W Skołyszynie ksiądz „dla przykładu” nie przyjął do kościoła ciała zmarłego

Dzisiaj w Skołyszynie odbywa się pogrzeb Józefa Piwowara, który w bólach i po ciężkiej chorobie zmarł w szpitalu koło Lublina. W ostatnim okresie czasu mężczyzna był nieprzytomy, poparzony i utrzymywany w śpiącze farmakologicznej. Odcięto mu jedną nogę i był dializowany, bo nie udało się lekarzom wyeliminować czadu z organizmu zmarłego.

Rodzina zmarłego poprosiła miejscowego proboszcza o przeprowadzenie pogrzebu katollickiego, z wprowadzeniem zwłok do kościoła i odprawieniem Mszy Świętej. Ku ogromnemu ich zaskoczeniu, miejscowy proboszcz odmówił przyjęcia trumny z ciałem do kościoła oraz odprawienia Mszy Świętej.

Ksiądz nie pojawi się w domu zmarłego, lecz tylko przyjdzie na miejscowy cmentarz. Dlaczego zmarły nie może być w kościele – ksiądz tłumaczył, że nie chodził do kościoła i nie pracował przy kościele.

Przecież niektórzy nie chodzą do kościoła i piją alkohol, a ksiądz ich przyjął – mówiły córki zmarłego. To jest dla przykładu – takie było stwierdzenie księdza – stwierdziły zapłakane córki zmarłego.

Mieszkańcy wsi mówią nam, że zmarły pracował przy budowie kościoła, a rodzina wskazuje na pień drzewa wyciętego przed domem zmarłego, które było wykorzystane do budowy kościoła. Mieszkańcy Skołyszyna są oburzeni postępowaniem księdza i nie kryją swoich krytycznych opinii na ten temat.

– Mój brat zmarł wczoraj po ciężkiej chorobie, po ciężkim oparzeniu. Ksiądz nie chce go przyjąć do kościoła. Brat był ochrzczony, był u pierwszej komunii, był bierzmowany, brał ślub kościelny i wychowywał dzieci po katolicku. Dlaczego ksiądz nie chce go przyjąć, to nie mam pojęcia- mówi nam Antonina Pięta.

– Ksiądz powiedział, że w ostatnim czasie nie był u spowiedzi świętej i nie przyjął komuni. Brat cały czas był nieprzytomny bo był intubowany i utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Był bardzo poparzony. Miał przez to odciętą jedną nogę i był dializowany, bo lekarze nie mogli z organizmu wyeliminować czadu – wyjaśnia dalej.

– W 2001 roku, kiedy mój siostrzeniec się powiesił i ksiądz też nie chciał przyjąć ciała w ogóle. Nie przyszedł do domu wyprowadzić ciała z domu tak jak robi to w innych przypadkach. Odprawił mszę, bo go rodzina i znajomi uprosili, ale bez kazania i dzwonów. Tłumaczył to tym, że nie będzie dawał zezwolenia na taką śmierć.

– Słyszałam, że nie ochrzcił dziecka, bo rodzice nie byli po ślubie, a dziecko to się zaczadziło i zmarło – zakończyła Antonina Pieta

– Kościół jak się okazuje nie jest dla wszystkich. Mam przykład i to nie jeden. Kiedy syn szwagierki się powiesił, to ksiądz nie przyszedł do domu . Teraz kiedy mój szwagier zmarł, to też nie przyjmie go do kościoła. Nie przyjmie dlatego, że do kościoła nie chodził , a największe zło, to że przy budowie kościoła łopatą nie ruszył – mówi Mieczysław Pięta.

Co mówią córki zmarłego Marzena Lechowicz i Agnieszka Witkoś

– Byłyśmy wczoraj u księdza. Chciałyśmy zamówić mszę pogrzebową. Pierwsze co ksiądz zrobił, to zapytał o to, czy był sakrament pokuty. My mówimy, że on nawet nie miał szansy, bo on był cały czas w śpiączce. Ojciec był w bardzo ciężkim stanie. Był w śpiączce od 24 grudnia aż do śmierci, tj. do 25 stycznia. Ojciec był namaszczony. Ksiądz tłumaczył, że nie chodził ojciec do kościoła, że nie pracował przy kościele. Ojciec mógł chodzić do innego kościoła. Przecież chrzest przyjął, na naszych ślubach był, do komunii chodził i nie rozumiemy tego. My mówimy, że przecież niektórzy nie chodzą do kościoła i piją alkohol i ksiądz ich przyjął. Ksiądz powiedział, że to jest dla przykładu.

– Powiedział, że zrobi to dla przykładu dla innych, że na cmentarz od razu i że ojciec nie pracował przy budowie kościoła.

– Tu było drzewo. Przyjechał ksiądz Wawryszko i sam to drzewo ściął i zabrał na budowę kościoła. Chyba też się liczy to jako pomoc przy budowie kościoła – mówi rozgoryczona córka zmarłego .

Co miał do powiedzenia w tej sprawie ksiądz proboszcz

Wczoraj w godzinach popołudniowych udaliśmy się do księdza proboszcza Tadeusza Wawryszko, który nie chciał rozmawiać z mediami. Stwierdził tylko – To nie jest wasza sprawa i zamknął drzwi, po czym zapadła „grobowa cisza”.

Co o zmarłym mówi jego kolega

– Józek powinien być pochowany godnie. Zmarły Józef Piwowar był moim kolegą i razem z nim pracowałem przy kościele. Kto takie głupoty opowiada, że nie pomagał. To był taki katolik jak większość tu w Skołyszynie. Ja też piję, tak jak inni. Inni też piją. A księża to nie piją? – powiedział nam mieszkaniec Skołyszyna przechodzący w pobliżu kościoła.

[2012] WirtualneJaslo.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: