FiM – Zbrodniarz w sutannie

Kiedy jakiś bandyta zabije osobę duchowną, w mediach podnosi się słuszne oburzenie. Gdy mordercą jest ksiądz, wokół sprawy zapada grobowa cisza.

Dramat rozegrał się 8 lipca 1988 roku na osiedlu domków jednorodzinnych w podkonińskim Ślesinie.

Państwo Kaczmarkowie to typowa polska rodzina. Głowa domu – Konrad, pracuje na kilku etatach – m.in. dorabia jako masarz-wędliniarz. W tamtych czasach taki zawód to prawdziwa żyła złota. Nic więc dziwnego, że Kaczmarkom powodzi się nieźle. Stawiają dom i żyją na dość wysokim poziomie. Pani domu słynie w okolicy z urody. Przez wiele lat uchodzi za wzorową wprost żonę i matkę.

Wszystko zmienia się któregoś dnia za sprawą ks. Zdzisława Świątkowskiego. Jest kapłanem w Sadlnie i podczas przyjęcia u ślesińskiego proboszcza los krzyżuje jego drogi z Kaczmarkami. Nie wiadomo, czy już podczas tego spotkania Irena wpada mu w oko i dlatego prosi o nocleg u Kaczmarków, czy też sprawia to przypadek. Jedno jest pewne – to właśnie wtedy zaczyna się romans, którego kulminacją jest mord w domu Kaczmarków.

Początkowo ks. Świątkowski oficjalnie odwiedza co jakiś czas Ślesin i życzliwą mu rodzinę, potem Irena zaczyna coraz częściej jeździć do Warszawy, do której w tym czasie przenoszą jej kochanka. Ksiądz zostaje kapelanem wojsk lotniczych – wielki to sukces dla prowincjonalnego kapłana.

Przez dłuższy czas Kaczmarek nie wie nic o romansie żony i księdza. Kapelan wciąga go w jakieś podejrzane interesy, jeżdżą nocą na kilka lotnisk, przywożą jakieś paczki. Istnieją poszlaki, że oprócz Świątkowskiego w podejrzane interesy zamieszanych jest kilku kapłanów znanych z pierwszych stron gazet. Jakie to są interesy? Trudno dziś dociec, choć rodzina Konrada jest dziś przekonana, że chodziło o przemyt i handel narkotykami…

Związku Ireny i księdza nie daje się już dłużej ukryć. O wszystkim dowiaduje się w końcu mąż Konrad. Małżonka nie ukrywa, że najmłodsze dziecko jest owocem jej miłości do księdza. Mąż przez jakiś czas próbuje jeszcze ratować małżeństwo, jeździ ze skargami do przełożonych kapelana, a nawet do biskupa. W końcu, załamany, decyduje się na rozwód. Wkrótce ma zapaść wyrok. Kaczmarek mieszka już właściwie poza domem, zostawił wszystko Irenie i dzieciom, próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Od początku lipca, wraz z synem i nową przyjaciółką, przebywa na biwaku poza Ślesinem.

Zbrodnia

Feralnego dnia Konrad przyjeżdża niespodziewanie do swojego domu. Chce zabrać trochę odzieży dla siebie i syna. Jest późne popołudnie, upał, na ulicach nie ma prawie nikogo. Konrad otwiera furtkę i znika za drzwiami domu. Niewiele wiadomo o tym, co dzieje się w ciągu następnych kilku minut wewnątrz budynku. Nagle drzwi gwałtownie się otwierają się i pojawia w nich skulona postać Kaczmarka. Na poręczy i schodach zostawia ślady krwi. Słaniając się, mężczyzna zmierza do furtki, otwiera ją i jęcząc z bólu pada na ziemię. Przybiega kilku sąsiadów. Usiłują dociec co się stało, ale z ust ciężko zranionego mężczyzny zamiast słów płynie tylko krew. Szybko przyjeżdża pogotowie i zabiera Kaczmarka. Mimo natychmiastowej pomocy umiera on po kilku minutach.

Ludziska komentują tajemnicze zdarzenie. Ktoś zauważył mężczyznę w wojskowym mundurze, uciekającego opłotkami w kierunku szosy. Zawiadamiają milicję, ale jest już za późno. Dopiero na drugi dzień stróże prawa docierają do warszawskiego mieszkania kapelana i zakładają mu na ręce kajdanki.

Co stało się w mieszkaniu Kaczmarków? Na pytanie to udaje się znaleźć częściową odpowiedź dopiero podczas procesu sądowego. Kaczmarek nie spodziewał się ataku. Zaraz po wejściu do mieszkania w ruch idzie miotacz gazu, potem otrzymuje kilka ciosów nożem w plecy i klatkę piersiową. Kto je zadaje? Prawdopodobnie zarówno ksiądz, jak i Irena. Całe zdarzenie zza uchylonych drzwi rzekomo obserwuje 2-letnia córka księdza, najmłodsza latorośl Kaczmarkowej…

Wszystko wskazuje na to, że zarówno ksiądz, jak i jego konkubina przygotowali się na wizytę Kaczmarka. W trakcie śledztwa okazuje się, iż dzień wcześniej na podwórku pojawił się należący do księdza trabant z bagażnikiem wyłożonym folią. Czy w ten sposób usiłowano pozbyć się ciała? Dlaczego jednak do tego nie doszło? Czyżby zbrodniarze nie przewidzieli, że po tylu ciosach nożem uda się ofierze wydostać z domu o własnych siłach?

Kara

Aż półtora roku trwa śledztwo w sprawie zbrodni w Ślesinie. Wreszcie na ławie oskarżonych Sądu Wojsk Lotniczych w Poznaniu zasiadają ks. kapitan Zdzisław Świątkowski i Irena Kaczmarek. Oskarżeni są o to, że

„8 lipca 1988 roku w Ślesinie działając wspólnie i w porozumieniu dokonali zabójstwa Konrada Kaczmarka w ten sposób, że urządzili zasadzkę we wspólnym mieszkaniu Ireny i Konrada Kaczmarków, a następnie, gdy wyżej wymieniony wszedł do mieszkania, ksiądz kapitan Zdzisław Świątkowski obezwładnił go gazem łzawiącym, a potem zadał dwa ciosy w plecy i trzy ciosy w klatkę piersiową ostrym narzędziem, powodując rozległe obrażenia wewnątrznarządowe oraz obfite krwawienie zewnętrzne i wewnętrzne, co spowodowało zgon Konrada Kaczmarka”.

Proces toczy się przy drzwiach zamkniętych. Podobno chodzi o względy obyczajowe i interes rodziny pokrzywdzonego. Krewniacy zamordowanego są jednak zbulwersowani.

– Jak zginie ksiądz, to rozgłos i krzyk jest na całą Polskę – mówi siostra Konrada, Bogusława. – Jak zabito naszego brata, to sprawę się wycisza. Nawet kapłan chowający naszego brata wręcz prosił, aby niczego nie rozgłaszać.

Ksiądz Zdzisław Świątkowski skazany został na 15 lat więzienia, Irena wyszła na wolność. Ze względów rodzinnych – jak uzasadniono. Ksiądz nie zgadza się z tym wyrokiem, odwołuje wszystkie swoje poprzednie zeznania. Sprawa trafia do sądu wyższej instancji. Kara zostaje zmniejszona o rok. Po 9 latach ksiądz odzyskuje wolność. Prawdopodobnie jest dziś w jednym z zakonów.

Pytania bez odpowiedzi

Irena mieszka nadal w Ślesinie. Po procesie mówi dziennikarzom:

– Nie będę ukrywać, że byłam kochanką księdza. Konrad o wszystkim wiedział, zresztą sama mu powiedziałam, że czwarte dziecko nie jest jego. Zawsze go jednak szanowałam i nigdy nie chciałam rozwodu. Chociaż na początku takie plany były. Bardziej zależało na tym Zdzisławowi. Woził mnie do prokuratury, chciał na mnie wymusić, abym odeszła od męża. Ja jednak takiego zamiaru nie miałam. Byłam całkowicie pod jego presją. Nawet nie chciałam już jeździć do Warszawy. Wtedy zaczął coś przeczuwać. Był takim człowiekiem, który chciał mieć wszystko. Jeśli coś nie mogło być jego, to nie mogło już być nikogo. To doprowadziło do tragedii. To nie był ksiądz, lecz człowiek pełen nienawiści, choć z pozoru uprzejmy. Zresztą nieraz przebywałam w towarzystwie księży i gdybym opowiedziała, co się tam u nich wyprawiało, to nigdy byście panowie nie uwierzyli. Ja mogę mówić o tym z czystym sumieniem, bo przez trzy lata żyłam właśnie z księdzem.

Mimo długotrwałego śledztwa i procesu nie udaje się wyjaśnić wszystkich tajemnic tej tragicznej historii. Choć sąd przyjął, iż zabójcą Konrada był kapłan, pozostało wiele wątpliwości. Czy rzeczywiście mordercą był tylko on, jak sugeruje Irena?

– Gdybym miała na spowiedzi zeznawać, to potwierdziłabym, że to zrobił Zdzichu. Ja nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy go walił nożem.

Na koniec tej opowieści rodzi się też i inne fundamentalne pytanie: jaki był motyw zabójstwa? Przecież rozkład małżeństwa był już faktem od dawna, Konrad pogodził się z tym, wkrótce miała się odbyć ostatnia rozprawa rozwodowa. Czyżby zatem Konrad za dużo wiedział o ciemnych interesach kapelana i chciał wykorzystać owego „haka” na księdza? A może kluczem do tej zagadki jest… lodówka w domu ofiary, zamykana, o dziwo, na zamek patentowy? Czy wszystko to należy wiązać z tajemniczymi eskapadami księdza i Kaczmarka w roli kierowcy? A może rację ma Irena Kaczmarek, twierdząc, że to była tylko nienawiść?

[2002] FaktyiMity.pl Nr 22(117)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: