („Na pewno dostrzegaliście zmiany w moim myśleniu, dotyczącym życia, wiary i Kościoła”), aż wreszcie uzmysłowił całą obłudę instytucji Kościoła katolickiego („Nie wierzę w sens życia, które przez minione 25 lat prowadziłem. Postrzegam je dzisiaj jako odwrócenie się, a czasem wręcz jako ucieczkę od życia i bliskości”).

Dominikanie są instytutem zakonnym na tzw. prawie papieskim, co oznacza, że legalne – wedle prawa kanonicznego – odejście mnicha po ślubach wieczystych do „cywila” jest możliwe tylko za zgodą Stolicy Apostolskiej. Czy pan Jacek dostosował się do tych wymogów?

– Ależ skąd! On nawet nie poprosił o zezwolenie. Zademonstrował tym sposobem, że ma już wszystko w nosie. Ojca Świętego, biskupów, procedury… – wzdycha zakonnik z Gdańska.

Klasztor skwitował sprawę Krzysztofowicza lakonicznym komunikatem, że „w styczniu 2013 r. zdecydował się opuścić zakon, tym samym przestał pełnić posługę kapłańską oraz obowiązki duszpasterskie w naszym kościele”. Bardzo ostro zareagował o. Paweł Gużyński, przeor dominikańskiej placówki w Łodzi, który określił ostatnie kazanie swojego kolegi mianem „ubranej w piękne słowa tandetnej psychologicznej bajeczki”. – To jest klasyczna przegrana zakonnika z własną pożądliwością, a jak ktoś mi po tylu wiekach strzela taką psychologiczną bajeczkę, to ja ją śmiechem zabijam – ironizuje o. Paweł.

„Sytuacja jest trudna i bolesna nie tylko z powodu wystąpienia, ale także z powodu sposobu, w jaki to zrobił. Publicznie ogłosił, że odejście jest wy-razem jego dojrzałości i odkrycia prawdziwego oblicza Boga i prawdziwej miłości. Niestety, zapomina on o odpowiedzialności za śluby, które złożył, za przysięgę daną Kościołowi i Bogu, której powinien być wierny. Jest to wielka rana zadana przede wszystkim ludziom, których był duszpasterzem” – napisał w specjalnym oświadczeniu o. Maciej Okoński z Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Beczka” w Krakowie.

„Sytuacja” jest nie tylko trudna, ale i dwuznaczna ze względu na uwikłanie byłego zakonnika w sprawę Amber Gold. Jego odejście nabiera nieco mniej romantyczno-buntowniczego charakteru jeśli zestawimy takie oto fakty:

# Po wybuchu afery o. Jacek przekonywał publicznie o uczciwości małżonków Katarzyny i Marcina P., zmyślnych konstruktorów piramidy finansowej, którzy naciągnęli swych klientów na ok. 500 mln zł;

# Cieszący się jeszcze wolnością Marcin P. udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu (sierpień 2012 r.), w którym ujawnił, że będąc pod wrażeniem o. Krzysztofowicza, wsparł za jego pośrednictwem parafię św. Mikołaja kilkoma darowiznami o łącznej wartości ponad miliona złotych;

# Jednym z mało znanych kanałów dopływu dużej gotówki do gdańskiego klasztoru jest Fundacja Centrum św. Jacka, w której nieświęty o. Jacek sprawował funkcję prezesa, zaś przeor o. Michał Mitka był jego zastępcą;

# Gdy syndyk masy upadłościowej Amber Gold zażądał od klasztoru zwrotu pieniędzy, przeor Mitka bez żadnych targów zgodził się oddać kasę, ale tylko 475 tys. zł, bo tyle było w papierach.

Gdzie zniknęło pół miliona z ogonkiem?

[2013] FaktyiMity.pl Nr 4(673)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: