FiM – Bzykanie na polanie

Prostytucja przydrożna jest dla wielu księży tym, czym dla zapalonych grzybiarzy wysyp borowików. Nic, tylko by z(a)rywali…

„Księżulkowie? Miałam ich już kilku, a jeden z Łomży przyjeżdża regularnie do dziś. Jedynie księdza Anzelma — tak kazał się nazywać — pogoniłam, bo traktował mnie jak kobyłę, inni są w porządku — płacą, wymagają i znikają. Większość nie przyznaje się do tego, że są kapłanami, ale to można wyczuć… „.

Prostytutka Aldona, z którą rozmawiamy przy drodze wiodącej z Wyszkowa do Białegostoku, nie jest jedyną, która miała do czynienia z wielebnymi klientami.

Samotność proboszcza

W drugim końcu Polski, przy drodze z Nowej Soli do Zielonej Góry, dyżuruje czarnowłosa Aneta. To właśnie ona staje się bohaterką skandalu z udziałem proboszcza ze Starego Kurowa koło Drezdenka

Proboszcz Leopold J. w godzinach popołudniowych jedzie trasą w kierunku Zielonej Góry. Zauważa przy drodze prostytutkę. Mocno musi mu doskwierać samotność, bo decyduje się wziąć ją do swojego forda escorta. Wjeżdżają w las. Mają jednak pecha, bo niespodziewanie pojawia się jeden z leśników i postanawia wylegitymować kochliwą parkę. Wielebny jest agresywny. Leśnik wzywa więc na pomoc policjantów. Okazuje się, że księżulo jest co najmniej po jednym głębszym. Ubliża policjantom. „Ryczał na cały głos: wywieźcie mnie nad Odrę i zamordujcie, jak Popiełuszkę” – opowiada jeden z policjantów. Władza duchowa niespodziewanie kopie stróża prawa, więc ten błyskawicznie robi użytek z kajdanków.

Anety nie ma już na miejscu zdarzenia. Korzysta z zamieszania i pryska w las. Ksiądz tymczasem nie daje za wygraną. Nie chce poddać się badaniom na obecność alkoholu, więc trafia do izby wytrzeźwień. I tu dochodzi do bijatyki, krzyków i ubliżania. Pluje, grozi policjantom. Uspokaja się dopiero wówczas, gdy zastaje przywiązany pasami do łóżka.

Do opisywanego zdarzenia doszło w lipcu bieżącego roku. Wielebny Leopold J. zdążył już zaliczyć kolegium do spraw wykroczeń. Za niedozwolony wjazd do lasu ukarany został grzywną. Policjanci są jednak rozgoryczeni. Za jazdę pod wpływem alkoholu i napaść na stróżów prawa powinien przecież stanąć przed sądem. Ale o tym nie ma mowy…

Miłość na dwie limuzyny

Październik ubiegłego roku, las w okolicy Zielonej Góry. Jeden ze strażników leśnych dostrzega wśród drzew białego volkswagena golfa oraz granatowego nissana primerę. Za zaparowanymi szybami nissana widać kobietę i mężczyznę. Mężczyzna wysiada z pojazdu, odmawiając okazania dokumentów. Kobieta zaś siada błyskawicznie za kierownicą i odjeżdża. To samo robi natychmiast mężczyzna. Leśnik zapisuje jednak numery rejestracyjne pojazdów. Wkrótce okazuje się, iż nissan należy do byłego proboszcza parafii Grotów. Tadeusza Z. Także drugi pojazd, choć z rejestracją innego regionu — jest jego własnością. Jeździ nim od dłuższego czasu pulchniutka 30-latka. W Grotowie tajemnicą poliszynela jest namiętny romans proboszcza z ową mieszkanką Zielonej Góry. Zresztą grotowianie nie chcą powiedzieć nic dobrego 0 byłym proboszczu. „Zabrano go stąd za złodziejstwo — mówi jeden z mieszkańców — prowadził brudne interesy „.

Mija kilka tygodni. Ponaglany sutannowy przybywa wreszcie do nadleśnictwa, by złożyć niezbędne wyjaśnienia. Spotyka się z leśnikiem, który nakrył go w lesie z pulchną czarnulką. Księżulo proponuje pieniądze w celu załagodzenia sprawy i puszczenia jej w niepamięć. Leśnik nie godzi się jednak na propozycję księdza. W tym momencie wielebny przeobraża się z owieczki w wilka i grozi, że właśnie wszystko nagrał i że zniszczy leśnika. Sugeruje, że ten ostatni liczył na łapówkę.

Księżulo rzeczywiście ma ukrytą kamerę (!!), którą dopiero teraz odkrywa pod ubraniem. Blefuje jeszcze długo, usiłując zastraszyć leśnika. A ponieważ nie przynosi to oczekiwanego skutku, szuka pomocy u wpływowych sutannowych z rodzinnych stron (Baranów Sandomierski). Sprawa trafia jednak do prokuratury i sądu.

Na pytanie, czy były jakiekolwiek naciski na sąd w sprawie duchownego, sędzia Sądu Rejonowego w Zielonej Górze, Dariusz Maj, odpowiada stanowczo: „Żadnych interwencji nie było. Sprawa odbędzk się prawdopodobnie w październiku lub listopadzie”. Za usiłowanie wręczenia korzyści majątkowej leśnikowi — tak w języku prawniczym nazywa się łapówkę — grozi księdzu kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Zobaczymy…

Zwolennicy natury

Leśnicy z Nadleśnictwa Przytok nie chcą z nami rozmawiać na temat wyskoków sutannowych. Z innych źródeł dowiadujemy się, iż takich przypadków,jak Tadeusza Z., było tu znacznie więcej. Okoliczne lasy upodobali sobie szczególnk wychowankowie seminarium duchownego w Gościkowie. Znawcy tematu twierdzą, że tak jak z lasu, korzystają oni również z jednego z nocnych klubów, znajdującego się na zielonogórskim osiedlu „Chynów”.

Okazuje się jednak, iż miłości na łonie natury nic nie jest w stanie zastąpić, o czym najwięcej mogą powiedzieć przydrożne prostytutki. Bzykanie wśród sosen to przecież samo zdrowie, a zakazany owoc z natury rzeczy nie może nie smakować. Chyba że napatoczy się wścibski leśnik…

[2001] FaktyiMity.pl Nr 42(85)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: