Trup w Arce Rydzyka

– Będę odpowiadał swoim honorem za pieniądze, które wpłacacie na konto Radia Maryja – mówił w marcu 1997 r. w kościele św. Brygidy w Gdańsku podczas mszy inaugurującej powstanie Komitetu Ratowania Stoczni Gdańskiej jego przewodniczący Bolesław Hutyra.

– Tak, ja odpowiadam własnym honorem, bo ustaliliśmy z ojcem Rydzykiem, że pod naszą kontrolą będą te pieniądze. I mogę wam przyrzec, że żadna złotówka nie zostanie wydana na ekspertów, na papier, na ołówek, na cokolwiek innego (oklaski).

– A na krzyżach kotwice, znaki nadziei – wtórował mu na tej samej mszy Ojciec Dyrektor.
– Tyle razy krzyżowano nadzieję. Chcieli uśmiercić nadzieję. Ale ja wierzę w nadzieję (oklaski).

Wiara

Trudno dziś ustalić, kiedy doszło do pierwszego spotkania ojca Tadeusza Rydzyka i kpt. żeglugi wielkiej Bolesława Hutyry. Musiał to być jednak koniec 1996 lub początek 1997 r. Spotkali się w klubie dla marynarzy prowadzonym przez ojców redemptorystów przy kościele Morskim Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka przy ul. Portowej 2 w Gdyni. Ojciec Tadeusz odwiedzał w Gdyni biuro Rodziny Radia Maryja przy tym właśnie kościele. Kpt. Hutyra był tam częstym gościem, jako prezes Rady Opiekuńczej przy Fundacji Stella Maris, światowej organizacji katolickiej dla marynarzy. Spotkali się, pogadali. Od słowa do słowa zrodził się pomysł, aby ratować kolebkę – Stocznię Gdańską. Pomysł był taki: zwrócić się do społeczeństwa, narodu, katolików, patriotów, aby wpłacali pieniądze na ratowanie Stoczni Gdańskiej. W jaki sposób to ratowanie za pomocą zebranych pieniędzy miało przebiegać, nie wiadomo. Koncepcje były różne i do końca nie sprecyzowane. Hutyra myślał o tym, by nie dopuścić do postawienia stoczni w stan upadłości i sprzedaży, ale zawrzeć układ z wierzycielami. Gwarantowałyby go zebrane pieniądze.

Na wiosnę 1997 r. powstał Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego przy Radiu Maryja. To doniosłe zdarzenie poprzedziło kilka wielogodzinnych audycji radiomaryjnych na ten temat. Od chwili powstania komitetu Radio Maryja było główną i niemal jedyną tubą apelującą o wpłacanie pieniędzy na ten „narodowy” cel. Ojciec Dyrektor w swej niezwykłej dobroci udostępnił nie tylko eter, ale i konta Radia.

Komitet Ratowania Stoczni swym autorytetem zasilili: kpt. żeglugi wielkiej Zbigniew Sulatycki – wiceminister w rządzie Suchockiej, odpowiedzialny za gospodarkę morską, ks. prof. Albert Krąpiec – filozof i teolog katolicki, wykładowca KUL, prof. Jerzy Doerffer – twórca polskiej szkoły budowy okrętów, bp. Edward Frankowski, ówcześni parlamentarzyści: poseł LPR Adam Biela, poseł AWS Stanisław Wądowłowski, senator Jadwiga Stokarska.

Kpt. Bolesław Hutyra przystąpił do pracy z wielkim oddaniem, szczerymi intencjami, przekonany, że powołano go do Wielkiej Sprawy, do Służby dla Ojczyzny, Kościoła i Radia Maryja, na drogę wytyczoną Prawdą Ewangelii, którą mógł kroczyć ramię w ramię z Wielkimi Autorytetami. Przez dwa niemal lata na antenie Radia Maryja powtarzane były prośby o wpłaty na ratowanie stoczni. I przez cały ten czas ludzie wpłacali.

Nadzieja

Społeczny komitet, którego przewodniczącym został Hutyra, po kilku miesiącach przekształcił się w stowarzyszenie o nazwie Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej. Prezesem został kpt. Hutyra. W paragrafie 5 statutu wpisano, że celem stowarzyszenia jest ratowanie Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego oraz reprezentacja deponentów, którzy złożyli pieniądze na subkoncie bankowym „Radio Maryja dla Stoczni” w celu nabycia praw z akcji Stoczni Gdańskiej S.A.

Stowarzyszenie Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego nie było jednak jedynym, które zbierało od ludzi kasę na ten cel. W 1996 r. „Solidarność” powołała stowarzyszenie Solidarni ze Stocznią Gdańską, któremu przewodniczyć zaczął Marian Krzaklewski. „Solidarni” zaczęli w całym kraju sprzedawać cegiełki poprzez m.in. urzędy pocztowe.

Hutyrę opanowała myśl, że trzeba połączyć szmal – ten, który ludzie wpłacają na konto radia, i ten, który zbiera Krzak. Będzie go więcej, to i ratowanie stoczni łatwiejsze, bo za większą kasę więcej można zdziałać. W lipcu 1998 r. doprowadził do podpisania listu intencyjnego z Krzaklewskim o połączeniu całej tej – było nie było społecznej – kasy. W porozumieniu z kilkoma bankami miało powstać konsorcjum gwarantujące kasę na budowę statków. Panowie zwrócili się do sędziego komisarza, aby nie opylał Stoczni Gdańskiej Szlancie. Sędzia jednak opylił, ale to jest już zupełnie inna historia.

Ile było kasy na koncie Radia Maryja, a ile miał Marian ze sprzedaży cegiełek, do dzisiaj precyzyjnie nie ustalono. Jedno jest pewne. Hutyra – jako prezes stowarzyszenia – ma tylko mgliste i sprzeczne dane na ten temat. Raz była mowa o 25 mln zł, raz o 2,5 mln dolarów. Ile tego wpłynęło, nie wiadomo do dzisiaj. Jedyna liczba, jaka się powtarza w wypowiedziach rozmaitych działaczy komitetu – to liczba ofiarodawców. Na konto Radia Maryja na ratowanie Stoczni Gdańskiej miało wpłacić ok. 940 tys. osób. Zakładając, że to szacunek zbliżony do prawdy i że kwoty wpłat były różne – od 5 zł do kilkuset – na konto Radia Maryja musiało wpłynąć dobre kilkadziesiąt milionów złotych.

Bolesław Hutyra chciał się dowiedzieć dokładnie ile. Wielokrotnie pisemnie dopominał się od ojca Rydzyka informacji na ten temat. Bezskutecznie. Stosunek Ojca Dyrektora do Hutyry zmienił się diametralnie.

Miłość

Od sierpnia 1998 r. Tadeusz Rydzyk przestał mieć czas na spotkania z Hutyrą, choć wcześniej był gotów przyjmować go nawet w nocy. Poniechał także odpowiadania na jego listy. I rzecz ciekawa. Im bardziej Hutyra domagał się wiadomości na temat kwot wpłaconych na ratowanie stoczni, tym bardziej stosunki z Ojcem Dyrektorem stygły. We wrześniu 1998 r.

Hutyra pojechał do Torunia na wcześniej umówioną rozmowę z Rydzkiem. Czekał 20 godzin (słownie: dwadzieścia). Na próżno. To go lekko zaczęło trzeźwić. Próbował jeszcze umówić się przez ekscelencję bp. Frankowskiego, ojca prof. Krąpca i przewielebnego ojca prowincjała CSsR Edwarda Nocunia. Ale i ci olali jego prośby.

Cóż się bowiem okazało? Kpt. Bolesław Hutyra był współpracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych! Czyż Ojciec Dyrektor nie mógł stracić zaufania do Hutyry? Prawda, jakie to śliczne?

Czytelnik tygodnika „NIE” być może nie do końca sobie uzmysławia, co to znaczy być społecznikiem, działaczem środowisk prawicowych, kościelnych oskarżonym o współpracę z SB, WSI czy innymi służbami. To gorzej niż być oskarżonym o kradzież, bicie żony, upijanie, gwałt czy pedofilię. To człowieka skreśla. Normalny człowiek oskarżony o bycie współpracownikiem czegokolwiek być może wzruszyłby ramionami i powiedział: „Pocałujcie mnie w dupę”. Hutyra nie mógł.

Gdy we wrześniu 1998 r. sporządzono warunkową umowę sprzedaży Stoczni Gdańskiej, a w grudniu dokonano sprzedaży, tworzone przez Hutyrę konsorcjum z Krzaklewskim rozpadło się, a jego samego odwołano z władz stowarzyszenia.

Ojciec Rydzyk ogłosił zaś, że każdy, kto ma potwierdzenie wpłaty pieniędzy na stocznię i chce je odebrać, to proszę bardzo. Może się zgłosić.

Kpt. Hutyra już miał inne zajęcie niż dopominanie się u Rydzyka o społeczne pieniądze. Postanowił bronić swego honoru. We wrześniu 1998 r. do sądu wniósł pozew o ochronę dóbr. Sąd Rejonowy w Gdańsku sprawę oddalił do czasu powstania Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy w grudniu 1998 r. powstał IPN i potem jego gdański oddział – Hutyra zwrócił się o wydanie swojej teczki. Sprawa się wlokła.

W kwietniu 1999 r. Bolesław Hutyra – wciąż wierząc, że sprawa stoczni jest do odkręcenia i wspominając swoje słowo honoru dane w marcu 1997 r. – zarejestrował Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej „Arka”. Z uwagi na przejścia w komitecie, któremu patronował Rydzyk, Hutyra nie chciał już kandydować do jego władz. „Arka” zebrała 2,5 tys. pełnomocnictw drobnych akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej i domagała się zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy oraz sądowego unieważnienia sprzedaży. 15 września 2000 r., jadąc wraz z dwoma innymi członkami „Arki” na kolejne spotkanie w sprawie stoczni, Hutyra zginął w wypadku samochodowym. Nagła śmierć ostatecznie zwolniła kpt. żeglugi wielkiej Bolesława Hutyrę z danego w obecności Ojca Dyrektora słowa honoru.

Alleluja i do przodu!

Komitet Wspierania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego założony przez Hutyrę pod patronatem Radia Maryja dalej pracuje. W lutym 2002 r. wydał deklaracje poparcia dla strajkujących stoczniowców w Gdyni.

Ojciec Dyrektor musi przeczekać brudną kampanię pomówień i działać dalej. Tyle jest jeszcze w tym kraju do uratowania. Szczęść Boże.

[2004] Tygodnik “NIE” Nr. 50/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: