W Aleksandrowie rządzi proboszcz?

Wokół księdza Norberta Ruckiego, proboszcza aleksandrowskiej parafii pod wezwaniem św. Rafała, narosło tyle plotek, że trudno uwierzyć, iż dotyczą jednej osoby. Mieszkańcy są przekonani o wielkiej władzy proboszcza i żartują, że Aleksandrów Łódzki powinien teraz nazywać się Aleksandrów… Rucki.

Ostatnio proboszcz po raz trzeci został radnym. Jest jedynym w kraju duchownym pełniącym tę funkcję. Nie wszystkim się to podoba. W gminie trwa wojna pomiędzy nowym burmistrzem a księdzem. Już zaprowadziła ich na salę sądową.

Poszło o wyborcze teksty, jakie obie strony zamieszczały w swych biuletynach. Jacek Lipiński, nowy burmistrz, domagał się sprostowania informacji z gazetki parafialnej, dotyczącej m.in. jego rzekomych wpływów w lokalnej fundacji „Szkoła i Sport”. Zaś przegrany kandydat na burmistrza Piotr Zentera, popierany przez proboszcza, pozwał Lipińskiego m.in. za stwierdzenie, że zarząd gminy zmuszał szefa basenu do zatrudnienia swego człowieka jako jego zastępcy.

Sąd nakazał księdzu sprostować informację dotyczącą Lipińskiego. Natomiast w sprawie z powództwa Zentery burmistrz ma sprostować wiadomość o przepychankach na basenie. Ale topór wojenny raczej nie zostanie szybko zakopany.

Skandal przy ołtarzu

– Ksiądz jest radnym od 1994 roku i nadal robi wszystko, aby móc w samorządzie pociągać za sznurki. Ale teraz dobra passa proboszcza została przerwana – burmistrz Lipiński przedstawia wyniki wyborów. Widać, że koalicja burmistrza stanowi większość w radzie.

Lipiński twierdzi też, że wyborcy przestali się bać i już nie akceptują ambicji duchownego, który w kościele mówi o polityce i angażuje się w kolejne kampanie wyborcze. Na potwierdzenie swych racji burmistrz przywołuje skandal, do jakiego doszło w niedzielę wyborczą podczas mszy świętej. Wówczas wierny, ponoć oburzony kazaniem, zaatakował proboszcza.

– Czapką lub kapeluszem strącił i zniszczył moje okulary. Nie mam do niego żalu, bo to człowiek chory, który chyba przestał brać leki – wyjaśnia proboszcz. – Niektórzy mówią, że otrzymał później od kilku znanych osób oklaski przed kościołem. Jeśli tak, to można sądzić, że jego zachowanie nie było przypadkowe.

– To efekt ostrej walki politycznej. Uważam, że ksiądz nie powinien być stroną w wyborach, lecz stanąć z boku – mówi radny Edward Pawlak, prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Aleksandrów 2000.

Czy ksiądz może być radnym?

Wielu mieszkańców Aleksandrowa uważa, że proboszcz nie powinien działać jako radny.

– Moim zdaniem prawo kanoniczne zabrania duchownym pełnienia takiej funkcji publicznej. Proboszcz wprawdzie tłumaczy, że jest tylko zwykłym radnym, ale on przecież organizował Aleksandrowskie Porozumienie Samorządowe, a to duża koalicja, w której partie polityczne odgrywały znaczącą rolę – twierdzi burmistrz.

– Najgorzej jak ktoś cytuje prawo, którego nie zna – broni się proboszcz. – Przed czterema laty kwestia mojego udziału w samorządzie była pozytywnie rozpatrywana przez profesora prawa kanonicznego z KUL. Jego opinia ukazała się na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Ja nie mogę pełnić np. funkcji burmistrza i to mnie nie interesuje.

Natomiast być radnym to znaczy uczestniczyć w życiu tego społeczeństwa, w którym się pracuje. Jako radny mam największe poparcie z samorządowców zasiadających obecnie w radzie. Uważam, że na tym szczeblu samorządów nie powinno się angażować w politykę, ponieważ zawsze jest ona korupcjogenna. Ja pracuję dla mieszkańców miasta i płacę duże podatki do kasy gminy. Dlatego nie jest dla mnie obojętne jak się rozdziela pieniądze i na co przeznacza.

Proboszcz dodaje, że trudno mu się wyzbyć zainteresowań społecznych.

– Tym bardziej że kościół od początku swego istnienia się nimi zajmował. Jestem pracowitym społecznikiem – argumentuje. – Mówienie, że w społeczności takiej jak Aleksandrów można rozdzielić oddziaływanie słowa Bożego od akcji społecznych jest wyrazem nierozumienia „samorządności” i zadań doczesnych Kościoła oraz jego duszpasterzy. Opieka nad rodziną, pomoc dla bezrobotnych, fundowanie obiadów dla dzieci to wspólna płaszczyzna współpracy administratora miasta i administratora parafii.

– Ja nie zauważyłem w Aleksandrowie pozytywnych as-pektów jego działalności – neguje zasługi księdza Lipiński. – A parafialne inwestycje, którymi proboszcz się chwali, powstały przecież za gminne pieniądze. On występował podczas wyborów przeciwko mnie, bo wiedział, że jak zostanę burmistrzem, odetnę go od strumienia pieniędzy.

Jak proboszcz zarabia

Zdaniem burmistrza proboszcz wykorzystuje swe wpływy w gminie i czerpie zyski z wynajmowania handlowcom pomieszczeń na terenie parafii.

– Niektórzy nie mogą patrzeć na moje sukcesy – mówi ks. Norbert Rucki. – Ale często także spotykam się z twierdzeniem, że gdybym był burmistrzem, miasto wyglądałoby inaczej. I ja też uważam, że lepiej bym zarządzał społecznym pieniądzem niż to czyni wielu. Dlaczego? Bo ja żeby prowadzić gospodarkę w parafii muszę ten pieniądz zdobyć. Nie otrzymuję go w budżecie. Nie mam dotacji. Muszę zarabiać. Wyremontowałem stare komórki na terenie parafii i oddałem je na działalność handlową i rzemieślniczą, a więc stworzyłem miejsca pracy. A że pobieram czynsze za wynajem lokali? Przecież byłbym nierozumny, gdybym nie brał pieniędzy, którymi obracam i płacę podatki.

Radni krytykujący księdza–samorządowca uważają, że to bardzo źle dla Aleksandrowa, iż w głośnej książce atakującej duchowieństwomożna dopatrzyć się również sylwetki ich proboszcza.

– Rodzaj i treść plotek świadczą o autorze. Ja mam zasadę, że moje czyny i słowa świadczą o mnie – ucina proboszcz Rucki.

– Jednak przysłowie mówi, że w każdej plotce coś jest i tak to ludzie odbierają – rozkłada ręce radny poprzednich kadencji o orientacji prawicowej. – Ten szum nie służy dobrze miastu i parafii. Uważam, że proboszcz to postać wybitna, ale źle wykorzystująca swój talent. Ksiądz nie powinien zapominać, że przede wszystkim jest kapłanem. A on niestety jest zbyt wojowniczy i za bardzo chce być na świeczniku.

Jestem niepokorny

Proboszcz przyznaje, że ma krytyczne spojrzenie na wiele spraw:

– Raczej muszę się powstrzymywać, żeby nie powiedzieć wszystkiego co myślę, bo mogłoby to okazać się dla niektórych bolesne. Wiem, że jestem kontrowersyjny. Dodam też, iż jestem niepokorny. Na przykład w swojej ulotce wyborczej napisałem, iż zrobiłem dla Aleksandrowa i parafii więcej niż moi poprzednicy od założenia miasta.

Proboszcz ma swoją wizję Aleksandrowa, który po załamaniu się handlu ze wschodem przeżywa kryzys. W ostatniej dekadzie upadła większość rodzinnych zakładów dziewiarskich.

– Uważam, że Aleksandrów, oprócz prowadzenia historycznego rzemiosła skarpetkowego, powinien być rekreacyjno-sypialnym zapleczem dla Łodzi – opowiada.

– Ale gdy na którejś radzie wystąpiłem z propozycją, żeby całą Nakielnicę zamienić na działki po 3 tys. metrów i sprzedawać, to wszyscy zastanawiali się, jaki mam w tym interes.

[2002] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: