FiM – Księża w pijanym widzie

Duchowni katoliccy piją prawdopodobnie nie więcej niż budowlańcy. Wyróżnia ich natomiast solidarność korporacyjna, umożliwiająca przekonanie ludzi silnej wiary, że pijanych duszpasterzy za kierownicą można policzyć na palcach.

„Ten straszny atak na duchowieństwo, na każdym kroku. To, co się dzieje w Polsce z Kościołem, myślicie, że to nie stresuje duchownych, pasterzy?” – tłumaczył o. Tadeusz Rydzyk, analizując na antenie Radia Maryja stłuczkę warszawskiego biskupa pomocniczego Piotra Jareckiego (2,6 promila alkoholu we krwi i „pocałunek” z latarnią). Ściśle związana z Kościołem psycholog dr Ewa Kusz wskazała na łamach „Rzeczpospolitej” kolejną przyczynę stresu duchownych: mentalną spuściznę po… komunie, która sprawia, że księża boją się wynosić swoje uzależnienia na zewnątrz. Popatrzmy, jak bardzo się boją, na zaledwie kilku przykładach…

# Józef B. (archidiecezja białostocka) „stresował się” posadą wikariusza prestiżowej parafii w Białymstoku, nauczyciela religii i diecezjalnego kapelana harcerzy. Podczas zatrzymania do kontroli drogowej próbował uciekać. „Nie wiecie, z kim macie do czynienia. Załatwię was, będziecie zwolnieni z pracy” – groził policjantom, tłukąc ich pięściami po twarzach i wymyślając im od ch… w. Miał w organizmie 1,65 promila. Za całokształt zainkasował 14 miesięcy więzienia w zawieszeniu, 1,5 tys. zł grzywny i utratę prawa jazdy na 2 lata. Przed sądem domagał się warunkowego umorzenia sprawy „ze względu na dobro, jakie czynił dla społeczeństwa”, bowiem ewentualny wyrok skazujący mógłby mu „utrudnić dalszą pracę”. Jedynym – jak się okazuje – utrudnieniem była przeprowadzka do sąsiedniej archidiecezji warmińskiej. Ksiądz Józef jest obecnie wikarym w bardzo atrakcyjnym turystycznie M., gdzie powierzono mu wychowywanie dzieci i młodzieży;

# Sławomir W. (diecezja drohiczyńska) to szosowy zabójca. Był wikariuszem parafii w Dziadkowicach, a w kurii – szefem Sekcji Młodzieżowych Organizacji Katolickich. Kompletnie pijany (3,17 promila) zasiadł za kółkiem i spowodował tragiczny w skutkach wypadek (osiem osób ciężko okaleczonych, jedna z nich po kilku dniach zmarła). „Odprawiałem msze święte za zmarłego i pozostałych. Modliłem się za ich rodziny” – takie argumenty przedstawił w sądzie, proponując dobrowolne poddanie się karze 2 lat pozbawienia wolności. W pierwszej instancji zainkasował trzy lata bezwzględnej odsiadki, apelacja (marzec 2012 r.) podwyższyła karę do pięciu, ale za kratki jeszcze nie trafił;

# Mieczysław L. ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów w Gorzowie Wlkp. zabił po pijanemu dwóch mężczyzn (ojca z synem). Według obliczeń biegłego mnich miał wówczas we krwi 0,6 promila. Jego adwokaci przekonywali sąd, iż „to Pan Bóg zrządził, że w tym nieumyślnym wypadku śmierć poniosło dwóch ludzi”; wspominali też, że sam „diabeł wykorzystał okazję, że oskarżony spieszył się na mszę świętą, choć nie powinien jechać”. Uzasadniając wyrok 2 lat więzienia, sąd stwierdził: „Wprawdzie oskarżony rażąco naruszył zasady ruchu drogowego, ale na jego korzyść przemawia nienaganny tryb życia, szczere przyznanie się do winy oraz godna podkreślenia próba pojednania się z rodziną ofiar”. Ojciec Mieczysław wciąż cieszy się wolnością, a obecnie grasuje w Bydgoszczy;

# Janusz Ź. (zakon paulinów) wracał „zygzakiem” do Częstochowy z podróży służbowej. Po tym, jak został zatrzymany, okazało się, że miał 2 promile alkoholu we krwi. Groził kontrolującemu go policjantowi, że jeśli nie zaniecha czynności, a już nie daj Boże ośmieli się zabrać osobę duchowną do izby wytrzeźwień, to rzuci na niego zły urok, przez co rodzinę funkcjonariusza spotka seria niewyobrażalnych nieszczęść;

# Wojciech R. (archidiecezja gnieźnieńska) miał 1,2 promila alkoholu, a mimo to wsiadł za kierownicę i potrącił 11-latkę. Ponieważ dobrodziej przed sądem nie kręcił i zechciał dobrowolnie poddać się karze, wyrok zapadł łagodny – roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, 1,2 tys. zł grzywny oraz wpłata 300 zł na rzecz przykościelnej fundacji. Ksiądz Wojciech jak był proboszczem, tak wciąż nim jest;

# Wojciech O.-L. i Piotr P. (diecezja toruńska) byli kolejnymi proboszczami tej samej parafii. Pierwszy (52 l.) musiał zmienić placówkę po bezkrwawej na szczęście kolizji drogowej. Badanie alkomatem wykazało, że miał 2,5 promila we krwi. Drugi (37 l.) – wyraźnie pijany odprawił wiernym drogę krzyżową i zaraz po mszy wsiadł do samochodu. Miał we krwi 2,7 promila. Obaj panowie otrzymali od państwa symboliczne kary „umowne”, a kuria ograniczyła się do roszad personalnych;

# Wiesław M., proboszcz z Chojnic (diecezja pelplińska) niemal zawsze jeździł po wódce, bowiem bezkarność gwarantowała mu funkcja kapelana miejscowej policji. Jednak jego ostatnia ofiara uparła się i za jazdę w stanie 2,9 promila duchowny został skazany na pozbawienie prawa jazdy (na cztery lata) oraz grzywnę (3,2 tys. zł). W naszej redakcyjnej kartotece figurują nazwiska 127 duchownych – sprawców wypadków pod wpływem alkoholu. Żaden z nich nie został z tej przyczyny zmuszony do zmiany zawodu…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 44(661)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: