Ksiądz, seks i kasety wideo

Żyje w Polsce artysta, który ma sutannę i apetyt na Oscara.

Kuślin. 40 km od Poznania. Pół tysiąca duszyczek, które pasie ksiądz proboszcz. W samym sercu wiochy, rzut biretem od kościoła – plebania. Wielebny urządził tam amatorskie studio, w którym nagrywał frywolne filmiki. W roli głównej występował on sam oraz panienki sprowadzane z agencji towarzyskich.

– Po spotkaniu z upadłymi kobietami odprawiał msze. Przez to bezcześcił nabożeństwa. Czujemy się oszukani – mówi cnotliwa kuślinianka, widać religijnie nadwrażliwa.

W Kuślinie o wyczynach księdza głośno było od dawna. Wstrętni parafianie zamiast zajmować się swoimi sprawami gapili się na taksówki przybywające przed plebanię z Poznania. Zauważali, że nadzieniem taryfy zawsze były kobiety. Co tu kryć – niewiasty w furach wcale nie wyglądały na zakonnice ani na pracownice kościelnych instytucji charytatywnych. Przedstawiciele rady parafialnej udali się do proboszcza.

– Co to za jedne? – zapytali.

– To moje siostry. Przyjeżdżają z Poznania w odwiedziny. Widzicie w tym coś złego? – spokojnie wyjaśnił duchowny.

Owieczki podejrzeń się nie wyzbyły, ale stanowcza odpowiedź księdza zamknęła im wredne gęby. Parafianie próbowali też rozmawiać ze swoim pasterzem na temat alkoholu. W szczególności zaczęli posądzać go o zbyt intymne związki z tą podstępną substancją.

– Kiedyś poszłam do biura parafialnego dać na mszę. Od księdza jechało jak z gorzelni. Zataczał się, ciągle do mnie mrugał i był jakiś taki sprośny.

– Chcieliśmy mu pomóc, bo rozumieliśmy, że księdzu może być trudno pójść na terapię – zauważa członek rady parafialnej. – Sądziliśmy, że istnieje ścisły związek między wizytowaniem plebanii przez kobiety a alkoholowymi nawykami księdza. Nic nie wskóraliśmy. Proboszcz obraził się na nas ciężko.

Tymczasem księże siostry pojawiały się w Kuślinie coraz częściej. W sierpniu zeszłego roku przybyły w duecie. To była wyjątkowo długa wizyta. I – jak się miało okazać – brzemienna w skutki. Rano dobrodziej zauważył, że wraz z siostrzyczkami znikła pewna kaseta wideo. Nie była to filmowa opowieść o niewinności pierwszokomunijnych dziewczynek. Był to pornol wyreżyserowany przez proboszcza. Brały w nim udział dziewczynki już dawno po komunii, ściągnięte z poznańskiej agencji towarzyskiej, a także sam reżyser. Pod księdzem ugięły się nogi.

Przez czas jakiś panowała zastanawiająca cisza. Sutannowy zaczął już nawet żyć nadzieją, że kasetę wcięło przypadkowo. Łudził się. Po kilku miesiącach odezwali się szefowie burdelu, z którego pochodziły „krewne”. Zażądali 300 tys. zł.

– Jeśli nie dasz, ujawnimy nagranie – wyznali swą wiarę.

Proboszcz zbladł. Postanowił się targować. Mocodawcy profesjonalistek zgodzili się na obniżenie stawki do 50 kawałków. Niżej jednak nie chcieli zejść. Wielebny bał się, że szantażyści skasują forsę, ale będą doić go dalej. Dlatego, jak przystało na katolickiego kapłana, postanowił działać dualistycznie: prowadził z przestępcami negocjacje, a jednocześnie dogadywał się z policją.

Funkcjonariusze zgarnęli wystawionych przez księdza alfonsów, kiedy szantażyści zjawili się w umówionym miejscu, żeby wymienić kasetę na forsę. Kurwich opiekunów chwyciło totalne zdziwko, bo nie spodziewali się, że kapłan może zachować się jak Judasz. Dwóch z nich nie zdążyło zamknąć otwartych ze zdziwienia otworów gębowych, a już wylądowało w areszcie. Sąd wpakował ich tam na 3 miesiące.

Gliniarze uważają, że kaseta, którą znaleziono przy obrzydliwych przestępcach, nie jest jedyna. Że gdzieś po świecie krążą sporządzone na wszelki wypadek kopie. Proboszcz z Kuślina ma jeszcze inne zmartwienia.

Po pierwsze. Zapuszkowani mocodawcy panienek kiedyś wyjdą i wtedy mogą zechcieć policzyć się z wielebnym. Mogą także wyrównać rachunki przed opuszczeniem pierdla przy pomocy kolegów pozbawionych poczucia humoru i pobożności.

Po drugie. Zaangażowanie w sprawę policji sprawiło, że o filmach kręconych przez księdza stało się głośno w całej Wielkopolsce, a nawet poza jej granicami. A przecież hierarchom z archidiecezji poznańskiej nie zależało na tym, żeby po aferze z Peatzem wybuchła na ich terenie kolejna obyczajówka.

Po trzecie. O surowe ukaranie proboszcza zabiegają jego parafianie. Czują się bowiem – tak jak i szantażyści – oszukani.

– Sprowadzał kurwy za nasze, parafialne pieniądze – żali się kuślinianin. – Niekiedy były u niego całą noc. To na pewno nie kosztowało mało, bo trzeba doliczyć koszty taksówek, ochrony i dodatek specjalny za filmowanie. Ale nie to nas najbardziej wkurza. Forsę, którą roztrwonił, może byśmy mu wybaczyli. Ale za nic nie odpuścimy mu, że traktował nas jak baranów, które on, klecha, może wyprowadzić w pole. Dlatego pojechaliśmy do kurii i domagaliśmy się surowego ukarania księdza oszusta. Kuria zapowiedziała, że postąpi zgodnie z prawem kanonicznym. Co to ma znaczyć? Zobaczymy. Wiemy, że ksiądz trafił do nas z Kaczkowa pod Lesznem. Tam też słynął z niemoralnego prowadzenia się. Pewnie za karę przerzucą go do następnej parafii.

[2004] Tygodnik “NIE” Nr. 50/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: