FiM – Pagórki proboszcza

Z parafii św. Mikołaja Biskupa w Henrykowie Lubańskim (diecezja legnicka) zniknął bez pożegnania ks. proboszcz Jan M. alias „Rudy”. „Rozpłynął się” po tym, jak parafianki opowiedziały w telewizji o jego pedofilskich ekscesach.

Jednej z miejscowych nastolatek, nazwijmy ją Martą, pozostały po 59-letnim duchownym takie SMS-y zapisane w pamięci telefonu komórkowego:

# Czekałem na plebanii, a tę całą terapię uważam za bzdurę. Szkoda mi Ciebie (19 maja 2012 r., godz. 17.58);

# Bolesne jest to, że ja chcę Ci pomóc, chcę Ci dostarczyć tego, czego potrzebujesz do rozwoju, a ciebie nie stać nawet na słowo… (22 maja, godz. 22.40);

# Dlaczego tak ciężko porozumieć się z Tobą? Dlaczego nie odpowiadasz na pytania, nie piszesz i nie piszesz pragnień, oczekiwań i upodobań. Co chcesz zrobić (23 maja, godz. 17.21);

# „Jedni śpią mocno w nocy, inni rano. Chcę narcyzmu. Wiesz, co to jest? Opowiedz mi o ciele, co się podoba, co lubisz. Czy jeszcze za wcześnie na to? (3 czerwca, godz. 7.23).

Martę (rocznik 1996) wychowują dziadkowie. Babcia, Danuta S., była niegdyś katechetką. W 2010 r. zaobserwowała, że wnuczka panicznie boi się mężczyzn. Lęki te coraz bardziej narastały – dziewczynka przestała jeść, ważyła 38 kg. Pani Danuta zaprowadziła ją do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Lubaniu. Dopiero po dwóch latach terapii wydusiła z siebie, co ją dręczy. Opowiedziała, że proboszcz całował ją (wówczas 14-letnią gimnazjalistkę) i kazał dotykać się w miejsca intymne, a zdarzało mu się nawet żądać seksu, do czego ostatecznie nie doszło.

Dyrektorka poradni natychmiast zawiadomiła miejscową prokuraturę rejonową, a babcia – redakcję magazynu „Interwencja” (Telewizja Polsat). Przed kamerą wystąpiła z otwartą przyłbicą. – Odważyłam się, żeby ostrzec, uchronić inne dzieci. Żeby nigdy nie przeżywały tego, co Marta. Ufałam mu jako księdzu. Nie przyszło mi na myśl, że może tak skrzywdzić dziecko – tłumaczyła reporterce.

Pani Danuta ujawniła, że nawet wtedy, gdy ktoś był na plebanii, proboszcz wzywał wnuczkę do kancelarii pod pozorem próby czytania i kazał jej się rozbierać. Marta dodała, że duchowny kazał jej tańczyć nago bądź rozbierać się, czekać w łóżku i być gotową na seks, a gdy odmawiała, wpadał w furię („Mówił, że liczył na więcej, że jednak go nie kocham”). Do podobnych sekscesów dochodziło nawet w jej domu, gdy ks. Jan odwiedzał ją pod nieobecność dorosłych. Dlaczego potrzebowała aż dwóch lat, żeby o nim opowiedzieć? – Nie mogłam tego wydusić z siebie. Ksiądz wciąż mnie szantażował, zastraszał, bałam się. Mówił, że rozpowie, że jestem kurwą i się z nim przespałam. Takich rzeczy na pewno nigdy nie wymaże się z pamięci – podkreśla Marta.

– Do mojej koleżanki wypisywał SMS-y typu: „Chciałbym się budzić obok ciebie, zwiedzać palcem pagórki twojego ciała”. Dziewczyna miała wtedy 16 lat. Mnie nie dopuścił do bierzmowania, ponieważ nie chciałam mu odpowiedzieć na pytanie, jak „to” robię z chłopakiem. Byłam wówczas 15-latką – wspomina jedna z parafianek.

– „Rudy” potrafił złapać za pierś, a gdy udało mu się wyłudzić numer telefonu, przysyłał SMS-y, zapraszając do odwiedzin na plebanii. Namawiał też na wspólne wycieczki, ale tylko we dwoje… – mówi była uczennica proboszcza z Henrykowa.

Po wybuchu afery ks. Jan M. zniknął z parafii. Przestał też nauczać religii w Zespole Szkół Zawodowych i Licealnych w Zgorzelcu (jeździł tam dwa razy w tygodniu, we wtorki i czwartki), a na jego miejsce kuria wyznaczyła ks. Grzegorza Krzystka. „W tymczasowym zastępstwie” – tak brzmi wersja oficjalna. Czyżby kapłan odbywał tajną pokutę w jakimś klasztorze?

– Przebywa w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Lwówku Śląskim, gdzie pomaga ks. proboszczowi Krzysztofowi Kiełbowiczowi. Mieszka obok plebanii, w diecezjalnym domu rekolekcyjnym. Normalnie odprawia msze, spowiada i udziela komunii. Osobiście nie widzę w tym niczego zdrożnego, skoro nie przedstawiono mu jeszcze zarzutów, natomiast trzęsie mnie fakt, że nasza kuria biskupia wysyłała do pani Danuty emisariusza, który próbował ją nakłonić do podpisania jakichś papierów związanych ze śledztwem. Prawdopodobnie chodziło o wycofanie się z oskarżeń. Kobieta odmówiła, ale wciąż kombinują, jak ukręcić tej sprawie łeb – twierdzi duchowny, czytelnik „FiM”, z dekanatu lubańskiego.

– Do dzisiaj nie zostałem zaproszony na przesłuchanie w prokuraturze, więc nie mam pojęcia o żadnej „sprawie” – ucina rozmowę ks. Jan M.

Prokuratura Rejonowa w Lubaniu nie udziela informacji, czy i kiedy go „zaprosi”. Tej szczególnej dyskrecji podobno wymaga „dobro
śledztwa”..

[2013] FaktyiMity.pl Nr 4(673)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: