Samobójcy wśród policjantów i duchownych – fragment

Sprawa samobójstw nie dotyczy tylko policjantów w mundurach, ale też innych umundurowanych, a dokładnie duchownych w sutannach.

Przez wiele lat 42-letni franciszkanin Przemysław S. z Poznania był wzorem do naśladowania dla młodych ludzi. Któregoś listopadowego dnia 2009 roku odkrył, że życie nie ma sensu. Powiesił się w swoim pokoju w Wyższym Seminarium Duchownym Franciszkanów w Łodzi. Wcześniej w Ostródzie zajmował się niepełnosprawnymi dziećmi „Wiara i Światło”. W Koszalinie opiekował się wspólnotą młodzieżową „Ruch Światło Życie”. Jej uczestnicy na stronie internetowej tak opisywali kapłana: „Nasz ojciec potrafi tak ładnie się uśmiechać i zawsze tak fajnie się z nami modli, jak nikt inny. A kiedy zacznie opowiadać, to wszyscy siedzimy, jak zamurowani. Moglibyśmy długo wymieniać, jaki jest nasz ojciec, ale on jest po prostu pełen pokory, szczery, wyrozumiały, cichy i bardzo dobry”. Tamtego wieczoru franciszkanin nie pojawił się na kolacji. Duchowni z seminarium poszli sprawdzić, co się z nim dzieje. Odkryli jego zwłoki zawieszone na sznurze przymocowanym do żyrandola. Ojciec Przemysław zostawił list pożegnalny, w którym pisał o braku wiary w Stwórcę. O tym, że nie może już żyć. Tak desperacki krok dla praktykującego katolika, a tym bardziej dla księdza, jest czymś niewyobrażalnym. To było w listopadzie rok temu. Ale wśród duchownych, tak jak i wśród policjantów takie wypadki nie są odosobnione.

W czerwcu 2007 roku głośna była sprawa samobójstwa proboszcza drugiej, co do wielkości diecezji tarnobrzeskiej. W pewien piątek znaleziono zwłoki 48-letniego księdza z parafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu – Waldemara D. Był doktorem teologii. Tytuł jego pracy, to „Chrześcijańska postawa wobec cierpienia”. Wcześniej był duszpasterzem osób niepełnosprawnych, założycielem Katolickiego Ośrodka Studiów. Parafię św. Małgorzaty objął ją w grudniu 2000 r. Był cenionym kapłanem. I kolejne zdarzenia.

Proboszcz parafii w Świętokrzyskim również zdecydował się na desperacki krok. Ksiądz Krzysztof był proboszczem parafii pod wezwaniem świętego Władysława w Kunowie. 6 grudnia, a był to wtorek, proboszcz miał odprawić nabożeństwo żałobne za zmarłą mieszkankę Kunowa. Zaniepokojeni długim spóźnieniem, gospodyni księdza i pracownik zakładu pogrzebowego, poszli go szukać. Znaleźli kapłana w pomieszczeniu gospodarczym przy kościele. Już nie żył. Miał 53 lata. Ponoć zawsze był miły i sympatyczny, choć w ostatnim czasie unikał ludzi. Nie uczestniczył w żadnych uroczystościach gminnych, nawet rzadko odprawiał msze. Parafianie myśleli, że jest chory. Po samobójstwie mówili, że jest to niepojęte, aby kapłan odebrał sobie życie i to jeszcze na terenie kościoła. Ksiądz Krzysztof był kapłanem z powołania, o czym zapewniają wszyscy, z którymi się spotkał w czasie swojej posługi kapłańskiej. Pamiętają, że miał dłuższe, czarne włosy i bardzo ładnie śpiewał. Prowadził zajęcia z dziećmi. A ostatnio był zniechęcony i czymś załamany. Wiele razy wspominał, że chciałby przenieść się bliżej rodzinnej miejscowości, ale Kuria Diecezjalna nie wyrażała na to zgody. Coraz bardziej pogrążał się w samotności, odseparowywał od środowiska. Był zamknięty w sobie. Bliscy radzili mu, by zajął się pracą, kontaktował z ludźmi, że może to by mu pomogło. Ksiądz wybrał inną drogę.

***

Jeszcze do niedawna dobrowolne odebranie sobie życia w kościele katolickim było uznawane za najcięższy grzech, a ofiarom czynów samobójczych odmawiano pochówku na cmentarzy. Samobójstwo popełnione przez osobę duchowną tym bardziej budzi emocje i kontrowersje. Po ostatnim Soborze Watykańskim Kościół nieco zmienił postawę wobec samobójców. Kodeks Prawa Kanonicznego przeciwstawia się praktykom nie udzielania kościelnego pogrzebu osobom, które targnęły się na własne życie w wyniku choroby. Wydany dokument jest odpowiedzią na rosnącą z roku na rok liczbę samobójstw i coraz większy odsetek osób, które targnęły się na swoje życie w związku z depresją lub innymi zaburzeniami psychicznymi. Policjant, ksiądz, to wszystko ludzie mundurowi usytuowani w pewnej hierarchii służbowej. Nie zawsze sami mogą decydować o tym, czy im się coś podoba, czy nie i jaki wymiar ma ich życie zawodowe. Pewne jest jedno, że ludzie, którzy innym powinni świecić dobrym przykładem sami przeciwstawili się ogólnoludzkim normom, a ci co wierzą, to i Bogu.

KurierLokalny.pl Cytuję tylko fragment o duchowieństwie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: