FiM – Dom publiczny

Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach ma zagmatwany status organizacyjno-prawny, ale za to proste zasady funkcjonowania: za wszystko płaci państwo, placówką rządzi i konsumuje frukta kard. Stanisław Dziwisz.

Przed trzema miesiącami opisaliśmy to muzeum dziwoląg utworzone w maju 2010 r. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (sprawuje nadzór ogólny nad działalnością placówki), Województwo Małopolskie (organ rejestrowy i nadzór szczegółowy), Gminę Wadowice oraz Archidiecezję Krakowską. Zainteresowaliśmy się nim po nagłym zwolnieniu z powodu „utraty zaufania” dotychczasowego dyrektora placówki, ks. Pawła Danki, szeregowego kapłana diecezji bielsko-żywieckiej, którego przed objęciem posady w Wadowicach znano jedynie z organizacji wystaw i pielgrzymek oraz drobnych biznesów w diecezjalnej spółce Wydawnictwo i Studio Filmowe „Anima Media” w Bielsku-Białej (był jej założycielem i prezesem).

Jego miejsce zajął człowiek najwyższego zaufania – ks. prałat Dariusz Raś, były osobisty sekretarz kard. Dziwisza, od roku proboszcz Bazyliki Mariackiej w Krakowie. Prywatnie to brat posła Ireneusza Rasia, lidera PO w Małopolsce. Po zbadaniu sprawy stwierdziliśmy, że do muzeum (obecnie w trakcie radykalnej przebudowy) płynie coraz szersza rzeka pieniędzy, zaś faktyczna przyczyna roszady na stanowisku dyrektora podyktowana była chęcią „pozyskiwania funduszy”, ale w taki sposób, aby je „łowić”, nie ruszając tyłka z rezydencji kardynała (por. „Muzeum osobliwości” – „FiM” 44/2012).

Dla ilustracji: decyzją ministra kultury z 20 lipca 2010 r. placówka dostała na dobry początek okrągły milion złotych. W latach kolejnych z kasy publicznej przyznawano: 2011 r. – 6 mln zł na remont plus 1,2 mln zł na wystawę w Watykanie, 2012 r. – 14,5 mln zł! Na rok 2013 r. muzeum ma na razie zagwarantowane 607 tys. zł. Planowany łączny koszt modernizacji (jednej kamienicy!!!) to 25 mln zł.

Ksiądz Raś przejął dowodzenie niemal z marszu – już od czterech lat sprawował w muzeum funkcję pełnomocnika kard. Dziwisza i trzymał rękę na pulsie wszystkich interesów związanych z przebudową placówki, która do 2010 r. była jednym z wydziałów kurii. Sponsorom pewną trudność sprawiało rozróżnienie „starego” muzeum (nosiło wówczas nazwę Dom Rodzinny) od „nowego”, które posiada odrębną osobowość prawną. Przykładowo: mamy przed sobą umowę darowizny pomiędzy znanym koncernem budowlanym a ks. Rasiem występującym w charakterze „pełnomocnika” Domu Rodzinnego. Przedmiotem jest „określenie zasad wsparcia” przez koncern projektu produkcji i sprzedaży kalendarza-cegiełki na 2011 r. ze zdjęciami Wojtyły.

Oto charakterystyczne fragmenty dokumentu: „1. Producentem kalendarza we współpracy z Domem Rodzinnym oraz Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach jest Wydawnictwo i Studio Filmowe »Anima Media«; 2. Dochód ze sprzedaży kalendarza-cegiełki zostanie przeznaczony na cele statutowe Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach; 3. Darczyńca zobowiązuje się do przekazania na rzecz Domu Rodzinnego, który posiada kościelną osobowość prawną, darowiznę w wysokości 20 tys. zł; 4. Dom Rodzinny zapewnia, iż logo darczyńcy zostanie umieszczone na ostatniej karcie kalendarza; 5. Dom Rodzinny zapewni także możliwość zakupienia przez darczyńcę 100 szt. kalendarzy w cenie 29 zł brutto”. Innymi słowy, wpłata szła do istniejącego już tylko we wspomnieniach muzeum „kościelnego”, zaś ks. Danek miał u siebie w Bielsku-Białej kalendarz wyprodukować i część sprzedać, a to, co mu na czysto zostanie, przeznaczyć na „państwowe”. Podobnych umów z bogatymi instytucjami podpisano dziesięć, bo tyle znaków firmowych widnieje na okładce kalendarza. Łatwo policzyć, że tylko na tej jednej operacji reklamowej „kurialny” Dom Rodzinny (czyt. kuria) zarobił, nie ruszając palcem w bucie, co najmniej 490 tys. zł (200 tys. zł z „darowizn” i 290 tys. zł ze sprzedaży 1000 „cegiełek”).

Tropem publikacji „FiM” poszła „Gazeta Krakowska”, która narobiła szumu, że „kalendarzowe” pieniądze nie wpłynęły na konto muzeum, bo po odliczeniu kosztów produkcji w kasie powinno być około 20 tys. zł. Nie było ich, a to w domyśle oznaczało, że ks. Danek je zdefraudował. Rzecz tym bardziej podejrzana, że w sierpniu 2011 r. odkupił od „Animy” za ponad 19 tys. zł przeterminowaną makulaturę z obrazkami Wojtyły, aby – jak tłumaczył dziennikarzowi – rozdawać ją przy sprzedaży biletów wstępu.

Przed kilkoma dniami temat poruszył także „Newsweek” (przepisał niemal słowo w słowo obszerne fragmenty tekstu „Krakowskiej”), obwieszczając uroczyście, że wykrył aferę: „Muzeum stało się obiektem zainteresowania CBA i prokuratury”, bo „interesy księdza D. zaczęły się ze sobą niebezpiecznie zazębiać, splatać i przenikać”. Artykuł zilustrowano zdjęciem ks. Danka z charakterystyczną przepaską na oczach znamionującą podejrzanego. Prawda jest natomiast taka, że CBA w ogóle się tą historią nie interesuje, natomiast wadowicka prokuratura prowadzi rutynowe postępowanie sprawdzające – po zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa złożonym przez usuniętego z zarządu „Animy” byłego prokurenta spółki.

Do rozwikłania zagadek pochodzenia Dziwiszowych pieniędzy, w tym udzielanych przez świątobliwych mężów wielomilionowych zleceń w trybie wolnej ręki firmom z Kościołem związanym, zarówno CBA, jak i prokuratura są za krótkie…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 6(675)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: