Pingwiny żarłacze

Od 1984 r. w willi przy ul. Szelągowskiej 24 w Poznaniu bydlą się Siostry Misjonarki Apostolstwa Katolickiego – czyli palotynki. Mają gdzieś postanowienia sądów, gdyż w zajmowanym bezprawnie budynku trzymają Najświętszy Sakrament. W Pomrocznej to argument nie do przebicia. Także dla Sądu Najwyższego.

Historia ta ma swój początek w latach 60. Wtedy to rodzice Tadeusza Okoniewskiego nabyli grunt przy Szelągowskiej 24 w Poznaniu. W latach 70. rozpoczęli budowę trzykondygnacyjnego domu. Prace trwały do 1979 r. Po śmierci rodziców właścicielami domu o powierzchni 210 metrów kwadratowych oraz kawałka gruntu został pan Tadeusz oraz jego siostra Wacława.

Jaja zaczęły się w sierpniu 1984 r., tuż po śmierci Wacławy. Jeszcze ciało zmarłej nie ostygło, a przy Szelągowskiej 24 pojawiły się zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Apostolstwa Katolickiego. W ręku miały testament podpisany rzekomo przez Wacławę na łożu śmierci. Z papieru wynikało, że stały się właścicielkami 3/4 tej nieruchomości.

* * *

Świadkiem podpisania ostatniej woli zmarłej był E. Balbiński. W oświadczeniu napisał on: (…) odwiedzający chorą zakonnik (palotyn) z ul. Przybyszewskiego zwany księdzem Florianem wezwał notariusza i spisano w mojej obecności testament na rzecz sióstr (…). Zaznaczam, że chora była już w takim stanie, iż nie mogła sama decydować i nie reagowała na otoczenie a gdzie mogła być mowa o podpisaniu testamentu. Włożono jej pióro do ręki i ksiądz Florian podpisywał prowadząc rękę chorej. (…) tych sióstr ona nie znała i one nigdy do niej nie przychodziły. (…) moim zdaniem wyrządzono wielką krzywdę Panu Okoniewskiemu i nie było to zgodne z wolą i życzeniem zmarłej matki ani siostry wyżej wymienionego (…). Wszystko co tutaj zeznałem jest prawdą i zgodne z moim sumieniem i uczciwością dobrego chrześcijanina. (…)

Aleksandra Kornasz, długoletnia przyjaciółka Wacławy, oświadczyła, że: nigdy zmarła (…) nie miała kontaktu z siostrami i nigdy takowych w domu nie widziałam. Również nigdy nie wspominała i nie prowadziła rozmów na ich temat. Byłam również obecna kiedy chora była już w bardzo ciężkim stanie i rozmawiała tylko o Tadeuszu Okoniewskim, ale żadnej wzmianki o zapisie na rzecz sióstr zakonnych. Było dla mnie dużym zaskoczeniem kiedy dowiedziałam się o zapisie. (…) ta decyzja nie była wiarygodna, była moim zdaniem wymuszona, ponieważ chora ostatnie dni już nie kontaktowała i było to niemożliwe, ażeby mogła podpisać ten akt.

Sąd Rejonowy w Poznaniu nie miał żadnych wątpliwości – 18 lutego 1985 r. stwierdził, że spadek po zmarłej Wacławie nabył w całości jej brat Tadeusz Okoniewski. Na tej podstawie dokonano wpisu do ksiąg wieczystych, a później naliczano podatek od nieruchomości, który płacili i do dziś płacą Okoniewscy.

* * *

W kwietniu 1985 r., a więc zaledwie dwa miesiące po wydaniu przez sąd postanowienia o nabyciu spadku przez Tadeusza Okoniewskiego, w budynku przy Szelągowskiej zameldowała się pierwsza zakonnica – siostra Franciszka Labuda. Później meldowały się kolejne. W sumie sześć sztuk. Mieszkają tam do dziś. Twierdzą, że Okoniewski nigdy nie kwestionował testamentu i że to właśnie on wpuścił je po śmierci swojej siostry do budynku przy Szelągowskiej 24. To nieprawda.

W 1986 r. Tadeusz Okoniewski poprosił o interwencję papieża, gdyż uznał, że został wyrolowany przez ludzi Kościoła. Z Watykanu zdawkowo odpisał mu niejaki Mons. Giovanni: Odpowiadając z podziękowaniem na list z dnia 29 kwietnia br. radziłbym przedstawić opisany problem kompetentnej władzy kościelnej w Polsce. Zapewniam o modlitwie w intencji Pana i łączę wyrazy szacunku.

Pan Tadeusz posłuchał i skrobnął do Glempa: proszę o wybaczenie, że ośmielam się zwracać z moją sprawą do Eminencji. (…) Na trzy dni przed śmiercią mojej siostry wysłano mnie do Puław. (…) otrzymuję telegram że siostra nie żyje. Po pogrzebie (…) dowiaduję się od księdza Floriana i księdza proboszcza od Matki Boskiej Bolesnej, że moja siostra po moim wyjeździe kazała zawołać notariusza i sporządziła testament na rzecz Sióstr (…). Skąd od razu wzięły się te siostry, nigdy ich w naszym domu nie było i nigdy się o nich nie mówiło i skąd ten zapis? (…) Siostra była człowiekiem bardzo prawym i sprawiedliwym i zdaniem moim i wszystkich krewnych i znajomych nie podjęła takiej decyzji. Nigdy by nie złamała danej przysięgi umierającej matce, której przysięgała, że otoczy mnie opieką. (…) Nie wspominam już o pieniądzach i innych wartościowych rzeczach, które poginęły, aczkolwiek dowiedziałem się, że złote obrączki, które były moją własnością (…) znalazły się u Księdza Proboszcza od Matki Bolesnej, który na moje pytanie oznajmił, że siostra przekazała je w darze na Kościół. Były również książki oszczędnościowe (…). Całe moje otoczenie mówiło mi ażebym sprawę przekazał do ministerstwa sprawiedliwości, ja nie mogłem się pogodzić z tym faktem, że (…) mam iść do sądu i skarżyć za fałszerstwo ludzi Kościoła, którym całe życie ufałem.

Do wyjazdu do Puław, tuż przed śmiercią siostry, Okoniewski został namówiony przez księdza Floriana. Wielebny stwierdził, że na wszelki wypadek pan Tadeusz powinien przywieźć z Puław papiery zaświadczające o tym, że rozszedł się z żoną.

* * *

Tadeusz Okoniewski pisał też do samych palotynek. Domagał się od nich pieniędzy za użytkowanie budynku, a także udostępnienia mu pomieszczenia, w którym zamierzał zamieszkać. W końcu nawet w rozumieniu zakonnic on jest właścicielem części budynku. Siostry odpowiedziały, że myśl, aby ktokolwiek obcy znalazł się w ich domu, jest niedopuszczalna, bo przebywa u nich Najświętszy Sakrament. Płacić również nie zamierzały.

W maju 1992 r. Okoniewski wraz z synem chciał wejść do domu. Siostry nie chciały go wpuścić. Wrzeszczały: „Napad! Ratunku! Policja!”. No to sąsiedzi wezwali policję. Wtedy za sznurki na maksa ciągnęli czarni. Policjanci przestrzegli Okoniewskich, że, dostali rozkaz, żeby się z nimi nie patyczkować. Właściciel do środka nie wszedł. Za to siostra Labuda zawiadomiła prokuraturę, że została pobita.

Wkrótce po wizycie u sióstr Tadeusz Okoniewski zmarł.

* * *

Siostra Franciszka Labuda jak przystało na zakonnicę jest gorliwa. W lipcu 1994 r. poinformowała prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez Zofię Okoniewską, byłą żonę Tadeusza, oraz jej córkę, które w towarzystwie dwojga dzieci weszły na teren ogródka przy Szelągowskiej 24. Jak zaraz weszły, to zabrały się do obrywania agrestu, wiśni, czereśni, a także wyrywania cebuli. (…) Zawezwałyśmy policję ze Starego Miasta. (…) Gdy policja odjechała, to jeszcze poniszczyły grządki, popchnęły i zerwały wianek siostrze Leokadii (…) – zeznała. Prokuratura umorzyła postępowanie.

Okoniewscy również powiadomili organa. W 1994 r. Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto zarzuciła siostrze Franciszce Labudzie, że w okresie od 15 kwietnia 1985 r. do 19 września 1991 r. działając w warunkach przestępstwa ciągłego wprowadziła w błąd urzędnika Urzędu Miasta co do własności nieruchomości i wyłudziła poświadczenie nieprawdy w postaci zameldowania sześciu osób w posesji przy ul. Szelągowskiej 24. Drugi zarzut dotyczył uniemożliwienia właścicielom korzystania z nieruchomości. Mimo przedstawienia palotynce zarzutów prokuratura wkrótce umorzyła postępowanie. Pokrzywdzeni wnieśli zażalenie. W marcu 1995 r. prokuratura skierowała akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Poznaniu. Okoniewscy przez 7 lat, bo do dziś, nie dostali żadnej informacji na temat tego, co się w tej sprawie dzieje.

* * *

Od początku pełnomocnikiem siostrzyczek był kuriewny mecenas Andrzej Marcinkowski. To on złożył zażalenie na decyzję sądu poznańskiego z 1985 r., na mocy której spadek w całości nabył Tadeusz Okoniewski. Minister sprawiedliwości odmówił wydania zezwolenia na przyjęcie spadku przez zakonnice, podobnie NSA. W 1991 r. Marcinkowski został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wydał wówczas decyzję stwierdzającą wygaśnięcie niekorzystnego dla siostrzyczek postanowienia ministra sprawiedliwości z marca 1985 r. Decyzja Marcinkowskiego nigdy nie została dostarczona Tadeuszowi Okoniewskiemu. Na jej podstawie 27 listopada 1991 r. siostry złożyły w sądzie pozew o oświadczeniu woli. Mówiąc po ludzku chodziło im o to, żeby uznano ich prawa do nieruchomości przy Szelągowskiej poprzez stwierdzenie prawomocności testamentu.

Ta sprawa przewinęła się przez wszelkie możliwe instancje. W ciągu 11 lat nie znalazł się w Polsce sąd, który potrafiłby rozstrzygnąć, po czyjej stronie jest racja. Dopiero 12 grudnia 2002 r. Sąd Najwyższy ogłosił wyrok. Jest on korzystny dla zakonnic. Spadkobiercy Tadeusza Okoniewskiego już wcześniej przygotowali wystąpienie do trybunału w Strasburgu.

[2005] Tygodnik “NIE” Nr. 41/2005

PS Stan na 2013, pod wskazanym adresem przy ul. Szelągowskiej 24 w Poznaniu nadal znajduje się Zgromadzenie Zakonne Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Pallotynki).
W taki oto sposób kościół zdobywał majątki kiedyś i tak zdobywa obecnie. 2012 – Ksiądz wziął kasę od chorego psychicznie

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: