Ksiądz i radni powiększają cmentarz. Wbrew mieszkańcom

Aby powiększyć katolicki cmentarz, radni Ursusa i proboszcz miejscowej parafii chcą zrównać z ziemią część domów, sad i magazyny w sąsiedztwie. – W głowie mi się to nie mieści, że coś takiego może robić kapłan – żali się Artur Wajda, mieszkaniec tej dzielnicy

Parterowy dom przy ul. Badylarskiej w Ursusie stoi od kilkudziesięciu lat. Po wojnie postawił go żołnierz AK i dziadek Artura Wajdy. Do dziś tu mieszka rodzina pana Artura, on sam bywa od czasu do czasu, ale z rodzinnymi włościami jest bardzo związany. Wokół domu rozpościera się zadbany ogród i wybieg dla kucyka Tadeusza.

– Brakuje tu placów zabaw, więc dla dzieciaków hodujemy Tadeusza. Tu się wychowałem i tu jest moje miejsce na ziemi – mówi Artur Wajda, wielokrotny mistrz Polski w jeździe motocyklem i wolontariusz Stowarzyszenia Katolickiego „Parafiady”.

Ksiądz nawet do nas nie przyszedł

Od kilku miesięcy sen z oczu spędza im oddalony o dwieście metrów cmentarz. Wtedy radni Ursusa w projekcie miejscowego planu zagospodarowania postanowili powiększyć tę parafialną nekropolię. Dziś cmentarz przy ul. Ryżowej ma ok. 5 ha i mieści kilka tysięcy grobów. Należy do parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus we Włochach.

Radni chcą powiększyć ten cmentarz kosztem rozbiórki kilkunastu domów (w tym domu pana Artura), sadu, magazynów i warsztatów prywatnej firmy zajmującej się budową linii energetycznych.

– Nagle się dowiedzieliśmy, że ksiądz z lokalnymi politykami chcą pod cmentarz odebrać nam rodzinny majątek. Jestem katolikiem i w głowie mi się nie mieści, że coś takiego robi kapłan. Nawet do nas nie przyszedł, nie porozmawiał. Załatwił to z radnymi za naszymi plecami – żali się Artur Wajda. – Rozumiem, że wywłaszczyliby nas pod drogę, przedszkole czy nawet komunalny cmentarz. Ale pod parafialny? Przecież tam mogą być pochowani tylko katolicy. Kościół może kupić sobie działkę w innym miejscu – denerwuje się pan Artur.

Nie żyjemy w państwie kościelnym

Mieszkańcy skrzyknęli się i w czerwcu przedstawili radnym uwagi do projektu planu zagospodarowania. Opisali dokładnie, co przez ten plan trzeba będzie wyburzyć. Ich uwagi nie zostały jednak uwzględnione.

Proboszcz parafii św. Teresy Zygmunt Niewęgłowski odmówił rozmowy z „Gazetą”. Odesłał nas do rzecznika kurii ks. Rafała Markowskiego. – Nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam tej sprawy – tłumaczy rzecznik kurii.

Za księdzem z parafii św. Teresy murem stoją lokalni politycy. – Co ja na to poradzę, że cmentarz jest potrzebny dzielnicy. A za kilka lat zabraknie w nim miejsc. Ksiądz przecież musi mieć gdzie chować ludzi – tłumaczy Wiesław Krzemień, wiceburmistrz Ursusa.

– Robimy to dla przyszłych pokoleń. Ten teren jest bardzo zaniedbany i szerzą się tam różne patologie. Musimy uporządkować to miejsce. A wywłaszczeni mieszkańcy nie stracą na tym, bo dostaną odszkodowanie – dodaje Henryk Grzegrzółka, szef komisji gospodarki przestrzennej i komunalnej.

Problem w tym, że wywłaszczenia pod cmentarz w takim miejscu zabrania prawo. – Obowiązujące do dziś rozporządzenie ministra gospodarki komunalnej z końca lat 50. mówi jasno, że cmentarze trzeba lokalizować na krańcach miast i z dala od zabudowań. A tu chcą wywłaszczyć kilkanaście rodzin. By oszczędzać miejsce, parafia może przecież zbudować kolumbarium [miejsce do pochówku urn] – komentuje Alicja Stolarska z firmy budującej linie energetyczne.

– Wszystko jest w zgodzie z prawem – upiera się radny Grzegrzółka.

W najbliższy piątek projekt planu ma zaakceptować rada dzielnicy. Później trafi pod obrady rady miasta.

– Mam nadzieję, że uchwalimy go jeszcze przed wyborami – wyjaśnia wiceburmistrz Krzemień.

Mieszkańcy nie ustępują: – Nie odpuścimy tej sprawy. I kościół, i radni muszą zrozumieć, że nie żyjemy w państwie kościelnym – kwituje Artur Wajda.

[2010] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: