FiM – Bosco jak diabli

W okresie od 1999 roku do 31 sierpnia 2001 roku  grupa zakonników z wrocławskiej Inspektorii Towarzystwa św. Salezego wyłudziła z oddziału Kredyt Banku w Legnicy 65 pożyczek lombardowych na łączną kwotę 418 mln zł.

Salezjanie brali kredyty, częściowo je regulowali, żeby brać kolejne, aż zabrakło im na spłaty i piramida finansowa legła w gruzach. Wszystkie pożyczki były udzielane pod fikcyjne – jak się okazało – zabezpieczenia gotówkowe (blokady i cesje praw z lokat parafii św. Jana Bosko w Lubinie i św. Jacka w Pogorzeliskach, dwóch domów zakonnych w Lubinie oraz Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Tarnowskich Górach) w innych bankach. W rzeczywistości duchowni nie mieli tam żadnych depozytów, a dokumentację (umowy, pełnomocnictwa, cesje) spreparowali, posługując się fałszywymi pieczęciami tychże banków oraz podrabiając podpisy pracowników. Zanim Kredyt Bank oprzytomniał, stracił 132 mln 643 tys. 800 zł (według stanu na 30 września 2001 r.) i nikt nie potrafi wyjaśnić, gdzie się te pieniądze zawieruszyły.

Wiadomo natomiast, że kapłani inwestowali w nieruchomości (nierzadko na swoje prywatne rachunki), część kasy przeznaczyli na budowę kościoła, ale przede wszystkim ostro grali na światowych giełdach, wywożąc pieniądze walizkami do swojej centrali, by poprzez Bank Watykański wytransferować je do Nowego Jorku, Londynu i Amsterdamu. Łupy wracały tą samą trasą.

Gdy w interesach nastąpił krach i nie było czym spłacać pożyczek koniecznych do zaciągania nowych, mnisi dopuszczali się czynów obrzydliwych, biorąc kredyty na „słupy”, ludzi starannie wyselekcjonowanych spośród najbardziej oczadziałych religijnie „owieczek” (stosowano także szantaż wobec rodziców pragnących posłać dziecko do miejscowej szkoły salezjańskiej), preparując im tzw. zdolność kredytową fałszywymi zaświadczeniami o zatrudnieniu w instytucjach przykościelnych i zarobkach. Ponad 130 osób zgłosiło się z takimi papierami po pieniądze, bank bez zmrużenia oka wypłacał, a gotówka trafiała do kieszeni towarzyszącego klientowi „duchowego opiekuna”. Zdarzały się też przypadki podstępnego pozyskiwania lub wykradania dokumentów tożsamości oraz zaciągania długów w imieniu ofiar kompletnie nieświadomych (np. klerykom wyciągano z szafek w seminarium dowody osobiste, kserowano i składano w banku wraz z wnioskami o pożyczki). Oto najważniejsi spośród konsekrowanych uczestników tego przekrętu:

# Ksiądz Ryszard M.– pomysłodawca i koordynator. W inkryminowanym okresie był prezesem Fundacji Pomocy dla Młodzieży im. św. Jana Bosko w Lubinie, obecnie jest księdzem diecezji świdnickiej. Przez dłuższy czas pracował w Dobromierzu, a od sierpnia 2011 r. jest rezydentem parafii w G. nieopodal Strzegomia. Jako jedyny przyznał się do winy, aczkolwiek nie do wszystkich zarzutów. – To dyrektor banku (sprawę dyr. Tadeusz H. wyłączono do odrębnego postępowania, bo zapadł na ciężką chorobę psychiczną – dop. red.) zaproponował mi kredyty, i to lombardowe, bo jest mało formalności oraz potrzeba tylko jednego dokumentu. Przychodzili do mnie też pracownicy banku i sami prosili, bym brał kredyty, bo muszą wyrobić normę ich udzielania – tłumaczył w sądzie.

Twierdził, że nie zamierzał ukrywać pieniędzy („pożyczki zaciągałem nie w celu przechowania na kontach domów zakonnych, ale finansowania pewnych dzieł”), a na giełdach inwestował, bo „musiał, żeby zarobić na spłatę kredytów”. Ujawnił, że nielegalnie wywoził i przywoził do Polski ogromne sumy. Nawet rzędu miliona dolarów w gotówce jednym kursem, a kooperował z „wieloma biskupami”, poznanymi podczas studiów w Rzymie. W toku procesu wyszło m.in. na jaw, że ks. Ryszard M. kooperował także z bandytą Jeremiaszem B. alias „Baranina”. Dał mu zlecenie na odnalezienie człowieka, którego obarczał winą za giełdową stratę, oraz wyegzekwowanie jej sposobem dowolnym, byle skutecznym… Zakonnik z góry zapłacił gangsterowi za tę usługę 30 tys. dol. na drobne wydatki, a odzyskaną kwotą mieli się podzielić.

W tzw. ostatnim słowie ks. Ryszard M. powiedział: – Chciałbym przeprosić wszystkie osoby duchowne i wyrazić głęboki żal, że je zawiodłem. Przepraszam również moich byłych parafian z Lubina. Zdaję sobie sprawę z krzywdy, jaką ponieśli. Prosząc o „sprawiedliwą karę” (prokuratura żądała dlań 15 lat więzienia), zapewniał, że przeprasza szczerze i już wcześniej starał się, w miarę możliwości, „zadośćuczynić osobom, które skrzywdził”. Został skazany na 8 lat bezwzględnego więzienia i 50 tys. zł grzywny. W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd zauważył, iż M. „był znany z tego, że miał dobre kontakty za granicą, że chętnie pożyczano mu znaczne kwoty pieniężne, które przywoził do kraju”. Jego „purpurowym” wspólnikom udało się zachować anonimowość…;

# Ksiądz Grzegorz S. (były dyrektor szkoły przy lubińskiej parafii św. Jana Bosko, obecnie socjusz, czyli członek ścisłej kadry kierowniczej w nowicjacie salezjanów, a także wykładowca języka włoskiego) i ks. Marek F. (w Lubinie wikariusz, aktualnie rekolekcjonista ze stałą siedzibą we wrocławskim domu zakonnym Towarzystwa) dostali po 4 lata i 30 tys. zł grzywny. „M. uzyskiwał pieniądze we Włoszech, sam je stamtąd przywoziłem. Od biskupów Werony, Wenecji i innych miast. Pobierałem też pieniądze z konta watykańskiego. M. dwukrotnie przywoził z Włoch gotówkę. Raz wysłał ks. Edwarda B. (salezjanin stale pracujący we Włoszech – dop. red.) do biskupa w Calabrii. Przywiózł stamtąd oklejoną paczkę – byłem przeświadczony, że to pieniądze. Ja osobiście z konta watykańskiego podjąłem 60 albo 100 tys. dolarów. M. też był wtedy w Rzymie, ale nie wszedł do środka. Kazał mi udać się do określonego okienka i do wskazanego pracownika – zapamiętałem, bo był to mężczyzna z charakterystycznymi baczkami. Pamiętam też, że następnego dnia wpłacałem tę kwotę na inne konto, a nazwę beneficjenta pisałem po niemiecku” – zeznał ks. Grzegorz S.

Z jego relacji wynika, że transferowane pieniądze podejmował z subkonta, do którego upoważnienie mieli jedynie współoskarżony niegdysiejszy szef zakonu ks. inspektor Franciszek K. (pracuje teraz w Rzymie) i ks. prałat Lech Piechota (też salezjanin) – osobisty sekretarz kard. Tarcisia Bertonego, watykańskiego sekretarza stanu (odpowiednik premiera), wywodzącego się z włoskiej gałęzi Towarzystwa. Ksiądz S. zadał kłam twierdzeniom swojego byłego przełożonego, jakoby ten nie miał pojęcia o procederze. „Ks. Franciszek K. wiedział o kredytach. Sam wyraźnie mi powiedział, że jedyną osobą, która zwróciła się do niego o pozwolenie w tej sprawie, był ks. Adam W. (dawniej proboszcz w Lubinie, obecnie rezydent salezjańskiej parafii w Środzie Śląskiej – dop. red.)” – twierdził ks. Grzegorz.

Księdza Marka F. widzieliśmy niedawno (21 października), jak w parafii św. Jadwigi Śląskiej w Pszczynie nauczał przyzwoitości młodzież z miejscowego Zespołu Szkół Rolniczych. Po wybuchu afery w Lubinie ks. Marek rozesłał do kilkudziesięciu firm prośbę o datki na spłatę kredytów, żeby „ulżyć cierpieniom ludzi, którzy zawierzyli księdzu Ryszardowi”, ale… do wpłat podał numer swojego prywatnego konta. Był jednym z najaktywniejszych oszustów, a za część łupu kupił w maju 2000 r. hotel Ośrodka Sportu i Rekreacji w Lubaniu;

# Ksiądz Waldemar K. (w czasie rozkwitu afery dyrektor ośrodka w Tarnowskich Górach, obecnie kapelan szpitalny we Wrocławiu) – skazany na 1 rok i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 4 lata oraz 2 tys. zł grzywny. „Dziękuję Bogu, że nie dałam się wrobić w pożyczkę. Ksiądz K. chodził za mną i prosił, abym przyniosła dowód osobisty, bo trzeba uzupełnić moje dokumenty. Wtedy już wiedzieliśmy, że nie wolno im niczego dawać, bo podrabiają podpisy pod wnioskami o pożyczki” – ujawniła była pracownica parafii św. Jana Bosko;

# Ksiądz Jan N. (były wikariusz w Lubinie, obecnie proboszcz parafii w dekanacie Twardogóra, diec. kaliska) – 2 lata w zawieszeniu na 5 lat i 2,5 tys. zł grzywny.

Na ławie oskarżonych zasiadł też wspomniany wcześniej były inspektor salezjanów, ks. Franciszek K., oraz mnisi: Stanisław G. (były ekonom domu zakonnego w Lubinie, obecnie przełożony domu we Wrocławiu), Sylwester K. (były proboszcz parafii św. Jacka w Pogorzeliskach, od dwóch lat proboszcz w powiecie oleśnickim, diec. kaliska), Lesław K. (dawniej wikariusz w Lubinie, obecnie dyrektor Salezjańskiego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Tarnowskich Górach) i Władysław K. (podczas kryminalnego prosperity proboszcz parafii św. Jana Bosko w Lubinie i przełożony miejscowego domu zakonnego, obecnie kapelan Sióstr Nazaretanek w Ostrzeszowie i ojciec duchowny, czyli autorytet do naśladowania dekanatu ostrzeszowskiego w diec. kaliskiej). Ten ostatni przed odejściem z Lubina zdążył jeszcze kupić na siebie w Legnicy dwie działki budowlane (6 i 17 arów) warte około 700 tys. zł. Nie przeszkadzały mu w tym złożone śluby ubóstwa; formalnie nie powinien mieć żadnych własnych pieniędzy.

Panowie ci zostali uniewinnieni, bo śledczy nie zdołali przekonać sądu o ich świadomym współudziale w przestępstwie. W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, że wszyscy jak jeden mąż „dopuścili się pewnej formy zbrodni na więzi, jaka łączy kapłana z wiernymi”, którzy musieli z winy duszpasterzy tułać się po prokuraturach oraz spłacać nie swoje kredyty.

W śledztwie pewnych zdarzeń jednak nie badano…

# Nie wiadomo na przykład, co działo się 17 czerwca 2007 r. podczas dwugodzinnej wizyty w Dobromierzu kard. Bertonego z ks. Piechotą u boku, gdy przebywał tam akurat ks. Ryszard M. (por. „Czwarta tajemnica” – „FiM” 32/2007);

# Zagadkowa pozostaje śmierć zaufanego kuriera salezjanów, Bogdana R. z Lubina, który 4 czerwca 2001 r. poszedł wykąpać się w Morzu Tyrreńskim i podobno nieszczęśliwie utonął, choć włoski lekarz dokonujący wstępnych oględzin stwierdził rozbitą głowę i połamane kręgi szyjne. Dzięki usilnym staraniom zakonników zwłoki zostały ekspresowo sprowadzone do Polski i pochowane bez przeprowadzenia sekcji, zanim jeszcze skompletowano wymagane dokumenty (por. „Kamień w wodę” – „FiM” 30/2007).

Ze względów proceduralnych wątki te, jako nieobjęte aktem oskarżenia, nie mogły być przedmiotem procesu. Mamy podstawy do przypuszczeń, że gdyby sprawdzono je gruntownie, kwestia milionów stałaby się drugoplanowa..

[2012] FaktyiMity.pl Nr 49(666)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: