FiM – Muzeum osobliwości

Kardynał Dziwisz bezwzględnie monopolizuje biznesy pod szyldem JPII. Wyprowadza z nich do Krakowa miliony złotych…

Zarząd Województwa Małopolskiego 16 października br. podjął uchwałę o natychmiastowym odwołaniu ks. Pawła Danka (kapłan diecezji bielsko-żywieckiej) ze stanowiska dyrektora Muzeum Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach oraz o definitywnym zwolnieniu go z pracy po upływie jednomiesięcznego okresu wypowiedzenia. Ksiądz Danek kierował placówką od początku jej istnienia (czyli od 2010 r.) i był dotychczas jednym z duchownych najbardziej hołubionych w regionie. Lakoniczne uzasadnienie uchwały nie wyjaśnia, kto wnioskował o dymisję ani dlaczego to zrobił. Równie tajemniczy (lub niewtajemniczony) jest Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego: – Powodem była utrata zaufania przez Zarząd Województwa wobec dyrektora – powiedział.

Nieczynne jeszcze muzeum (zlokalizowane w przebudowywanej kamienicy przy ul. Kościelnej 7, gdzie urodził się i spędził dzieciństwo Karol Wojtyła) jest organizacyjno-prawnym dziwolągiem utworzonym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (sprawuje nadzór ogólny nad działalnością placówki), Województwo Małopolskie (organ rejestrowy i nadzór szczegółowy), Gminę Wadowice oraz Archidiecezję Krakowską. W czterostronnej umowie z 12 kwietnia 2010 r. zapisano, że wszystkie podmioty mają równe prawa i obowiązki, ale:

# tylko minister i województwo finansują wszelkie prace budowlane, adaptacyjne oraz wyposażenie budynku „w zakresie umożliwiającym rozpoczęcie działalności wystawienniczej”;

# archidiecezja użycza budynek, zaś w przypadku ewentualnej likwidacji placówki automatycznie przejmuje nieruchomość i „nie będzie zobligowana do zwrotu jakichkolwiek nakładów poniesionych przez Strony”;

# zarząd województwa powołuje dyrektora wskazanego przez metropolitę krakowskiego, natomiast może go odwołać na wniosek któregokolwiek z sygnatariuszy (po uzgodnieniu z pozostałymi), a bezdyskusyjnie musi, jeśli zażąda tego strona kościelna.

Krótko mówiąc: płaci państwo, rządzi kard. Stanisław Dziwisz.

Wadowickie muzeum istnieje od 1984 r., ale do 2010 r. miało charakter prywatny i pozostawało na garnuszku krakowskiej kurii (ostatnim nieformalnym dyrektorem był wówczas ks. Dariusz Raś, osobisty sekretarz kard. Dziwisza). Gdy o kamienicę upomniał się spadkobierca, nieruchomość wykupił multimilioner Ryszard Krauze i po tajemniczym spotkaniu w Rzymie z kard. Dziwiszem, a następnie „cudownym” załatwieniu z wymiarem sprawiedliwości swoich problemów związanych ze słynnym przeciekiem z działań CBA w sprawie tzw. afery gruntowej, ofiarował dom archidiecezji. Z pieniędzy publicznych wpompowano dotychczas w tę placówkę ponad 20 mln zł. Całkowity koszt przebudowy i modernizacji wyniesie 25 mln 50 tys. 931,71 zł.

Nowym dyrektorem muzeum (uroczyste otwarcie zaplanowano na 13 maja 2013 r.) zostanie ks. Dariusz Raś, który będzie godził tę funkcję z posadą proboszcza Bazyliki Mariackiej i asystenta na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Gwoli ścisłości dodajmy, że prywatnie jest starszym bratem posła Ireneusza Rasia, lidera PO w Małopolsce.

Według naszych informatorów pretekstem do wyrzucenia ks. Danka były jego prywatne biznesy. – Kręcił na boku drobne lody, organizując egzotyczne pielgrzymki, ale z pewnością nie ukradł ani złotówki. W istocie chodzi o to, że przez muzeum przepływają miliony i Dziwisz musi tam mieć kogoś absolutnie zaufanego – podkreśla duchowny z Wadowic. Analizując owe przepływy, zauważyliśmy kilka ciekawostek:

# Jednym z najbardziej hojnych darczyńców okazał się postradziecki biznesmen Wiaczesław (aktualnie Sławomir) Smołokowski, który zagwarantował sobie wmurowanie „w widocznym dla zwiedzających miejscu” tablicy dziękczynnej z informacją, że „istotnie wsparł modernizację” muzeum. Smołokowski, jako współwłaściciel cypryjskiej spółki J&S, był przed kilkoma laty bohaterem tzw. afery Orlenu, związanej ze zmonopolizowaniem dostaw ropy naftowej do Polski;

# Kosztowne zamówienia finansowane z kasy publicznej zlecano w trybie wolnej ręki (np. 1,2 mln zł z Ministerstwa Kultury na organizację wystawy w Watykanie);

# Niektóre bardzo bogate firmy podpisywały umowy o sponsorowaniu „nowego” muzeum w zamian za reklamę, ale zamiast do Wadowic, gdzie wpłata powinna zostać formalnie zaksięgowana, pieniądze trafiały do Krakowa (np. umowa z 5 listopada 2010 r. między znanym koncernem budowlanym a ks. Dariuszem Rasiem występującym w charakterze „pełnomocnika”). Wiemy o przynajmniej dwóch innych przypadkach, że przedsiębiorstwa reklamowano, mimo iż „oficjalnie” nie wpłaciły ani złotówki.

– Ksiądz Paweł brał wszystko na klatę, ale aż się w nim gotowało, gdy obserwował, jaka kasa przepływa obok muzeum, choć adresowano ją do Wadowic – podkreśla były współpracownik ks. Danka. Do sprawy wrócimy.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 44(661)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: