BARCIN – Dłużnik prosi o numer konta

Sąd zwrócił się do Poczty Polskiej o stwierdzenie, kiedy ksiądz Grzegorz G. odebrał doręczony mu wyrok nakazujący spłatę długu. Od stwierdzenia tej daty zależy, czy apelacja księdza w ogóle była złożona w terminie. Jeśli nie, to wyrok już jest prawomocny.

Maria Janina Pankowska-Chirek, 90-letnia mieszkanka Barcina, ze swojego domu wychodzi sama dosyć rzadko. Wyłącznie do kościoła na mszę świętą, a rzadziej do sklepu, bo większość zakupów robią za nią bliscy: syn czy wnuk, którzy odwiedzają ją regularnie. Przypomnijmy, że w ub.r. Maria Janina Pankowska-Chirek pożyczyła księdzu wikariuszowi ze swojej parafii, Grzegorzowi G., kwotę 30.000 zł. Do dzisiaj nie doczekała się zwrotu tych pieniędzy. W ubiegłym tygodniu, gdy starsza wiekiem mieszkanka Barcina wyszła akurat z domu, spotkała w mieście księdza Grzegorza G. Ten zagaił z nią rozmowę.

Ksiądz pyta o numer konta

– Ja wtedy nie byłem u mamy. Powiedziała mi o tym już po fakcie. Inaczej bym próbował wpłynąć na nią, by tego nie robiła. Otóż ksiądz Grzegorz G. powiedział mamie, żeby dała mu numer swojego konta bankowego, bo zamierza zacząć spłacać jej swój dług. Mama numeru konta nie miała przy sobie. Na szczęście nie zaprosiła też już księdza do siebie. Wolę, żeby do niej nie chodził. Niestety, mama w domu odszukała numer swego konta i zaniosła go księdzu. To znaczy wrzuciła go, jak mi powiedziała, do skrzynki na listy. Kiedy to usłyszałem, znów zacząłem drżeć o to, czy nie stanowi to jakiegoś zagrożenia. A tymczasem mama zaczęła się cieszyć. Była zadowolona, bo pomyślała, że teraz ksiądz zacznie jej spłacać dług i problem będzie z głowy. Rzecz jasna, nie wpłynęły na to konto jeszcze żadne pieniądze na poczet spłaty długu – opowiedział nam Andrzej Chirek, syn poszkodowanej.

Jego zdaniem w tej chwili nawet nie wiadomo, ile ksiądz powinien swojej wierzycielce pieniędzy oddać. Podkreśla, że należy pamiętać o odsetkach, których płacenia ksiądz może chciałby uniknąć, decydując się na przelewanie transzy na poczet długu na podane konto. – Zresztą o czym my tu mówimy? Nie było nawet żadnej umowy, która sankcjonowałaby taki układ, że jakieś konkretne raty będzie wpłacał – mówi Andrzej Chirek.

Poczta bez potwierdzenia odbioru

Przypomnijmy, że dalsze prowadzenie sprawy Maria Janina Pankowska-Chirek powierzyła radcy prawnemu Arturowi Leśnemu. Złożony został pozew cywilny przeciwko księdzu. Sąd cywilny we Włocławku nakazał pozwanemu Grzegorzowi G., aby w ciągu 2 tygodni od dnia doręczenia mu nakazu zapłacił powódce 30.000 zł wraz z ustawowymi odsetkami liczonymi od 1 września 2010 r. oraz kwotę 2.792 zł tytułem kosztów procesu. Oczywiście na tym etapie w ciągu 2 tygodni wikariusz parafii św. Jakuba w Barcinie mógł się odwołać od wyroku. Apelacja rzeczywiście wpłynęła, ale – jak się okazało – nie wiadomo, czy stało się to w wymaganym terminie. Otóż dla sądu jest istotne potwierdzenie odbioru nakazu przez adresata. Taki odbiór z datą jest bowiem podstawą do rozpoczęcia liczenia 14 dni, które ma obciążony nakazem na ewentualne odwołanie. Okazało się jednak, że takie potwierdzenie odbioru nakazu przez księdza z Barcina do sądu we Włocławku nie wpłynęło. Nie wiadomo, w którym miejscu potwierdzenie zaginęło. Czy w ogóle listonosz je odebrał od księdza, czy też zginęło podczas wysyłki do Włocławka. To musi być wyjaśnione, gdyż nie wiadomo, w związku z brakiem potwierdzenia odbioru nakazu, czy złożone przez księdza odwołanie od wyroku wpłynęło przed upływem terminu, czy nie. Jeśli wpłynęło po terminie, to automatycznie wyrok nakazowy już się uprawomocnił i jeśli ksiądz nie będzie spłacał długu, to Artur Leśny będzie mógł złożyć wniosek o egzekucję komorniczą. W związku z tym sąd wezwał teraz Pocztę Polską do złożenia wyjaśnień, kiedy i czy w ogóle odebrany został od adresata nakaz wysłany przez sąd i co się z tym nakazem stało. Dopiero po tych wyjaśnieniach sąd podejmie decyzję, czy uwzględnić odwołanie od wyroku nakazowego, jakie przysłał ksiądz. Jeśli zostanie ono uwzględnione, to sprawa zostanie przeprowadzona ponownie. Odbędzie się ona już przy udziale stron lub ich pełnomocników.

Andrzej Chirek jest pewien, że bez względu na to, czy odwołanie księdza zostanie uwzględnione, czy też nie, to i tak wyrok będzie korzystny dla jego mamy. Przypomnijmy bowiem, że wcześniej Andrzej Chirek zdołał uzyskać od księdza Grzegorza G. oświadczenie z własnoręcznym podpisem kapłana, w którym przyznał się on do zaciągnięcia pożyczki w kwocie 30.000 zł od Marii Janiny Pankowskiej-Chirek i zobowiązał się do jej spłaty w terminie do końca sierpnia 2010 r. Syn poszkodowanej bardziej niż o treść wyroku obawia się cały czas o skuteczność egzekucji komorniczej. Dowiedział się bowiem wcześniej, że obecnie na dochodach księdza wikariusza Grzegorza G. już ciąży egzekucja komornicza wynikająca z jakichś nakazów zapłaty. Ksiądz Grzegorz G., jak się dowiedzieliśmy w Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie, nie miał orzeczonych nakazów zapłaty za długi zrobione podczas posługi w archidiecezji gnieźnieńskiej, ale ponieważ jest jej kapłanem dopiero od 2004 r., niewykluczone, że są jakieś, które zaciągnął przedtem.

Obecne dochody księdza Grzegorza G. wynikają z subwencji oświatowej, którą otrzymuje za nauczanie religii w Szkole Podstawowej nr 1 im. dra Stanisława Krzysia w Barcinie.

Kuria nie weźmie odpowiedzialności

– Boję się o możliwość tej egzekucji, zwłaszcza że prawdopodobnie mama nie jest jedyną wierzycielką księdza w Barcinie – mówi Andrzej Chirek. Zdołaliśmy ustalić, że jeszcze jednej osobie ksiądz jest winien pieniądze (nie życzy ona sobie, by ujawniać szczegóły i kwotę). – Liczę na to, że to Kuria Metropolitalna, której kapłanem jest Grzegorz G., spłaci jego zobowiązania. Zwłaszcza że ksiądz Grzegorz G. szkodzi imieniu Kościoła i księdza biskupa także słownie, podkopując zaufanie do tych instytucji w rozmowach ze swoimi parafianami. Jeśli w niektórych przypadkach Kuria Metropolitalna płaci za swoich księży zasądzone od nich alimenty, to ja liczę, że spłacą zrobione przez niego długi – uważa Andrzej Chirek.

Zapytaliśmy o możliwość spłaty długu księdza Grzegorza G. przez Kurię Metropolitalną w Gnieźnie rzecznika prasowego tejże, księdza Zbigniewa Przybylskiego. Ksiądz rzecznik wykluczył taką możliwość. – Przede wszystkim chcę powiedzieć, że z tym płaceniem przez Kurię Metropolitalną alimentów zasądzonych od jej kapłanów, to jest społeczny mit. Wiele razy już mnie o to pytano przy różnych okazjach. Odpowiedź jest taka: alimenty są zasądzone od prywatnych osób, a nie od kurii, i to te osoby są zobowiązane je płacić. Podobnie jest w przypadku księdza Grzegorza G. i jego długu. Jest to zobowiązanie prywatne i Kuria Metropolitalna nie może i nie bierze za nie odpowiedzialności finansowej – powiedział ksiądz rzecznik.

Przypomnijmy w tym miejscu, że reakcją biskupa pomocniczego archidiecezji gnieźnieńskiej Bogdana Wojtusia było upomnienie kanoniczne. Rozważana była też wobec księdza Grzegorza G. inna kara kanoniczna, mianowicie suspensa, ale do tego ostatecznie nie doszło (nie jest to jednak wykluczone). Kara suspensy odbiera kapłanowi możliwość udzielania sakramentów i pełnienia posługi. Tak ukarany ksiądz traci też możliwość dochodu z tytułu pełnienia tych czynności.

Do Andrzeja Chirka po artykule, który opublikowaliśmy w naszej gazecie, zwróciła się telewizja Polsat z propozycją wyemitowania w sprawie księdza, który wyłudził pieniądze, reportażu. Jednak ostatecznie Maria Janina Pankowska-Chirek poprosiła syna, aby odmówił reporterom telewizyjnym, gdyż ona nie jest w stanie wystąpić przed kamerami. Byłby to dla niej zbyt wielki stres. Zwłaszcza że fakt, iż wystąpiła z pozwem cywilnym wobec kapłana jest dla niej nadal dużym ciężarem na duszy. Jest ona osobą głęboko religijną, a z drugiej strony sakramenty często musi przyjmować właśnie z rąk księdza Grzegorza G., gdyż jest ona parafianką kościoła św. Jakuba w Barcinie.

Z tych samych powodów Andrzej Chirek nadal nie zlecił Arturowi Leśnemu zgłoszenia w prokuraturze podejrzenia popełnienia przez księdza Grzegorza G. przestępstwa oszustwa (wyłudzenia), za co z artykułu 286 kodeksu karnego kapłanowi groziłaby w przypadku postawienia zarzutów kara do 8 lat pozbawienia wolności.

[2011] GazetyLokalne.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: