Byłem gejem w sutannie

Ksiądz uwiódł go, kazał zerwać zaręczyny, a na koniec namówił do przyjęcia kapłańskich święceń. Po latach spędzonych w seminarium i przejściu w stan duchowny, kolejny ksiądz chciał się z nim przespać za przeniesienie do innej parafii. Jak wyglądało życie byłego księdza geja?

Marcin mieszkał w niewielkiej wiosce, gdzie dwa sklepy, jedna szkoła i kościół, były jedynymi miejscami rozrywki. Od poniedziałku do soboty stało się pod lokalem, by wypić piwo i porozmawiać z kumplami. W niedzielę zaś szło się do kościoła, by po mszy znowu iść napić się piwa. Taki tygodniowy cykl trwał od pokoleń. W jednym miejscu poznawało się przyjaciół, wrogów, żony i kochanki, a także przyprowadzało dzieci, które w przyszłości razem ze znajomymi dbały o lokalne tradycje. Marcin nie chciał pozostać w tym błędnym kole, więc szedł za głosem serca… i księdza.

(Nie)święta spowiedź

– Kiedyś miałem dziewczynę. Miałem ok. 18 lat. Już chcieliśmy brać ślub, mieć dziecko. Jej rodzice chcieli nam odstąpić połowę domu, ale coś nie dawało mi spokoju. Pomimo tego, że uprawiałem z nią seks, to nic nie czułem. Ale nie chciałem z nią zrywać. Była kochana, ładna i mądra, ale kochałem ją jak siostrę – wspomina.

Pomimo braku romantycznego uczucia pomiędzy nimi, był z Martą trzy lata. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy przed Bożym Narodzeniem poszedł do spowiedzi.

– Ksiądz znał nas wszystkich bardzo dokładnie. On udzielał sakramentu chrztu, komunii, bierzmowania a na końcu grzebał w ziemi. Znał każdą tajemnicę naszej wioski. Wiedział, kto z kim i kogo zdradza, jakie są najgorsze grzechy mieszkańców. Mimo to nigdy nic nie skomentował. Zawsze był wyrozumiały, a tajemnica była dla niego najważniejsza – dodaje.

W czasie spowiedzi powiedział, że nie kocha swojej narzeczonej i zastanawia się czy kiedykolwiek podobały mu się dziewczyny.

– Proboszcz jakoś dziwnie zareagował. Jakby się wzdrygnął, coś westchnął, ale mówiłem dalej. Po dziesięciominutowym wyznaniu swoich grzechów, dał rozgrzeszenie i powiedział „to nie jest taka łatwa sprawa, jak Ci się wydaje” i prosił, żebym skontaktował się z nim wieczorem na plebani – mówi dalej.

Zestresowany poszedł na rozmowę do swojego proboszcza. Ten zaczął go wypytywać o jego postawę na lekcjach WF-u, czy lubi patrzeć na swoich kolegów oraz jakie ma podejście do homoseksualizmu.

– Odpowiedziałem, że właśnie to nie daje mi spokoju. Wyznałem jak często myślę sobie, że całuję się z mężczyzną i zastanawiam się, jakie mam potrzeby, ale jednocześnie, jako wierzący człowiek nie dopuszczałam myśli na temat bycia w związku z mężczyzną – kontynuuje.

Gdy ksiądz wyczuł jego niepokój, delikatnie chwycił Marcina za rękę, przysunął do siebie i przytulił. Trwali w ciszy przez 5 minut, ale w końcu Marcin wybiegł z pokoju.

Pocałunek dezorientacji

Nie odzywał się do księdza przez kolejne dwa tygodnie. Nie chodził do kościoła, odrzucał myśli o swoim homoseksualizmie i próbie zaakceptowania tego przez księdza. W głowie walczył ze swoją seksualnością, z sąsiadami, rodziną, która na pewno tego nie zaakceptuje. Wszystko zaczęło mu walić się pod nogami.

– Zdecydowałem się jeszcze raz iść na plebanię. Po długiej rozmowie, później kolejnej i kolejnej, zrozumiałem, że swojej seksualności się nie wybiera. Po kilku tygodniach wizyt i rozmów u księdza, on ponownie zrobił coś dziwnego. Chwycił mnie za kolano i pocałował. Zamarłem – mówi o zaskoczeniu.

Młody chłopak ponownie wybiegł z terenu kościoła, ale tym razem czuł podniecenie, a nie frustrację czy złość, jak to było wcześniej.

– Tamtej nocy nie spałem. Cały czas przypominałem sobie ten pocałunek i fakt, że to było bardzo przyjemne – ucina.
Wtedy też jednoznacznie uświadomił sobie, że jest gejem.

– Kolejny raz wróciłem do księdza. Zaczęliśmy na poważnie rozmawiać. Już wiedziałem, że nasz proboszcz też jest gejem i mogę liczyć na jego wsparcie – dodaje.

Po kilku miesiącach rozmów z duchownym, Marcin zerwał zaręczyny ze swoją dziewczyną. Po namowach księdza oświadczył rodzinie, że idzie do seminarium duchownego. To było jedno z niewielu miejsc, gdzie młody chłopak może czuć się pewnie.

Potrzeba wyższa

Po otrzymaniu wzorowej opinii swojego proboszcza, przejściu wszystkich testów i rozmów kwalifikacyjnych, Marcin dowiedział się, że został przyjęty. Poczuł ulgę, ponieważ już nie musiał tłumaczyć się przed rodziną, dlaczego nie chce mieć dziewczyny. Kamień spadł mu z serca.

– Żyjąc w dużym mieście zapomniałem o problemie mojej orientacji. Nawet nie miałem też na to zbyt wiele czasu, ponieważ studia naprawdę były wymagające. Kalendarz był wypełniony od 5:30 do 22:00, a ja chciałem doczekać święceń – mówi Marcin.

Trzy lata seminarium zleciały mu podobno bardzo szybko. Regularne modlitwy, chodzenie na msze i wspólnotowe rozmowy nie pozwalały na bogate życie prywatne. Dopiero na czwartym roku, kiedy coraz pewniej czuł się w kościelnym środowisku, dało o sobie znać jego libido.

– Zacząłem wychodzić na prywatne spotkania. Umawiałem się poza seminarium z innymi alumnami, ale bez erotycznych podtekstów. Później poznawałem już kolejnych znajomych i życie zaczęło nabierać tempa. Pewnego dnia „zachciało mi się” i poszukałem knajpy dla gejów. Tam było kilku fajnych ludzi – dodaje.

Od tego momentu regularnie wychodził poza kościelne mury. Częściej spędzał noce u swoich partnerów, czasami odwiedzał swojego pierwszego mentora duchowego z rodzinnej miejscowości.

Gejowskie szczęście

W gejowskich klubach często spotykał znane mu twarze z seminarium czy kościołów, jednak nie chciał utrzymywać z nimi partnerskich relacji.

– Żeby była jasność. W Kościele nie jest tak, że każdy ksiądz jest gejem, a seminaria przepełnione są seksem młodych i zagubionych mężczyzn. Po prostu geje z jednego seminarium przebywają w tym samym miejscu i najczęściej się znają. Niektórzy sypiają ze sobą, ale mnie to nie bawi – dodaje.

Po sześciu latach przyszedł czas decyzji. Tygodniowe rekolekcje wyznaczały ostatnie chwile przed jego święceniami i przejścia w stan duchowny. Podjął wyzwanie, został diakonem. W tym czasie miał stałego partnera, który odwiedzał go pod „przykrywką” kuzyna. Marcin tłumaczył, że mężczyzna przyjeżdża na studia i nie ma pieniędzy na hostel. Byli ze sobą 4 lata i wszyscy duchowni przymykali oko na regularne wizyty.

– To były kolejne spokojne lata. Po zdobyciu następnych stopni święceń sakramentalnych, przyszedł burzliwy okres – wspomina. – Miałem posługę w małej parafii. Pomagałem proboszczowi, a czasami urywałem się do swoich przyjaciół. Bawiliśmy się i po wszystkim wracałem na plebanię, kamuflując swoją orientację – mówi.

– Pewnego dnia ktoś chciał mi zrobić kawał. Podczas jednej mszy zobaczyłem znajomych gejów w ławach. Nie wiem co się stało, ale dziwnie się czułem, kiedy w głowie miałem seks, a przed sobą dziesiątki wiernych – opowiada o niespodziance, jaką sprawili mu jego przyjaciele.

Postanowił zmienić parafię. Tak, by nigdy nie musiał się zmagać z tym problemem. Odwiedziny „cywilnych” przyjaciół i przypadkowe rozmowy, mogłyby mu bardzo zaszkodzić. Dlatego zgłosił się wtedy do wikariusza z prośbą o przeniesienie.

– Nie znałem się z tym człowiekiem wcześniej, ale jak na niego spojrzałem, od razu wiedziałem, że znam go z klubów. To był jeden z bardziej aktywnych tancerzy. Serce zaczęło mi ściskać, ale szybko powiedziałem w czym rzecz – mówi. Po kilkunastu minutach rozmowy Marcin wyszedł z gabinetu. Na drugi dzień dostał telefon.

– „Szczęść Boże. Ja w sprawie wniosku o przeniesienie”, tak mniej więcej zaczął. Później powiedział, że możemy się spotkać się wieczorem we wskazanym miejscu, by porozmawiać o mojej przyszłości. Pojechałem, co miałem zrobić. Chciał się do mnie dobierać, ale akurat nie miałem ochoty na seks. Powiedziałem mu, że dziękuję – opowiada dalej o próbach seksualnego awansu. – Nie mogłem żyć, jako kapłan w hierarchii, gdzie wszystko zależało od seksu z kimś wyżej ode mnie. A do tego jako naprawdę wierzący katolik. Nie chciałem szerzyć obłudy celibatu, kiedy sam do tego się nie stosowałem – kończy.

Dlatego Marcin postanowił zrzucić kościelne szaty. Zgłosił się do przełożonego, a ten nałożył na niego suspensę. Dzisiaj mieszka w Warszawie, gdzie nikt nie zna lub nie chce znać jego przeszłości. Jest związany z duchownym, a sam jest praktykującym katolikiem.

[2012] Onet.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: