Śmierć na plebanii. Biskup schował głowę w piasek

W sprawie księdza Mariusza G. abp Stanisław Gądecki powinien zareagować jak kard. Stanisław Dziwisz na ekscesy słynnego ks. Natanka. Ale zamiast surowo ukarać, wysłał go na wakacje na Ukrainę – komentuje dziennikarz „Gazety”

Ponad dwa lata temu ksiądz Mariusz G., ówczesny wikary z poznańskiego Junikowa, romansował z dziewczyną poznaną na rekolekcjach. Dziewczyna zaszła w ciążę. Sytuacja bardzo trudna, bo jak kapłan, który nie może być wzorem chrześcijańskiego postępowania dla kogokolwiek, ma z ambony pouczać wiernych, jakimi wartościami mają się w życiu kierować? Ale ani parafianie, ani ówczesny proboszcz z parafii św. Andrzeja Boboli nie reagowali, gdy dziewczyna pomieszkiwała na plebanii nawet z widoczną ciążą. Gdy nadszedł czas porodu, ksiądz zamiast pojechać z kobietą do szpitala, zamknął się w swoim pokoju i słuchał muzyki. W tym samym czasie dziewczyna urodziła martwe dziecko. Wielu ginekologów jest przekonanych, że gdyby poród odbył się w szpitalu, noworodek mógłby żyć.

Misja to nie kara

Prokuratura postępowanie umorzyła. Czy śledczy nie zrobili tego przedwcześnie, rozstrzygną teraz biegli z Łodzi. Ale prawo to jedno, a ocena moralna czynu przez kościelnych zwierzchników to drugie. Przełożeni ks. Mariusza na Ostrowie Tumskim od początku mają z tym poważny problem. Najpierw wysłali go do klasztoru ojców pasjonistów pod Ostrowem Wlkp., a potem na Ukrainę. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, archidiecezja poznańska księdzem Mariuszem cały czas się chwali na stronie internetowej archidiecezjalnego centrum misyjnego, gdzie kapłan wymieniony jest z imienia i nazwiska jako jeden z siedmiu duszpasterzy wysłanych na misje. Czy to nie dowód na to, że abp Stanisław Gądecki i jego kurialni urzędnicy problem niemoralnego kapłana całkowicie zlekceważyli?

Co robi kapłan za wschodnią granicą, mogliśmy się przekonać we wtorek w programie Tomasza Sekielskiego „Po prostu”. Duchowny nadal chętnie spotyka się z kobietami, nawet w zacisznym pokoju hotelowym nie okazuje żadnej skruchy. Czuje się niewinny. A gdy dziennikarka chce go dopytać o wyrzuty sumienia, ten szuka pomocy u lokalnego watażki, który grozi reporterce.

Warto zwrócić uwagę na to, że ksiądz Mariusz przed ukrytą kamerą sam podkreśla ważną okoliczność: „Biskup mnie nie ukarał”. Trudno się z nim nie zgodzić: misja to nie kara, ale atrakcyjna wycieczka.

Kardynał Dziwisz był stanowczy

Jak można postępować z kapłanami, którzy są dla wiernych zagrożeniem, pokazał półtora roku temu kardynał Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Gdy słynny ksiądz Piotr Natanek, gwiazda internetu, swą wspólnotę zaczął przekształcać w niebezpieczną sektę, ukarał go suspensą. A to oznacza, że zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego „nie może sprawować żadnych czynności kapłańskich”. Nie mam żadnych wątpliwości, że abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański, powinien postąpić tak samo, karząc Mariusza G. suspensą. Kard. Dziwisz mówił wyraźnie, że „kara suspensy ma nakłonić winnego do poprawy. Jeśli ksiądz podporządkuje się wydanym poleceniom, podejmie drogę pokuty i naprawy wyrządzonego zła, może prosić o zwolnienie z kary”.

Niestety, poznański metropolita nie zdecydował się na równie stanowczy krok. W efekcie ks. Mariusz potraktował wyjazd na misję jako wyróżnienie, w końcu ujawnił w telewizji swój plan na życie: „za dwa, trzy lata probostwo na Ukrainie, a potem dalej na Wschód”.

Dlaczego poznański metropolita schował głowę w piasek? Abp Gądecki odmówił występu przed kamerą, jego urzędnicy pół roku temu przekonywali media, że to „wewnętrzna sprawa Kościoła”. Rzecznik kurii, ks. Maciej Szczepaniak, po wtorkowym programie w TVP nie znalazł czasu na rozmowę z „Gazetą”. Nie odpowiedział nawet na pytanie, dlaczego kuria nie chce komentować tej bulwersującej sprawy. Kanclerz kurii, ks. Ireneusz Dosz, wypowiedział się jedynie dla prawicowego portalu Fronda.pl: „Staraliśmy się pomóc ks. Mariuszowi – jako księdzu i jako człowiekowi – wydobyć się z życiowego dramatu” – tłumaczył ks. Dosz. Nie mówił, co się stanie w przyszłości, poza lakonicznym przywołaniem prawa kanonicznego. Teraz można się zatem spodziewać suspensy, ale nastąpi to co najmniej o półtora roku za późno.

Ma rację Terlikowski

Nigdy nie spodziewałem się, że kiedyś przyznam rację radykalnemu publicyście Tomaszowi Terlikowskiemu, który w ostatnim czasie zasłynął m.in. krytyką Jerzego Owsiaka. Ale gdy był gościem programu Sekielskiego, słuchałem go z wielkim podziwem. Jego zdaniem ksiądz Mariusz G. nigdy nie powinien zostać księdzem, a manipulatorskie postępowanie zasługiwało na szybką reakcję, jak np. skierowanie sprawy do Watykanu, który w takich sytuacjach przenosi kapłanów do stanu świeckiego.

Pewnie po tym programie władze archidiecezji poznańskiej na taki krok się zdecydują. Szkoda, że kilka miesięcy temu nie posłuchały np. ks. Wojciecha Lemańskiego, byłego misjonarza, a dziś proboszcza w małej parafii w Jasienicy. On od razu domagał się natychmiastowej reakcji Kościoła, której zabrakło. Teraz podsumowuje tę bulwersującą sprawę smutnym wnioskiem: „Trochę się obawiam, że po tym, co zrobił Mariusz G. i czego nie zrobił w tej sprawie Kościół, chętnych do odejścia z Kościoła może być więcej”. I trudno się z nim nie zgodzić.

[2013] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: