Dzieci księdzu przeszkadzają

Rodzice uczestniczący w niedzielnej mszy dla małych dzieci w kościele Mariackim są urażeni.

Ksiądz z ambony powiedział, że źle wychowują swoje pociechy, ponieważ te biegają po kościele. Rodzice tłumaczą, że przedszkolak nie jest w stanie przez pół godziny stać nieruchomo i patrzeć na ołtarz.

Na mszy o godz. 16 w Niedzielę Palmową było niezwykle tłoczno. Wielu rodziców wiedząc, że nabożeństwa o tej godzinie przeznaczone są właśnie dla małych dzieci, przyszło ze swoimi pociechami. Pod ołtarzem było ich kilkadziesięcioro.

Dzieci chodziły, rozglądały się, wymachiwały palmami, trochę rozmawiały i nie zawsze były zwrócone w stronę ołtarza. W pewnym momencie ksiądz z ambony zganił rodziców za zachowanie maluchów.

– Ksiądz powiedział, że nie wychowujemy dzieci w duchu chrześcijańskim i w ogóle, że są niewychowane – skarży się Iza (nazwisko do wiad. red.), mama dwójki przedszkolaków. – One nie ustoją nieruchomo w miejscu przez pół godziny. Ksiądz chyba zapomniał, że jest to właśnie msza dla małych dzieci, tymczasem nawet nie próbuje ich zainteresować. Mówi niezrozumiałym dla nich językiem. A zakonnica zamiast wyjść z gitarą i nauczyć dzieci śpiewać, tylko wyglądała z zachrystii i strofowała.

Proboszcz parafii wyjaśnia, że owszem, jest to msza dla rodziców z małymi dziećmi, ale powinny one raczej stać przy rodzicu. – Kościół to nie boisko. Z relacji księdza, który odprawiał mszę wiem, że było strasznie głośno. Dzieci zapomniały, gdzie są. Skarżą się nie tylko księża, którzy nie mogą się skupić, ale też parafianie, którym hałas przeszkadza – tłumaczy Paweł Jochaniak, proboszcz parafii.

Przyznaje jednak, że są to właśnie specjalne msze dla małych dzieci. Na koniec każde dziecko jest błogosławione i dostaje obrazek z wizerunkiem świętego. Brawa należą się księżom, którzy wiedzą, jak maluchy zainteresować.

Strzałem w dziesiątkę są msze w kościele p.w. św. Faustyny. – Dzieci już przy wejściu mogą wziąć sobie kredki i obrazek do pokolorowania tematycznie związany z treścią ewangelii – chwali Małgorzata Treder, mama dwóch dziewczynek, która przyjeżdża specjalnie na te mszę, mimo że należy do innej parafii. – Malują go podczas mszy, a na koniec pokazują księdzu i w nagrodę dostają batoniki. Oczywiście ksiądz jeszcze wyjaśnia, co jest na obrazku. Podczas mszy dzieci mogą sobie chodzić i nikt im nie zwraca uwagi.

Proboszcz św. Faustyny przyznaje, że pomysł ściągnął. – Byłem kiedyś w kościółku szwajcarskim i tam zobaczyłem, jak można dzieci zachęcić do mszy – mówi ks. Czesław Kaliszan. – Tak naprawdę to msza jest dla rodziców, którzy mogą spokojnie się modlić, a nie biegać za swoimi maluchami. Patent na zainteresowanie dzieci ma też kościół p.w. św. Rodziny. Tam maluchy dostają karteczki z treścią ewangelii, którą mogą przeczytać im rodzice w domu. Na drugie, stronie są rebusy i zagadki, które rozwiązują, a na mszy za tydzień, następuje losowanie nagród.

Z kolei w kościele św. Jana Kantego na wszystkich mszach dzieci mogą sobie swobodnie chodzić po kościele. – Niech przyjdzie, pochodzi, poogląda. Takie jest prawo wieku. Tylko tak można dziecko zachęcić do modlitwy – mówi Antoni Tofil, proboszcz parafii p.w. św. Jana Kantego w Słupsku.

[2007] GP24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: