Dobry ksiądz

Proboszcz z Kowali Pańskich olał polecenie biskupa i nie chciał się wynieść z parafii. Bunt proboszcza wsparły owieczki.

Uznały, że kuria wyrzuca kapłana, bo nie chciał kasować za usługi duszpasterskie według narzuconych odgórnie stawek, tylko brał co łaska. Psuł rynek.

– Kazali mu wybudować nową plebanię. To dobry człowiek. Wiedział, że u nas bida. Nie chciał z nas zdzierać. Za to Zygę wyrzucili – relacjonuje parafianin.

Kiedy proboszcz Zygmunt Głąbała, zwany pieszczotliwie Zygą podtarł sobie dekretem tyłek i bezczelnie bydlił się w Kowalach Pańskich, biskup wysłał dwóch w sutannach, żeby zrobili porządek. Osaczony księżulo wybiegł na podwórko i zaczął wrzeszczeć. Wioska się zbiegła i w milczeniu poczęła ostrzyć kosy. Kuriewni spuścili łby i dali nogi.

A proboszcz Zyga został. Kościelnemu zabrał klucze od kościoła, żeby jakiś ksiądz nasłany przez biskupa przypadkiem mszy nie walnął za jego plecami.

Na nic – przyjechał ksiądz infułat Antoni Łassa z Konina i nabożeństwo odprawił na schodach. Hokus-pokus i z biretu wyciągnął księdza Mirosława Dereszewskiego. Wiernym obwieścił, że to jest ich nowy pasterz. Następnego dnia proboszcz-spadochroniarz w asyście ślusarza, a także dwóch policjantów postanowił wejść do zamkniętej przez księdza Zygę świątyni. Znowu wieś się zleciała. Kosy na sztorc i nowego księdza nie chciała wpuścić do przybytku. Ślusarz, który zabierał się za rozbrajanie zamka, zarobił w papę. W łeb dostać też miał policjant.

* * *

– Ślusarz rzeczywiście został uderzony, ale policjant nie – twierdzi sierżant Jolanta Skonieczna, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Turku. – Funkcjonariusze w Kowalach Pańskich pojawili się na prośbę dekanatu w Dobrej. Interweniowali, ale nie byli zmuszeni do użycia środków przymusu bezpośredniego. Ich rola polegała na negocjowaniu z mieszkańcami. Uderzony ślusarz nie złożył zawiadomienia o przestępstwie, nie było więc powodów do wszczęcia postępowania. Wśród zgromadzonych agresywny był tylko jeden mężczyzna – ten, który uderzył ślusarza.

Z relacji nowego proboszcza wynika, że zajście wyglądało bardziej dramatycznie: – Ci co nie chcieli, żebym wszedł do kościoła, użyli siły. Uderzyli policjanta i ślusarza.

Kto wie, jak by się szarpanina u wrót świątyni skończyła, gdyby nie…

– Zacząłem się modlić w duchu.
Zaprosiłem ludzi do wspólnej modlitwy o spokój i o księdza Zygmunta. Stał się cud. Ci, co krzyczeli, ustąpili. Ci, którzy mnie wspierali, czuwali ze mną w kościele przez całą noc.

* * *

Po tych wstrząsających wydarzeniach ksiądz Zyga spakował manatki, plebanię zamknął na cztery spusty i wraz z kluczami ruszył w nieznanym kierunku. Nowy wielebny nie miał gdzie kimać. Przyrzekł sobie, że do plebanii włamywać się nie będzie, że budynek zdobędzie nie siłą, lecz godnością osobistą. Godnie czekał na rozwój wypadków. Zgodził się na tymczasowe rezydowanie w remizie strażackiej. W końcu bezdomnego księdza-sierotę przygarnęła rodzina z sąsiedniej wioski.

Tymczasem parafianie zaczęli szpetnie szeptać. Posądzali księdza Zygę, że aby dokonać na kurii zemsty, oddalił się w siną dal nie tylko z kluczami i kuferkiem, ale także z parafialnymi pieniędzmi oraz księgami.

Kuria we Włocławku zaprzecza:

– Nic mi o tym nie wiadomo. Zainteresowanie prasy sprawą Kowali Pańskich uważam za zbędne, bo to jest wewnętrzna sprawa Kościoła. To tak jakby ksiądz na kazaniu zaczął się rozwodzić na temat polityki personalnej w jakiejś redakcji. Tyle się mówi, że Kościół nie powinien się wtrącać do polityki. No to i w sprawy Kościoła nie powinny się wtrącać osoby, które nie są stronami.

W Kowalach sytuacja jest już prawie zgodna z dekretem biskupa.
Po kilku dniach wrócił ksiądz Zygmunt, dał swemu następcy klucze od plebanii. Być może za sprawą apelu biskupa Dembowskiego: On (ks. Zygmunt Głąbała – przyp. M. M.) zbłądził. (…) zatroskanych o dobro Kościoła i chrześcijaństwa prosimy o modlitwę.

* * *

Mieszkaniec Kowali Pańskich:

– Mój komentarz będzie taki. Telewizja podała, że pułkownik z wojska odmówił posłuszeństwa zwierzchnikom. I go ni ma. I proboszcza Zygi też ni ma. Jak się nosi mundur, trzeba być posłusznym jak pies Szarik.

[2004] Tygodnik „NIE” Nr. 52-53/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: