Dziecko gorszego Boga?

Czy to moja wina, że jestem chora? Gdyby mogła mówić, być może właśnie z tym pytaniem zwróciłaby się do księdza Mieczysława 9-letnia Andżelika z Gąbina spod Ustki. Duchowny już kilkakrotnie odmówił dziecku udzielenia komunii świętej ze względu na jej ułomność. Sprawa trafiła na ekrany telewizji.

W Gąbinie i sąsiednich wioskach temat Barbary i jej chorej na zespół Downa córki nie schodzi z ust. Wszyscy oglądali w TVN program Ewy Drzyzgi „Rozmowy w toku”. Barbara swoją tragedię postanowiła pokazać całej Polsce w nadziei, że ktoś ją zrozumie, a może nawet pomoże. Powoli jednak zaczyna brakować jej sił w walce o uznanie córki za normalnego człowieka.

Najgorsze dla niej jest jednak to, że w przeciwieństwie do znajomych i sąsiadów, którzy akceptują małą Andżelikę taką jaką jest, ksiądz z pobliskiej parafii nie chce jej traktować po ludzku.

Prosiłam tylko o pomoc

Zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy po mszy postanowiła porozmawiać z proboszczem, księdzem Mieczysławem. Bardzo chciała, żeby Andżelika przystąpiła do pierwszej komunii świętej. – Ksiądz powiedział mi jednak, że Andżeliki nie przyjmie do komunii, bo jest upośledzona. Byłam zdziwiona, bo przecież chodzimy do kościoła, a córka, mimo że nie mówi, to rozumie co się dookoła niej dzieje. Wtedy ksiądz powiedział, że jak dziecko jest takie mądre, to sama mogę mu udzielić komunii – opowiada Barbara, która poczuła się bardzo urażona słowami kapłana.

O wstawiennictwo poprosiła katechetkę, która umówiła ją na spotkanie z księdzem. – Miałam przyjść po czwartkowej mszy. Przyszłam, ale ksiądz powiedział, że mnie nie przyjmie. Błagałam, żeby chociaż mnie wysłuchał. Nie chciał, staliśmy przed samym ołtarzem, a on na oczach ludzi krzyczał na mnie.

Matce Andżeliki ciężko pogodzić się z tym, że jej dziecko, choć tyle już niewinnie wycierpiało, nie znajduje współczucia i zrozumienia u osoby, od której takiego zrozumienia należy przecież szukać.

– Przecież krzywda już ją w życiu spotkała – mówi Barbara, która do tej pory nie może znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego Andżelika jest chora. – Chora, a nie upośledzona – tak o niej mówi. – Mam dwójkę zdrowych dzieci, gdy byłam w ciąży z Andżeliką nie piłam, nie paliłam… Po porodzie długo dochodziłam do siebie – zwierza się matka.

Andżelika kręci kółka

Nie obwinia nikogo za ułomność córki, nie buntuje się przeciw całemu światu. Stara się być pokorna. Walczy tylko o szacunek dla dziecka. Dzień po dniu. Nie ukrywa, że jest jej trudno. Wiele razy zmagała się z wątpliwościami, czy ta walka ma sens. Od lat marzy o tym, aby mieć choć jeden dzień tylko dla siebie, bo opieka nad córką absorbuje jej każdą chwilę.

Mąż odszedł od Barbary parę lat temu, sama radzi sobie z dwoma dorastającymi synami. Pieniędzy dostaje niewiele. Nie pracuje, bo nie może, przecież cały swój wolny czas poświęca Andżelice. – To nieprawda, że ona nic nie rozumie, proszę tylko spojrzeć – mówi pokazując na bawiącą się obok córkę.

Dziecko, mimo autyzmu i zespołu Downa żywo reaguje na otoczenie. Przytula się do fotoreportera. Patrząc na gości śmiesznie przekręca główkę i uśmiecha się. Swoje emocje wyraża gestykulując i mrucząc. A jeszcze kilka lat temu kontakt z Andżeliką praktycznie nie istniał, dziecko nie potrafiło nawet utrzymać się na własnych nogach. Tylko upór matki sprawił, że dziś dziecko biega, bawi się, maluje.

Dzień po dniu przez kilka godzin dziennie Barbara ćwiczy z córką, często w towarzystwie rehabilitantki. Gdy matka zza wersalki wyjmuje materac, dziecko już wie, że będą ćwiczenia. Grzecznie kładzie się na plecach. Najpierw posłusznie porusza nóżkami i rękoma, potem mama pokazuje jej zabawki. Ulubionym zajęciem Andżeliki jest kręcenie kółek na rękach. Z ciekawością wpatruje się w swoje rączki, na których wirują różnokolorowe okręgi. Barbara cały czas żywi nadzieję, że nadejdzie dzień, w którym córka do niej przemówi.

Wie, że szanse są nikłe, ale… – Słyszałam, że podobno był przypadek chłopca, który cierpiał na takie choroby jak Andżelika i zaczął mówić w 12 roku życia – opowiada z nadzieją. – Ona przecież już krzyczy, denerwuje się, może kiedyś zacznie mówić.

– Ona jest jak zwierzę

– tak według Barbary o Andżelice wyraził się proboszcz, który niedawno odwiedził ją po kolędzie.

– Jak on mógł tak powiedzieć? – zastanawia się matka i wspomina, że po zaraz po tym musiała zażyć środki uspokajające żeby się otrząsnąć. Znów płakała. – Przecież Andżelika była chrzczona i choroba w tym nie przeszkadzała, dlaczego teraz nie może przystąpić do komunii? – pyta. Dobrze wie, że dzieci z zespołem Downa i autyzmem nie żyją długo, dwadzieścia, trzydzieści lat, może krócej. – A co wtedy, jak nie zdąży przyjąć komunii? – pyta matka.

Dlaczego ksiądz proboszcz nie chce spełnić prośby Barbary? Ksiądz Mieczysław udziela tylko zdawkowych wypowiedzi. – Chce pan o tym napisać? Dobrze, niech pan pisze! – krzyczy do słuchawki i odkłada telefon.

Druga próba: – Proszę pana, ja postępuję tylko według prawa kanonicznego i dlatego nie udzielę temu dziecku komunii. Czy pan w ogóle widział to dziecko? – mówi ksiądz.

Mieszkańcy Gąbina i Gardny Wielkiej, gdzie znajduje się parafia, różnie mówią o sprawie Andżeliki, nawet chętnie, ale nie chcą, żeby ich przedstawiać z nazwiska.

– To taki dobry ksiądz, dużo pracuje z młodzieżą, czego ona jeszcze od niego chce? – zastanawia się tęga starsza kobieta, którą spotykamy obok kościoła.

– Jezus przede wszystkim przyjmował chorych i upośledzonych, a ksiądz to podobno jego zastępca na ziemi, nie? To znaczy, że powinien jak Jezus zajmować się ludźmi – twierdzi młoda kobieta z wózkiem, którą spotykamy pod sklepem.

Jeden tak, drugi nie

– Gdyby ksiądz chociaż powiedział abym poczekała rok, dwa lub więcej, to przecież bym poczekała, ale on wręcz krzyczał, że temu dziecku nigdy komunii nie udzieli – twierdzi Barbara.

– Według prawa kanonicznego do komunii świętej przystąpić może człowiek, który jest w stanie rozróżnić chleb zwykły od eucharystycznego – mówi ks. Ireneusz Smagliński, rzecznik pelplińskiej kurii, do której należy parafia Barbary. – Jednak trzeba wysłuchać argumentów obu stron, bo prawda zazwyczaj leży po środku. Radziłbym tej kobiecie zwrócić się o pomoc raczej do kurii niż do mediów.

Maria Wejwer, dyrektorka miejscowej szkoły uważa, że Andżelika raczej nie będzie już osiągała postępów w rozwoju psychicznym. – Dlatego myślę, że ksiądz powinien udzielić komunii dla świętego spokoju – uważa. – Rozmawialiśmy z księdzem Mieczysławem na ten temat i mówił, że gdyby dziecko było bardziej kontaktowe, to czemu nie.

Ksiądz z sąsiedniej parafii (woli pozostać anonimowy) jest znany w okolicy z tego, że udziela komunii umysłowo chorym dzieciom w Machowinku. Służy im już od pięciu lat. – Moim zdaniem nie ma nic złego w tym, żeby upośledzonym udzielać komunii. Absolutnie nie można ich traktować jako obywateli drugiej kategorii, ich upośledzenie nie jest przecież ich winą – tłumaczy. – Nie można od nich oczekiwać zrozumienia pewnych rzeczy. Zdaję sobie sprawę, że wiele o Bogu ich nie nauczę, jednak na naszych spotkaniach potrafią się modlić. Przecież kościół od dawna postuluje, aby obowiązkiem komunii objąć już 4-5 letnie dzieci, a czy one lepiej to zrozumieją od upośledzonych? – pyta kapłan.

Ksiądz Mieczysław, po kilku dniach i najwyraźniej po dłuższym namyśle, wypowiedział się jeszcze raz: – Bez przesady, nigdy nie nazwałem tego dziecka zwierzęciem, przecież też to by była obraza człowieka. Być może udzielę dziewczynce komunii świętej, jednak musi być ona najpierw odpowiednio przygotowana. Matka wciąż upiera się przy swoim, a prawo kanoniczne jest pod tym względem jednoznaczne.

[2003] GP24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: