Pani Zofia: – Moja kolęda wyglądała jak wizyta komornika! Ksiądz Mirosław: – Podczas wizyty, nie mogłem dojść do głosu

Zofia Kasperczyk z Nowogrodu Bobrzańskiego ma wielki żal do proboszcza. Nawet mieszkania nie poświęcił. Czy dlatego, że na kościół za mało płaci? Proboszcz twierdzi, że to nie ma nic do rzeczy. Po prostu klimatu do duszpasterskiej wizyty nie było.

– Przygotowaliśmy z mężem mieszkanie, stół z białym obrusem, na stole krzyż, dwie świece, kropidło i talerzyk z wodą święconą – opowiada pani Zofia.

– Zauważyłam, że ksiądz jest w naszej klatce, więc zaczęłam go wyglądać. I nagle usłyszałam, jak ministranci mówią: – Tu nie wchodzimy. Jeszcze nie wiedziałam dlaczego.

Ksiądz był z kolędą naprzeciwko. Ministranci pobiegli już piętro wyżej. Pani Zofia powiedziała mężowi, co usłyszała. Otworzył drzwi i postanowił zaczekać na księdza. Ona zapaliła świece.

Relacje stron o przebiegu wizyty są różne.

Wypomniał, że zalegamy z opłatami na kościół

Zofia Kasperczyk: Proboszcz nie mógł już nas pominąć. Powiedział „Pokój temu domowi” i wszedł, ale chyba nie z duszpasterską wizytą. Otworzył czarną teczkę i pokazał bazę danych z osobami, które zalegają z opłatami na kościół. Zwrócił uwagę, że też zalegamy. Powiedziałam, że regularnie chodzę do kościoła. Mamy dwójkę dzieci i czwórkę wnucząt wychowanych w wierze katolickiej. Dajemy na tacę, sprzątamy kościół, kiedy jest nasza kolej, przynosimy kwiaty z ogrodu.

– Wpłacamy, jak możemy, 20 lub 50 zł. Na przykład za opłatek. Wrzucany on jest do skrzynek listowych wraz z dodatkową kopertą. Jest na niej imię, nazwisko i nadruk: „Ofiara z racji otrzymanych opłatków przeznaczona jest na spłatę długów powstałych po prowadzonych remontach w naszych kościołach…”.

Proboszcz też powiedział o tych długach. Bardzo się zdenerwowałam, bo może niepotrzebne są aż tak kosztowne remonty. Ludzie w Nowogrodzie są biedni. My oszczędzamy na wszystkim. Nawet z kablówki zrezygnowaliśmy i mamy tylko podstawowe programy. Na remont mieszkania nas nie stać. Modlimy się do Boga, żeby dał grzyby w lesie, to parę groszy wpadnie.

Ksiądz stwierdził, że jak jesteśmy tacy biedni, to mogliśmy powiedzieć i odrobić to, czego nie daliśmy na kościół. Mąż, który ma 69 lat, ręce i nogi powykręcane od reumatyzmu, zapytał, jak ma pracować tymi rękami. Pokazał je księdzu, ale za bardzo nie chciał na nie patrzeć. Wyszedł, nie pomodlił się, mieszkania nie poświęcił. Sama więc je poświęciłam. Po co więc taka kolęda? To wyglądało raczej na wizytę poborcy podatkowego lub komornika. Jestem zbulwersowana.

Spraw finansowych podczas kolędy nie poruszam

Ks. Mirosław Gass, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny:

– Nie mam żadnej „czarnej listy” parafian, którzy zalegają z opłatami. Nie uzależniam od tego odwiedzin. Prawdą jest, że ministranci mają kartkę z numerami mieszkań parafian, którzy nie życzą sobie odwiedzin lub też wiedzą, że nie będzie ich w tym czasie domu.

Mogą skorzystać z kolędy uzupełniającej. Nazwiska Kasperczaków na tej liście nie było, więc planowałem do nich przyjść. Niestety, już w drzwiach, zamiast normalnego przywitania, zaczęła się głośna wymiana zdań.

Weszliśmy do mieszkania. Otworzyłem teczkę z kartoteką parafian, w której odnotowywane jest zaangażowanie poszczególnych osób w życie parafii. Mam obowiązek mieć ją podczas kolędy. Prawdą jest, że państwo Kasperczakowie mają zaległości finansowe, ale ja nigdy finansowych spraw podczas kolędy nie poruszam. Z mojej strony nigdy nie było i nie ma prób wymuszania pieniędzy. Jestem wrażliwy na tym punkcie, żeby nie traktować ludzi przedmiotowo. Wiem przecież, że wielu rodzinom jest ciężko.

Próbowałem tłumaczyć, że kolęda powinna być poświęcona sprawom życia duchowego. Pani Zofia zaczęła jednak wypominać m.in. zbyt drogą, jej zdaniem, kostkę granitową, jaką wyłożyłem plac przed kościołem. Chciałem skierować rozmowę na temat tego, jak widzą swój udział w życiu parafii. Proponowałem włączenie się do grup parafialnych, choćby takich jak Róże Różańcowe. Bo uważam, że można być doskonałym parafianinem nie dając złotówki. Liczy się zaangażowanie w życie wspólnoty.

Niestety, nie mogłem dojść do głosu. W tej sytuacji nie było możliwości pomodlenia się. Wyszedłem więc. Po drodze pan Kasperczyk pokazał mi swoje ręce. Zaprosiłem oboje do kancelarii, ale nie przyszli.

I co dalej

Ksiądz proboszcz zaproponował mi spotkanie w Środę Popielcową na plebanii. Nie odbyło się jednak w cztery oczy, bo zaprosił na nie grupę szanowanych parafian, znających realia: Krystynę Tomaszewską z apostolatu maryjnego i grupy różańcowej (wraz z mężem Stanisławem), Zofię Klim – dyrektorkę Ośrodka Kultury w Nowogrodzie Bobrz., Andrzeja Brodzika – kościelnego, Barbarę Kulczycką z miejscowego Caritas oraz swoją matkę, panią Jolantę.

Proboszcz Mirosław Gass siedział u jednego szczytu długiego stołu. Krzesło przy drugim szczycie zajmował ksiądz Ryszard Gas z dekanatu w Żarach, który dokładnie notował przebieg spotkania.

Rozmawialiśmy ponad dwie godziny.

Dowiedziałam się, że proboszcz Gass jest doskonałym gospodarzem, a w parafii jest całkiem inny klimat niż wynikałoby to z listu pani Zofii do redakcji, która pisząc go postąpiła chyba zbyt impulsywnie. Zebrani przy stole na plebanii podkreślali też, że każda wspólnota, także ta religijna, ma prawa, ale i obowiązki. Trzeba to rozumieć. 50 zł rocznie na remont od każdego parafianina, który ma jakiś dochód, to naprawdę niewiele. Zresztą można to rozłożyć na raty. Inne opłaty też nie są aż tak duże. Zresztą dlaczego ludzie mówią o opłatach? Powinni mówić o ofiarach na rzecz wspólnoty i Kościoła.

Trzeba też docenić, ile dobrego w nowogrodzkiej parafii się dzieje. Przedstawiciel dekanatu, ks. Ryszard Gas zaapelował, żeby nie demontować autorytetów.
Usłyszałam też, że zarzuty niektórych parafian, że za wysokie są opłaty np. za pogrzeby i ślubne msze są mocno przesadzone.

– Jak przychodzi ktoś i pyta, ile powinien dać za pogrzeb, odpowiadam: Pan nie musi nic dać. Proszę natomiast przekazać to, co ZUS w zasiłku pogrzebowym przewiduje na posługę religijną, czyli 10 proc. – tłumaczy ks. Gass. – Bywa, że ludzie dają mniej, albo całkiem nic. Niedawno pochowałem parafianina za darmo. Zresztą mogę udostępnić listę osób, które w ostatnich dwóch latach brały śluby lub załatwiały pogrzeby.

Myślę, że przytłaczająca większość z nich potwierdziłaby moje słowa.
Nie zmienia to oburzenia pani Zofia, która twierdzi, że jak trzy lata temu chciała dać 350 zł za pogrzeb znajomej, którą się opiekowała, to proboszcz powiedział, że należy się 500 zł. Choć nieco wcześniej za pogrzeb męża tej znajomej wikary wziął 300 zł bez komentarza.

Siódmy czeka

Zanotowałam, że w ciągu dziewięciu lat na inwestycje kościelne w nowogrodzkiej parafii wydano ponad 1 mln zł, w tym sami parafianie, których jest ok. 5.700, dali 680 tys. zł.

Zrobiono generalne remonty sześciu zabytkowych obiektów w parafii. Siódmy, kościółek w Klępinie, czeka na remont dachu. Ma to kosztować 40 tys. zł, a wioska liczy tylko 288 mieszkańców, martwi się ksiądz. I dodaje, że szkoda, że w remontach tego typu zabytkowych obiektów nie uczestniczy państwo. Są w końcu narodowym dziedzictwem.

Ksiądz proboszcz, który z trudem ukrywał rozżalenie, powiedział pod koniec spotkania, że w parafię włożył wszystkie swoje oszczędności. Sprzedał nawet swój rodzinny dom. Zrezygnował też w III filaru emerytalnego.

Dowiedziałam się też, że dzięki zaangażowaniu proboszcza i życzliwych mu parafian działają trzy świetlice środowiskowe, są liczne działania charytatywne, a parafialna Caritas jest w pierwszej dziesiątce w diecezji.

Jest jak jest

– Takiego księdza jeszcze nie mieliśmy – mogłam podsumować, to co usłyszałam na plebanii.

– Takiego księdza jeszcze nie mieliśmy – powiedział mi starszy mężczyzna z bloku naprzeciwko tego, w którym mieszka pani Zofia. To jednak nie była akurat pochwała, lecz podsumowanie zarzutów, że ksiądz zbyt wiele mówi o pieniądzach i o tym, że brakuje mu na kolejne remonty. – Nam brakuje na życie- stwierdził starszy pan.

Bądź mądry i pisz wiersze…

Zamiast wiersza, może więc wypowiedź ks. Mirosława Gassa: – Modlę się o odseparowanie proboszczów od pieniędzy, bo to zawsze, prędzej czy później, w nich uderza. Remonty kościelnej substancji powinny być zlecane fachowym jednostkom. Inaczej trzeba by też rozwiązać kwestię ich finansowania. Na razie jednak jest jak jest. Zmiana nie ode mnie zależy.

A co z opłatami za posługi typu śluby, pogrzeby, chrzciny? Czy, dla oczyszczenia atmosfery, powinien być cennik, zamiast „co łaska”? To rzecz do dyskusji. Na razie, podobnie jak z remontami, jest jak jest. Tymczasem i remonty, i opłaty za posługi religijne są stałym tematem rozmów polskich katolików, nie tylko w Nowogrodzie Bobrz.

– I po co o tym wszystkim pisać? – pytali w kontekście listu do redakcji uczestnicy spotkania na plebanii. – To rozbija jedność parafian. Taki tekst to krzywda dla proboszcza.

Sam proboszcz przypomniał powiedzenie, że rozsypanego na rynku pierza już się nie pozbiera. Dodał jednak, że zechce się spotkać z panią Zofią i jej mężem, bo nie ma do nich żalu, a całe to zajście to po prostu nieporozumienie. – Zapraszamy – skomentowała pani Zofia.

Miejmy nadzieję, że wróży to pojednanie.

[2009] GazetaLubuska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: