FiM – Dwa światy ks. Romualda Żurka – Oszukana miłość

Zakochany ksiądz zdecydowany jest na odejście z szeregów sutannowych. Kochankowie ustalają już termin, wynajmują wspólne mieszkanie, chcą zawrzeć ślub. Nagle szok! Pleban zmienia zdanie. Zostawia kobietę. Obawa przed rodziną, hierarchią, innym światem? Kościół złożył kolejną ofiarę swego zniewolenia.

Janina Kowalska poznała ks. Romualda Żurka przy kratkach konfesjonału. Trzy lata temu, jako świeżo nawrócona katoliczka, zamierzała oczyścić się z grzechów w katowickiej katedrze. Akurat dyżurował ks. Romuald. Ten nie tylko poświęcił jej wiele czasu, ale nawet zostawił swoją wizytówkę z telefonem komórkowym, prosząc, aby się z nim skontaktowała. Był wówczas kapelanem szpitala w Janowie. Janina nie dotarła do księdza, choć nie zaprzecza, że ją bardzo zaintrygował. Aż tu kiedyś, jako pacjentka szpitala w Katowicach Ochojcu, spotkała ponownie swego spowiednika. Okazało się, że był już kapelanem w tym szpitalu. Zaczęli się odwiedzać. Ksiądz Romuald — a raczej Romek, jak do niego mówiła – zaczął spędzać coraz więcej czasu w domu swej nowej penitentki-przyjaciółki. I to on przychodził z problemami, z wyrzutami na hierarchię i kościelne zniewolenie którego miał już dosyć.

Godzinami potrafił wyżalać się, w jakiej to perfidnej organizacji musi żyć i pracować. Janina pocieszała go i pomagała w trudnych chwilach. Romuald coraz bardziej zbliżał się do niej, czując, żc odzyskuje siły i wiarę w siebie. Długie dyskusje na tematy okołoreligijne zaczęli okraszać niewinnymi z początku uściskami. „Przyszła jednak chwila, kiedy Roman chwycił mnie za ręce, przytulił do siebie i zaczął rozbierać. Chciałam zaprotestować, krzyczeć, ale czułam, że jestem mu bardzo potrzebna, uległam” — opowiada Janina. Od tego czasu ich związek pogłębiał się. Czysty seks, wspólne wczasy i wyjazdy budowały w nich poczucie bliskości. Pamiątkowe zdjęcia z Krościenka nad Dunajcem, Rabki czy Zakopanego pozostaną dowodami ich miłości. „Kiedy nie widzieliśmy się przez kilka dni, przysyłał mi czułe SMS-y z powtarzającymi się ciągłe wyznaniami »Kocham Cię«, które zachowałam. Także organizowanie opieki religijnej chorym w szpitalu w Ochojcu, różne nabożeństwa, uroczystości w szpitalnej kaplicy, które wspólnie przygotowywaliśmy, związały nas z sobą”.

Po dwóch lalach spędzania wspólnie większości dni i nocy postanowili wziąć ślub cywilny. Oboje mieli dość życia w zakłamaniu. „Mój ukochany zdecydował się wreszcie wyzwolić z szeregów biskupich i kurialnych niewolników, jak zwykł powtarzać. Wspólnie chcieliśmy zacząć nowe życie. I tak znajomi, których odwiedzaliśmy, zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że jesteśmy parą”.

Jednak Romualdowi nie było lekko. Pochodzi, jak sam mówi, z rodziny religijnych fanatyków. Miał za sobą 4 lata nauki w Niższym Seminarium Duchownym w Częstochowie, potem 6 lat wyższego seminarium oraz 12 lat bycia księdzem. 22 lata kościelnej formacji, prania mózgu — wychowania na posłusznego wyrobnika — pozostawia niezatarty ślad w mentalności człowieka. Dość często zmieniał placówki. Pracował między innymi w Mysłowicach, Kuźni Raciborskiej, Rybniku, Jastrzębiu i Katowicach. Nie miał, jak jego niektórzy koledzy, „chodów” w kurii, nie załatwił dla Kościoła żadnego zapisu, nie był wazeliniarzem. Po kilku latach pracy wikarego, ze względów zdrowotnych, biskup wyznaczył go na kapelana szpitala.

„Przestałem żyć ideałami i mój obraz kapłaństwa całkowicie się zamazał, kiedy zobaczyłem, jak biskupi traktują księży. Zbulwersowała mnie szczególnie sprawa »ukarania« jednego z tzw. ustawionych księży, który za dobieranie się do pielęgniarek… został przeniesiony na intratne probostwo. Dla mnie nie było perspektyw. Proszę mi wierzyć — fanatyzm islamski jest niczym w porównaniu z katolickim, który osiąga obecnie szczyty hipokryzji. Decyzja o odejściu z »firmy« nie jest prosta. Znam wielu księży, którzy zaszczuci przez proboszczów czy biskupów kończyli w szpitalach psychiatrycznych, bo próbowali się targnąć na własne życie. Pozostaje rodzina, skazana na bezlitosną opinię środowiska, brak perspektyw na znalezienie pracy i mieszkania. Uciec z niewoli czarnych szeregów, to jakby wydostać się z macek ośmiornicy” — wyznaje ks. Żurek.

„Roman ciągle wałczył z obawami o siebie i swoich bliskich. Jego ojciec powiedział, że utnie mu łeb siekierą, jak zrezygnuje z kapłaństwa” — wspomina przeżycia swego kochanka Janina. Jednak kiedy arcybiskup Damian Zimoń zesłał go w tym roku do parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa do Krzyżkowic k. Wodzisławia, klamka zapadła. „Mam już dość kościelnego terroru. Odchodzę definitywnie” — zdecydował jeszcze przed końcem września zdesperowany kapłan. Miało to miejsce w redakcji „Faktów i Mitów”, dokąd przyjechał z narzeczoną. Hierarcha wiedział, że ks. Romuald jest przewlekle chory, a mimo to skierował go do normalnej pracy, łącznie z katechizacją. Choć udało mu się zmienić wcześniejszą decyzję zesłania do parafii świętych Cyryla i Metodego w Knurowie, gdzie przewidziano dla niego nauczanie w „poprawczaku”, to w Pszowie, gdzie teraz uczy, nie jest dużo lepiej.

„Kiedy odbierałem biskupi dekret, jeszcze na korytarzu przy innych księżach słyszałem słowa arcybiskupa Zimonia: »Posłuszeństwo to błogosławieństwo, niech ksiądz sobie to zapamięta«”. Żadne jednak argumenty, że jest chory i nie może uczyć w szkole, nie przemawiały do ojca diecezji. Obecny proboszcz, ks. Ryszard Anczok, kolega arcybiskupa, ciągle go poucza. „Ma pełną kontrolę nade mną. Pilnuje, co robię. Wieczorem, po kolacji, zaraz zamyka plebanię na łańcuchy i nikogo nie wpuszcza” — żali się ks. Romuald.

Przelała się czara goryczy. Ksiądz Żurek postanawia odejść… do normalnego życia. Kochankowie wynajęli mieszkanie w Dąbrowie Górniczej. Do dziś pozostała tam część jego rzeczy. Mieszkanie było ładne i funkcjonalne, był telefon, meble. „W piątek Romek miał zostawić wypowiedzenie w szkole i zabrać resztę rzeczy z plebanii. Jednak nagle… zmienił zdanie. I zaczął się horror” — opisuje dramaturgię ostatnich dni zrozpaczona Janina. „Kiedy się spotkaliśmy sprowokował awanturę, oznajmił, że nie zrezygnuje, rzucał szklankami, bił mnie po rękach, nawet pokaleczył szkłem dłonie. Rzucał wszystkim, co mu wpadło w ręce, miotał się jak w amoku, trzasnął drzwiami i uciekł. Następnego dnia przyjechał, zaczął przepraszać i pociągnął do łóżka, żeby mnie zerżnąć. Później przysyłał SMS-y i wydzwaniał, że jest więziony i na razie nie może się skontaktować. Nie wiedziałam, co robić, bałam się o jego stan psychiczny, a nawet życie. W dodatku więziono go! Zadzwoniłam na policję do Pszowa i Katowic, zgłosiłam… uwięzienie na plebanii. Nadal nie mam z nim kontaktu”.

Tymczasem ks. Żurek, którego po ostatnich wydarzeniach odwiedziliśmy na plebanii w Krzyżkowicach, po porannej mszy — jakby nic się nie stało — udawał się do szkoły. Zapraszając nas do siebie, oznajmił, że zrezygnował z Janiny i na razie nie zrezygnuje z kapłaństwa; musi się wstrzymać, dlatego zerwał z nią wszelki kontakt.

Janina dostaje telefony od znajomych, że ks. Żurek ją oczernia, wygaduje niestworzone rzeczy. Jest to prawdopodobnie jego reakcja na zarzuty środowiska, gdyż sprawa stała się głośna. Kobieta boi się teraz agresji ks. Romualda, który może wrócić po ubrania. Janina czuje się zdesperowana i oszukana nie tylko przez ks. Żurka, ale i przez cały Kościół. „Rżnął mnie, ile chciał, a teraz wyrzucił jak zniszczoną szmatę” — wulgarnie wyznaje. Nie wie, ile czasu musi minąć, by zapomniała o niespełnionej miłości i nowym życiu, które skończyło się, nim się jeszcze zaczęło.

Długo wahaliśmy się z publikacją tego tekstu. Nie chcieliśmy dobijać rozgłosem i tak już sponiewieranego księdza. Sprawa stała się jednak na tyle głośna, że ten artykuł nie może mu już więcej zaszkodzić. Ks. Żurkowi życzymy wyzwolenia się z więzów, o których mówił, że go gnębią i prześladują. Życie w dwóch diametralnie różnych światach pogłębia tylko frustrację i zniewolenie, czego już sam najlepiej doświadczył.

(Dane personalne bohaterki zostały zmienione na jej prośbę.)

[2001] FaktyiMity.pl Nr 41(84)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: