Wybrał się Sujka za morze!

2 października 2001 roku niemal wszystkie gazety bostońskie (między innymi „Boston Herald” i „Boston Globe”) opublikowały informację, że polski ksiądz z parafii „Lady of Częstochowa” w południowym Bostonie, w pośpiechu opuścił Stany Zjednoczone i udał siędo swojego kraju. Przyczyna ucieczki była prosta – pedofilia.

Ksiądz Andrzej Sujka – o niego bowiem chodzi w tej opowieści – przybył do Bostonu w połowie lat osiemdziesiątych. Przyjechał w aureoli męczennika. Tam komuna, gnębiona „Solidarność”, śmierć księdza Popiełuszki, tu ciepła posada wikarego w parafii „Lady of Częstochowa”. To mała społeczność. Przede wszystkim Polonia, 400 rodzin. Ojciec Andrzej Sujka, franciszkanin, czysty jak biała lilia świętego patrona, szybko zjednał sobie miłość parafian, sam też promieniował miłością, zwłaszcza do dzieci. W 1996 roku został proboszczem. Zarządzał parafią w latach 1996-2001.

Jakoś dziwnie ojczulek Sujka nie potrafił rozliczyć się z tacy z radą parafialną. Gdy parafię wizytował ekonom franciszkanów z Warszawy, jak grom z jasnego nieba w zebranych uderzyła jedna z matek. Wrzeszczała na księdza Sujkę w niebo głosy: „Ty świnio!, ty zboczeńcu!, ty kłamco!, ty gnoju!”. Jej syn ma teraz 25 lat, żonę i dziecko. Kiedy już sam ułożył sobie szczęśliwe życie, przyznał się matce, że w dzieciństwie został zgwałcony przez księdza Sujkę.

Na sali był ojciec chłopca, który jak większość wiernych o praktykach franciszkanina nic nie wiedział. Gdy dotarła do niego informacja, chciał odpłacić księdzu siłą za to, co zrobił jego dziecku.

Andrzej Sujka zemdlał, wyprowadzono go z sali i więcej się już nie pojawił w „Lady of Częstochowa”. Ekonom franciszkanów przekazał po paru dniach radzie parafialnej wieść, że ksiądz odesłany został do kraju za pedofilię.

Jeszcze przez wiele miesięcy w parafii nie mówiono o niczym innym. Jedni współczuli rodzinie, inni ją straszyli, jeszcze inni chcieli iść na policję. Znalazło się też sporo osób świadczących o praktykach seksualnych księdza. Opowiadali, bo sami doświadczyli zalotów braciszka bądź też powiedziały im o tym ofiary, które ze wstydu i strachu nie chcą się ujawnić.

Wkrótce też i kasa parafii zaczęła się zgadzać. Jakoś po roku parafię „Pani Częstochowskiej” i wszystkie domy Polonii w Bostonie zbulwersowała wieść o Marku B., świadku koronnym w procesie tzw, „łódzkiej ośmiornicy”. Okazało się, że to ten sam człowiek, który w 1986 roku przyjechał do USA na zaproszenie jednej z rodzin. Zaproszenie „załatwione” przez znanego nam już księdza Andrzeja Sujkę. Wizę w Polsce Markowi B. załatwił inny ksiądz. Miał szczęściarz niezłe układy w kruchcie.

W Bostonie Marek B. zaczął z miejsca trudnić się lichwą, od wieków pogardzaną przez Kościół. Pożyczał parę dolarów na trzy tygodnie, a oddawał znacznie więcej. Procenty jak w żadnym amerykańskim banku, jak w bezpiecznej kasie Grobelnego w Polsce. Szybko więc zaufali mu naiwni „polaczkowie”. Gdy Marek B. pożyczył naprawdę sporą sumę, korzystając z tej naiwności, ślad po nim zaginął. Wieść niesie, że naiwnych wynajdował ksiądz Andrzej Sujka.

Gdy policja amerykańska aresztowała Marka B., pomocy natychmiast udzielił biednemu nasz ksiądz Andrzej. Obaj prześladowani działacze opozycji antykomunistycznej w Polsce mogli liczyć na wyrozumiałość amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Kaucja wynosiła 500 dolarów. A ponieważ Polonusi zaczęli dochodzić od Marka B. zwrotu 700 tysięcy dolarów, trzeba było uciekać do kraju. Oryginalny paszport został w bostońskim sądzie. Konsulat w Nowym Yorku musiał więc szybko wydać paszport blankietowy na powrót do Ojczyzny.

Część oszukanych Polonusów w kraju zaczęło dochodzić sprawiedliwości. Tymczasem 28 września 1999 roku Sąd Rejonowy w Łodzi umorzył postępowanie wobec Marka B. za oszukanie Polonii. Marek B. potrzebny jest polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, by ten wsadził do „pierdla” 199 osób powiązanych z „łódzką ośmiornicą”.

Teraz Polonia będzie dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa. Już znaleźli się w USA prawnicy chętni do ściągnięcia od kraju nękanego bezrobociem milionów dolarów, bo ukrywa się w nim pospolity złodziej, wspierany do tego przez księdza pedofila!

[2003] Fragment książki “Życie seksualne księży” – Haasler Robert

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: