FiM – Bezc(z)elny klerobiznes

Tysiące limuzyn sprowadzili księża z zagranicy, nie opłacając cła i podatku, jak to musi do dziś czynić przeciętny szary obywatel. Sutannowym pozwalała na to ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego z maja 1989 roku.

Luksusowe samochody, o wartości przekraczającej często 100 tys. zł, miały służyć wyłącznie do celów charytatywnych, co w praktyce okazywało się fikcją.

Na szczęście po latach – „przykręcono kurek”. Duchowi ojcowie znaleźli jednak sposób, by znów doić państwo — w majestacie prawa przerzucili się na handel m.in. maszynami poligraficznymi. Można na tym zarobić znacznie większe pieniądze niż na fordach, mercedesach czy citroenach.

Czarna mafia samochodowa

W latach 90. sprowadzanie samochodów bez cła i podatku oraz dalsze handlowanie nimi stało się „chlebem” dla większości plebanów w Polsce. Swoją drogą, trudno się dziwić — skoro jest okazja zarobić kilka czy kilkanaście tysięcy w ciągu paru dni… Proceder ten kwitł szczególnie owocnie w regionie świętokrzyskim i lubelskim. Dodajmy, iż — w majestacie prawa — na duszpasterskie potrzeby parafii można było przyjąć od darczyńcy i sprowadzić do kraju jeden samochód w roku. Tylko wówczas obowiązywała ulga.

Rekordzistą wśród sutannowych oszustów stał się 41 -letni proboszcz z Wierzchowisk, Stanisław S. W ciągu niecałych dwóch lat sprowadził on z Zachodu ponad 40 komfortowych gablot! Były wśród nich m.in. bmw, audi, ople, fordy, mazdy i „renówki”. Księżulo — zapewne oświecony światłem Ducha Świętego – fałszował (pardon) – sam wystawiał akty darowizny dla swojej parafii. Interes kręcił się wspaniale, ale sutannowemu zamarzyły się jeszcze większe pieniądze, więc dodatkowo sprowadzał z zagranicy części, z których w warsztatach dobrych, zaufanych katolików montowano składaki. Przebitki były całkiem niezłe. Tylko na dwóch „renówkach” Skarb Państwa stracił blisko 15 tys. zł; na ośmiu innych samochodach proboszcz z Wierzchowisk zarobił dodatkowo ponad 35 tys. złotych.

Inny operatywny duchowny z woj. świętokrzyskiego oszukał fiskusa na 150 tys. zł, sprowadzając w ciągu roku blisko 20 samochodów. Pojazdy nabywali mieszkańcy m.in. Radomia i Lublina.

Zarówno wspomniany rekordzista w handlu samochodami. Stanisław S.. jak i jego wspólnicy, m.in. wikary z parafii św. Wojciecha w Lublinie. Zbigniew K., nie wylądowali jednak za kratkami. Ks Stanisław S. skazany został na 2 lata więzienia w zawieszeniu, inni musieli jedynie zapłacić grzywny. Temida – jak zwykle – okazała się łaskawa dla sutannowych oszustów.

Jako się rzekło, zapobiegliwi księża z Lubelskiego i Świętokrzyskiego nie byli wyjątkami. Próbowaliśmy dokopać się do dokumentów dotyczących skali tego procederu, Główny Urząd Ceł poinformował nas jedynie, iż nie „prowadzi hadań statystycznych dotyczących pojazdów samochodowych zwolnionych od cła dla kościelnych osób prawnych”. No bo i po co — poza prawdopodobnie setkami milionów nowych złotych, które dzięki oszustwom nie wpłynęły do kasy państwa, nic się przecież nie stało. Jednak kilku celników, z którymi rozmawialiśmy nieoficjalnie, wyjawiło, iż każdego dnia, na każdym przejściu granicznym „puszczano” w ten sposób po dwadzieścia, a nawet więcej samochodów!!! Jeśli zsumować straty państwa na każdym z nich i pomnożyć to przez ponad pół setki czynnych wówczas przejść na zachodniej granicy, a także biorąc pod uwagę, iż wszystko działo się przez dziewięć lat — daje to sumę oszałamiającą, zbliżoną do obecnej dziury budżetowej.

W terenie nikt nie śmiał nachodzić osoby duchowne i bezczelnie sprawdzać, co się dzieje z parafialnymi furami. Taką akcję przeprowadzono tylko raz w 1994 roku. za rządów SLD, kiedy szefem GUC był tragicznie zmarły Ireneusz Sekuła. Wyniki inspekcji utajniono. Na szczęście ludzie pamiętają sporo do dziś. Na przykład mieszkańcy Aleksandrowa Łódzkiego poinformowali nas, że ich duszpasterz, prałat Norbert Rudzki (pomagał bratu wyłudzić z PZU gigantyczne odszkodowanie, patrz: „FiM” nr 16) także dorobił sporo do tacy na lewych furach. Sprowadził z zagranicy m.in. potężny autobus przegubowy, który niedługo potem pojechał do klienta, a także luksusowego mercedesa kombi i terenowego opla fronterę.

A teraz maszyny

Wobec przeogromnych nadużyć oraz strat Skarbu Państwa, co gorszyło nawet katoprawicowe władze. w 1998 roku ukrócono wreszcie działalność parafialnych gangów samochodowych.

Księża szybko jednak znaleźli sposób, by nadal zarabiać olbrzymie pieniądze. Tym razem wykorzystali przepis o zwolnieniu podmiotów kościelnych z opłat celnych, dotyczący darów w postaci maszyn, urządzeń i materiałów poligraficznych oraz papieru. Jak można się domyślić, ustawodawca „genialnie” przewidział, iż wspomniane maszyny służyć będą tylko i wyłącznie działalności duszpasterskiej i charytatywnej…

Dzięki życzliwym świerszczom wpadły nam w ręce interesujące dokumenty firmy „Greg-Life” z Kielc, należącej do Wiesława Strójwąsa, oferującej jednej z ukraińskich firm niemiecką maszynę rotacyjną do produkcji perforowanego papieru komputerowego. Cena tego urządzenia wynosiła, bagatela!, 3,2 mln zł!!! Sam ten fakt nie zasługiwałby z pewnością na nasze zainteresowanie, gdyby nie właściciel firmy „Greg-Life”. Okazał się nim o. Grzegorz, oficjalnie — ubogi zakonnik z klasztoru cystersów w Sulejowie. Indagowany przez nas w tej sprawie przełożony zakonnika – opat klasztoru cystersów w Wąchocku, o. Gerard Kocik — stwierdził, iż nic nie wie o handlowych interesach mnicha. Nie potrafił też wskazać nam miejsca jego pobytu. Jak sprawdziliśmy, w Sulejowie nie było go już od kilku tygodni. Tropy habitowego handlowca wiodą m.in. do Kielc, Piotrkowa Trybunalskiego i Krakowa. Niektórzy mawiają, iż przebywa on już poza granicami kraju.

Ojciec Grzegorz nie jest oczywiście jedynym, który postanowił nabić swoją kabzę, wykorzystując naiwność i głupotę, a częściej spolegliwość urzędników państwowych. Wielu obrotnych ojców duchownych skutecznie pośredniczy w handelku „święconymi” maszynami, pchając je głównie do odbiorców za wschodnią granicą. Ale o nich już przy innej okazji. Tymczasem interesik kwitnie, dostarczając olbrzymich pieniędzy. A co najważniejsze, nie rzuca się w oczy, tak jak luksusowy merc czy fordzik.

[2001] FaktyiMity.pl Nr 40(83)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: