FiM – Wrogie przejęcie

Biskup wziął 10 mln zł za nieruchomość wyłudzoną od państwa za pięćdziesiątą część tej kwoty…

Wpadł nam w ręce rzadkiej urody dokument. Dowiadujemy się z niego, że Watykan, a ściślej Kongregacja ds. Duchowieństwa, przychylając się do prośby ordynariusza włocławskiego biskupa Wiesława Meringa, udziela mu zezwolenia na sprzedaż (w slangu kościelnym – alienacja) należącego do diecezji „gospodarstwa rolnego w Międzychodzie”, którego „wartość przekracza sumę-limit określony przez Konferencję Episkopatu Polski”. Podpisujący ów dokument (reskrypt) sekretarz kongregacji arcybiskup Csaba Ternyák przypomina jednocześnie bp. Meringowi, że za wystawienie zaświadczenia jego firmie należy się tysięczna część kwoty uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości, a pieniądze należy wpłacić na konto papieskiego banku Istituto per le Opere di Religione lub czekiem wystawionym na kongregację.

Wyjaśnijmy w tym miejscu, że w świetle przepisów prawa kanonicznego (respektowane są także w sądownictwie świeckim) do ważności każdej przeprowadzanej przez wielebnych operacji na majątku kościelnym, której wartość przekracza ustanowiony dekretem Konferencji Episkopatu Polski limit (obecnie minimum 100 tys. euro), wymagana jest pisemna zgoda ordynariusza, wyrażona po zasięgnięciu opinii diecezjalnej rady ds. ekonomicznych i kolegium tzw. konsultorów, a w przypadku transakcji przekraczających próg 1 mln euro, zezwolenie musi wydać Watykan. Innymi słowy: bp Mering znalazł kupca oferującego mu ponad 4 mln zł.

Wzięliśmy sprawę pod lupę, bo w obrębie diecezji włocławskiej nie ma żadnego Międzychodu, zaś w orzeczeniach Komisji Majątkowej nie znaleźliśmy werdyktu o przyznaniu diecezji lub parafii mienia zastępczego w postaci jakiegoś gospodarstwa położonego w obrębie miejscowości noszącej tę nazwę. Czyżby biskup sprzedawał Niderlandy? Okazuje się, że faktycznie sprzedawał swoje, choć zdobyte przez podległego mu duchownego, i to w okolicznościach cuchnących kryminałem…

###

Ksiądz prałat dr Eugeniusz Marciniak jest formalnie kapłanem diecezji włocławskiej, ale jako krajowy kapelan pszczelarzy grasuje po całej Polsce. Był niegdyś sekretarzem Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Rolników oraz dyrektorem diecezjalnego Wydawnictwa Duszpasterstwa Rolników we Włocławku. Do dzisiaj cieszy się ogromnymi wpływami, a pod rządami AWS rozdawał karty nawet na szczeblu ministerstw.

Wielebny załatwił sobie w olsztyńskim oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych dzierżawę gospodarstwa w Międzychodzie (powiat iławski, woj. warmińsko-mazurskie). Prawie 360 ha gruntów, zabudowania, ferma tuczników, pięć potężnych klimatyzowanych kurników, obora na kilkaset sztuk bydła itp.

– Załatwił sobie? To trochę nieprecyzyjnie powiedziane. Owszem, formalnie działał pod własnym szyldem, ale miał pełną aprobatę naszego biskupa Meringego (sufragan włocławski, w latach 1988–1996 przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Rolników, zmarł w lipcu 2003 r. – dop. red.) otwierającego swojemu ulubieńcowi drzwi, których ten nie potrafił samodzielnie sforsować – ujawnia emerytowany proboszcz z Włocławka.

A gdy już mu je otworzono…

– Przetarg został oczywiście ustawiony, bo Międzychód to był naprawdę sam miód. Gospodarstwo w pełnym biegu, sprawne maszyny, czynne obiekty… Gdyby nie sutanna, nie miałby żadnych szans. Wiem, bo uczestniczyłem w tym od samego początku. Kilka tygodni później, razem z ks. Marciniakiem oraz Maciejem W. i Romanem Z. zawiązaliśmy spółkę Gospodarstwo Rolne Międzychód, na którą agencja przeniosła tytuł dzierżawy. Wnieśliśmy równe udziały, ksiądz objął funkcję prezesa, ja zostałem wice. Mieliśmy tam zorganizować potężny, supernowoczesny kombinat – wspomina Józef Kuroczycki, wówczas dzierżawca w sąsiadujących z Międzychodem Rąbitach.

Kuroczycki pracował na obu gospodarstwach, opłacał z własnej kieszeni ludzi, poręczał zobowiązania wielebnego osobistym majątkiem, udostępniał sprzęt, budował, inwestował, aż wreszcie z wydatną pomocą księdza i ANR… został na lodzie. Jego dramat zasługuje na odrębną publikację, ale dla zrozumienia ciągu dalszego odnotujmy co się działo, zanim drogi wspólników definitywnie się rozeszły:

# 6 grudnia 2001 r. ks. Marciniak, jako prezes zarządu i jedyny już właściciel spółki Gospodarstwo Rolne „Międzychód”, wykupił od ANR dzierżawione dotychczas grunty i obiekty warte miliony za… 198 tys. zł. W akcie notarialnym (Rep. A nr 3774/2001) czytamy, że zapłacił gotówką 39,7 tys. zł, a resztę wielkoduszna agencja zgodziła się odebrać w ratach rozłożonych na 15 lat, zabezpieczając się dwoma wekslami in blanco wystawionymi przez Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników we Włocławku. Interes bez precedensu, nie licząc innych biznesów z sutannami;

# Jeszcze w 2002 r. mamiony wyssanymi z palca obietnicami Kuroczycki wspomagał ks. Marciniaka finansowo (z posiadanej przez nas ekspertyzy rzeczoznawcy majątkowego dr. inż. Henryka Kozłowskiego wynika, że według stanu na 10 czerwca 2003 r. łączna kwota nieuregulowanych zobowiązań duchownego wobec dzierżawcy z Rąbit wynosiła 1 mln 872 tys. 572 zł);

# Już po „zakupie”, w ramach programu wdrażania nowoczesnych technologii, Ministerstwo Rolnictwa, przychylając się do wniosków ks. Marciniaka, wpompowało w Międzychód kwotę ok. 6 mln zł.

###

Gdy Kuroczycki zaczął twardo domagać się rozliczeń i przebąkiwać, że wystąpi na drogę prawną, hacjenda zaczęła parzyć wielebnych w ręce.

„Obiecując pomoc w załatwieniu wielu spraw, ks. Marciniak uzależnił ją od wsparcia jego inwestycji w gospodarstwie „Międzychód”. Czuję się oszukany i wykorzystany” – czytamy w obszernym liście rolnika wystosowanym do bp. Meringa. Pod dokumentem prezentującym całokształt „dokonań” ks. Marciniaka znajdujemy odręczny dopisek proboszcza miejscowej parafii w Dobrzykach: „Stwierdzam wiarygodność danych w powyższym piśmie – ks. Bolesław Ejdys, 25 kwietnia 2004 r.”. Biskup oczywiście nie odpowiedział ani słowem, natomiast w Międzychodzie rozpoczęły się przekształcenia własnościowe:

# grudzień 2004 r. – ks. Marciniak przekazał Wydawnictwu Duszpasterstwa Rolników wszystkie swoje udziały w spółce, a do jej zarządu został dokooptowany ks. Waldemar Karasiński, człowiek do specjalnych poruczeń bp. Meringa i ówczesny dyrektor wydawnictwa, obecnie proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Lubrańcu. Powołano radę nadzorczą z włocławskim biskupem pomocniczym Stanisławem Gębickimi ks. Lesławem Witczakiem (ekonom diecezjalny) na czele;

# styczeń 2005 r. – naczelny pszczelarz RP zrezygnował ze stanowiska prezesa spółki, a na jego miejsce rada nadzorcza oddelegowała ks. Marcina Filasa, dyrektora ekonomicznego Wyższego Seminarium Duchownego. Do zarządu (już trzyosobowego) włączono ks. Radosława Nowackiego, nowego dyrektora wydawnictwa;

# maj 2007 r. – spółka „Gospodarstwo Rolne „Międzychód” została sprzedana braciom Andrzejowi i Tomaszowi M., biznesmenom z branży spożywczej.

Ile biskup zainkasował?

– Nie miałam tej umowy kupna-sprzedaży w ręku, ale słyszałam z wiarygodnego źródła, że transakcja opiewała na kwotę ok. 10 mln zł – mówi urzędniczka gminna.

– Według wyceny na koniec 2005 r. tylko w budynkach i sprzęcie Kościół, miał tam ok. 5 mln zł i osiągnął przychód netto ze sprzedaży w kwocie 4,8 mln zł. Nie byłbym zdziwiony, gdyby wzięli jeszcze dodatkowe 2–3 bańki pod stołem – dodaje pracownik iławskiej skarbówki.

Stan na dzisiaj jest taki, że Kuroczycki żyje w ubóstwie, sprawą jego „przekręcenia” zajmuje się prokuratura, przed trzema miesiącami ks. Witczak podpisał umowę z zarządem województwa kujawsko-pomorskiego o dofinansowaniu rewaloryzacji muzeum diecezjalnego kwotą 9 mln zł, zaś kasa procentuje na kurialnym koncie, bowiem „Pieniądze uzyskane z alienacji należy bezpiecznie ulokować na korzyść Kościoła lub roztropnie je rozchodować”– rzecze kodeks prawa kanonicznego.

Do sprawy wkrótce wrócimy…

[2010] FaktyiMity.pl Nr 46(558)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: