Jak biskup nie pomoże to wezmą taczkę

Mieszkańcy Biesowic, koło Słupska, mają dość swojego proboszcza. Twierdzą, że duchowny terroryzuje wieś i wyłudza od nich pieniądze. Napisali kilka skarg do kurii biskupiej z żądaniem usunięcia księdza ze wsi.

– Jeśli biskup nas nie posłucha, wywieziemy proboszcza na taczce – zapowiadają parafianie. Biesowice. Mała wieś na skraju powiatu słupskiego. Obok zabytkowego kościółka mieści się plebania zamieszkiwana przez ks. Anatola Wołoszyna. Ksiądz jest proboszczem parafii Biesowice od 1997 roku.

– Przybył do nas bez grosza w kieszeni – wspomina swoje pierwsze spotkanie z księdzem Franciszka Romanko, mieszkanka Biesowic. – Szybko skrzyknęliśmy się i zrzuciliśmy, aby pomóc nowemu księdzu. Każdy dał ile mógł, aby ksiądz mógł się urządzić na parafii. Pomogliśmy, bo czemu nie mielibyśmy mu pomóc?

Przez pierwszych kilka lat współpraca księdza z parafianami układała się dobrze. Od kilku lat stosunki zaczęły się psuć.

Dobry komuch to martwy komuch

Wtedy to proboszcz miał zacząć mieszać się w politykę. Podczas kazań można było usłyszeć, że komuniści są dobrzy pod warunkiem, że są martwi i leżą głęboko pod ziemią. Dostało się także Krystynie Pamule, wiceburmistrzowi Kępic, a prywatnie mieszkance Biesowic.

– Ksiądz oskarża mnie o kradzież ciepła, czy nienawiść do siebie – denerwuje się Krystyna Pamuła. – Nigdy księdzu w niczym nie zawiniłam i uważam, że jego oskarżenia są bezpodstawne. Ksiądz Wołoszyn robił też zamieszanie na sesjach Rady Miejskiej w Kępicach.

– Przyszedł raz na sesję z pretensjami, że burmistrz Piotr Mazur nie przyszedł na zakończenie roku w gimnazjum w Kępicach – mówi Krystyna Pamuła. – Wykrzyczał swoje racje, nie poczekał na odpowiedź i wybiegł z sali obrad. To bardzo nieeleganckie zachowanie, zwłaszcza jak na osobę duchowną.

Pełna taca ponad wszystko

– Ksiądz lubi pieniądze, smak pełnej tacy polubił ponad wszystko. Już na początku naszej współpracy założył specjalny zeszyt – opowiada Franciszka Romanko. – Zapisywał w nim kto i jakie datki złożył. Jeśli jakiś parafianin zalegał z opłatami na rzecz kościoła, ksiądz wyczytywał go z ambony i odmawiał udzielenia sakramentów.

W skardze do biskupa mieszkańcy napisali, że w Biesowicach powstał nieoficjalny cennik usług parafialnych. Pogrzeb miał kosztować 1200 złotych, chrzest 400 złotych, komunia święta 750 złotych, ślub 1000 złotych, itd. Cennik miał obowiązywać tylko średnio zamożnych, jak na tamtejsze warunki ludzi. Jak mówią mieszkańcy – jeśli ktoś przyjechał na plebanię lepszym samochodem, płacił więcej. Nawet podwójnie.

– Rok temu zmarł mi mąż – mówi parafianka z Biesowic, pragnąca zachować anonimowość. – Ksiądz kazał mi zamówić pogrzeb w jednym z miejscowych zakładów pogrzebowych. Konkretnie ustalił w jakim i zapowiedział, że jeśli wybiorę inny, będę mu musiała dopłacić. Zakład pogrzebowy wziął 2,5 tysiąca złotych, resztę (drugie 2,5 tysiąca złotych z zasiłku pogrzebowego ZUS – przyp. red.) zabrał ksiądz Wołoszyn.

Dobry katolik za 1000 zł

Mieszkańcy żalą się też na problemy z pochówkiem osób, które za życia nie chodziły do kościoła. W Biesowicach jest jeden cmentarz – parafialny.

– Za 600 złotych mogę pochować na cmentarzu, ale do kościoła nie wpuszczę – usłyszała Dominika Jastrzębska z Biesowic, która pochowała niedawno ojca. – Do kościoła nie chodził, na tacę nie dawał, na kolędzie tylko jakieś drobne, to niech mi się tu teraz nie pokazuje. Według kobiety – ksiądz zmienił zdanie, kiedy na stole pojawił się kolejny plik banknotów. – Ojciec nagle zmienił się w dobrego katolika, któremu należy się pogrzeb w kościele, odprawienie mszy i różańca. A to wszystko jedynie za dodatkowy tysiąc złotych – żali się parafianka. Według mieszkańców Biesowic, ksiądz wykorzystuje najtrudniejsze momenty w życiu ludzi, jakimi są pogrzeby bliskich, aby wyciągnąć od ludzi pieniądze.

– Zmarła nasza matka – mówi zgodnie rodzeństwo z pobliskiej wioski. – Poszliśmy do księdza zamówić pogrzeb. Ten wyjął swoje zapiski i zaczął wyliczać: za kościół niepłacone, w niedzielę na tace nie dajecie, po kolędzie tylko 50 złotych. Cena za pogrzeb: 1200 złotych. Jak nie pasuje, to możecie zmarłą skremować. Będzie taniej.

Dalej wyliczają, że proboszcz wprowadził obowiązkowe opłaty na kościół. Płacić je musiała każda rodzina w parafii. 250 złotych rocznie. Większość płaci i płacze, bo Biesowice to biedna, popegeerowska wieś. Bezrobocie przekracza 20 procent i wielu rodzin na takie wydatki po prostu nie stać.

Niewybredne komentarze

Pegeerowcy, wieśniaki ze słomą w butach, bydło i debile – to tylko niektóre epitety, jakimi swoich parafian miał obrzucać proboszcz z Biesowic.

– Raz wszedł do sklepu i powiedział: jedna już „wyciągnęła kopyta”, a na resztę niedługo przyjdzie pora – mówi Antoni Duda z pobliskiego Przytocka. – W ten sposób proboszcz wyrażał się o swoich przeciwnikach. Wszyscy czujemy się bardzo urażeni słowami duchownego. Kilka lat temu mieszkańcy Biesowic napisali pierwszą skargę na księdza Wołoszyna. Wysłali ją do biskupa koszalińsko-kołobrzeskiego Kazimierza Nycza.

– Nawet nie raczył odpowiedzieć – mówią zdesperowani parafianie. – Jeśli Kościół i kuria nadal będą nas tak traktować, przestaniemy chodzić na msze. Przecież to Kościół jest dla nas a nie my dla Kościoła. W ramach protestu duża część mieszkańców przestała dawać na tacę. Skargę na proboszcza składał także kępicki samorząd. Ksiądz wielokrotnie miał krytykować wiceburmistrz Pamułę na kazaniach, w czasie mszy.

– Cztery lata temu napisałam pierwszą skargę do biskupa – mówi Krystyna Pamuła. – Początkowo poskutkowała. Ksiądz wstrzymał się z krytyką pod moim adresem. Teraz piszę kolejny list, bo ksiądz zaczął przesadzać z oskarżeniami.

– Jak pismo do nas wpłynie, wówczas biskup zajmie się sprawą – mówi ks. Krzysztof Zadarko, rzecznik kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. – Kilka osób odgrzewa stare sprawy, które już dawno wyjaśniliśmy. Kilka osób nie lubi księdza i szczuje na niego dziennikarzy, reszta parafian ma zupełnie inne zdanie o proboszczu.

Milczenie owieczek

Zdania kurii zdają się nie podzielać mieszkańcy Biesowic. Kiedy w sklepie zapytaliśmy o księdza, od razu posypały się niewybredne epitety. Kiedy poprosiliśmy o oficjalną wypowiedź, wszyscy zamilkli.

– Panie, po co nam to? – słyszymy we wsi. – Mamy dzieci w wieku komunijnym, albo idące do bierzmowania. Jak zaczniemy z nim walczyć, będzie z nas zdzierał skórę przy pogrzebach i innych sakramentach. A na to nas nie stać. Jeśli biskup nie zrobi w parafii porządku, sami go zaprowadzimy. Taczkę już mamy.

Z proboszczem Anatolem Wołoszynem nie udało nam się porozmawiać. Mimo że długo pukaliśmy do drzwi plebanii – nikt nie chciał nam otworzyć.

Na prośbę mieszkańców Biesowic, część imion i nazwisk bohaterów została zmieniona.

[2006.10.14] Wiadomosci24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: