Ksiądz nie lubi konkurencji?

W kościele nie ma demokracji. Zawsze ktoś musi dominować. Papież, kardynał, biskup, a w parafii ksiądz proboszcz. Tymi zasadami w swojej pracy duszpasterskiej kieruje się ks. kanonik Andrzej Pikula z parafii pw. św. Mikołaja w Szczebrzeszynie. Nie wszystkim wiernym się to podoba. Niektórzy myślą o przeniesieniu się do sąsiedniej parafii pw. św. Katarzyny. Pani Ala przemeldowała się, aby wziąć tam ślub, a pan Sylwester zamówił msze za dusze zmarłych

Alicja i Adam – oboje z parafii św. Mikołaja w Szczebrzeszynie – zaplanowali swój ślub na początek września. Chcieli, aby ten dzień był wyjątkowy. Marzyli o pięknej oprawie muzycznej mszy. Chcieli, aby kościół był udekorowany kwiatami.
Zdecydowali, że dekoracje przygotuje Anna Król, florystka ze Szczebrzeszyna. Swoje oczekiwania zgłosili księdzu wikariuszowi. Nie widział problemu.
– Kiedy ks. proboszcz Andrzej Pikula usłyszał nazwisko florystki, która miałaby wykonać kompozycje kwiatowe, zdenerwował się. Powiedział, że absolutnie się nie zgadza i pozostawił nam do wyboru: albo dekoracje przygotuje kościelny, albo ślub bez żadnego wystroju – opowiada pani Ala.
Młodych „zamurowało”. Posypał się cały wymarzony plan.
– Widziałam dekoracje kościelnego – kwiaty zrobione z bibuły i bożonarodzeniowe gwiazdy betlejemskie. Nie mogłam się na to zgodzić, w końcu ślub to szczególna chwila, jedyna w życiu – podkreśla pani Alicja.

Rodzice, nie gówniarze
Młodzi poprosili o pomoc rodziców. Wierzyli, że może oni jakoś dojdą z księdzem do porozumienia.
– Nie chciał nawet z nimi dyskutować. Potraktował ich jak gówniarzy i niemalże pogonił. Mama była zbulwersowana. Powiedziała, że w tym kościele ślubu nie będzie – opowiada pani Ala.
Wszyscy byli zaskoczeni, z wyjątkiem Anny Król, florystki, która z podobną postawą księdza proboszcza spotkała się wielokrotnie.
– Często zdarza się, że ludzie przychodzą do mnie zamawiać kompozycje kwiatowe na jakieś kościelne uroczystości, a po kilku dniach rezygnują. Tłumaczą, że ksiądz proboszcz się nie zgodził. W tym roku podobny problem mieli rodzice przed uroczystością pierwszej komunii świętej. Też zamówili u mnie dekoracje, z których później musieli zrezygnować. Nie wiem, o co księdzu chodzi. Podejrzewam, że sam ma jakieś tanie kwiatki w ofercie. Chociaż, moim zdaniem, powinien pozostawić parafianom wybór. W końcu kościół jest dla nas wszystkich – uważa Anna Król.
Ksiądz Pikula nie ukrywa, że nie chce, aby jego parafianie korzystali z usług tej właśnie florystki. Pytanie dlaczego, pozostawia bez odpowiedzi.
– Wszystkie inne florystki są mile widziane. Chociaż sam również zrobiłem kurs florystyczny i potrafię nie gorzej, a na pewno dużo taniej ubrać kościół – zapewnia ks. Pikula.

Meldunek u chrzestnej
Jednak ani państwo młodzi, ani ich rodzice nie byli takim wystrojem zainteresowani. W Szczebrzeszynie akurat powstała nowa parafia pw. św. Katarzyny, więc postanowili wziąć ślub w kościele po sąsiedzku. Rodzice państwa młodych poszli porozmawiać z nowym proboszczem. Przyjął ich bardzo życzliwie. Niestety okazało się, że przeniesienie nabożeństwa ślubnego do innej parafii nie jest takie proste. Potrzebna była zgoda ks. Pikuli.
– Nawet nie próbowaliśmy prosić. Ojciec wpadł na pomysł, że przemelduje mnie do chrzestnej, która akurat mieszka na terenie parafii św. Katarzyny – wyjaśnia pani Ala.
Na dwa tygodnie przed ślubem panna młoda zmieniła miejsce zamieszkania. Ślubne nabożeństwo mogło się więc odbyć bez przeszkód w kościele pw. św. Katarzyny. Ale państwa młodych i ich rodziców czekał nowy problem. W ostatniej chwili okazało się, że nie ma kto przygotować oprawy muzycznej mszy.
– Zapytałam młodzież śpiewającą w kościele pw. św. Mikołaja, czy zechciałaby wystąpić podczas mszy. Byli zainteresowani, nawet ucieszyli się, że zarobią sobie trochę pieniędzy. Jednak po kilku dniach z przykrością odmówili. Podobno ks. Pikula postawił im ultimatum: jeśli zaśpiewają na moim ślubie, to już nigdy nie będą mogli wystąpić w tamtym kościele – mówi pani Ala.
– Takich spraw nie załatwia się z młodzieżą – wyjaśnia ks. Andrzej Pikula. – To ja jestem kierownikiem chóru i gdyby zainteresowani przyszli i poprosili mnie o zgodę, to pewnie młodzież mogłaby zaśpiewać w tamtym kościele. Jednak oni nawet nie zadzwonili.
Ostatecznie podczas ceremonii ślubnej na organach zagrała organistka z kościoła św. Katarzyny, a na skrzypcach organistka z Żurawnicy. Ceremonia była piękna. Młodzi wspominają ją mile. Obecnie znów mieszkają na terenie parafii św. Mikołaja, ale myślą o przeniesieniu się do sąsiedniej parafii.
Do ks. Andrzeja Pikuli mają żal.
– W tym kościele byłam ochrzczona, przyjęłam pierwszą komunię świętą i byłam bierzmowana. Chciałam też w nim wziąć ślub. Niestety nie mogłam – mówi ze smutkiem pani Ala.- To przykre, że na początku naszej wspólnej drogi, ksiądz daje nam taki obraz Kościoła. Rodzice przez wiele lat wspomagali Kościół, wychowywali nas w wierze katolickiej, zaszczepili w nas chrześcijańskie wartości, a teraz okazało się, że rządzi w nim prywata. Nie rozumiem tego.

Ostatnia wola zmarłej
Żal do księdza Andrzeja Pikuli ma też Sylwester Olcha, mieszkaniec Klemensowa, który chciał, aby w kościele św. Mikołaja odprawiona była msza pogrzebowa jego żony. Mszę miał celebrować ks. proboszcz z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Michalowie.
Olchowie mieszkali niegdyś w Szczebrzeszynie i należeli do parafii pw. św. Mikołaja, ale przenieśli się do bloków w Klemensowie i zostali tym samym włączeni do parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Michalowie. Nadal jednak, co niedziela, jeździli na mszę do Szczebrzeszyna. Dwa lata temu kobieta zachorowała. Zmarła 2 września.
– To była ostania wola mojej żony. Chciała być pochowana w Szczebrzeszynie. Ksiądz proboszcz z Michalowa nie miał nic przeciwko odprawieniu mszy w kościele św. Mikołaja. Jednak ks. Pikula się na to nie zgodził. Powiedział, że za zgodą księdza z Michalowa, sam może odprawić to nabożeństwo, bo kościół nie jest do wypożyczania – opowiada pan Sylwester.
– Takie sprawy załatwia się na poziomie proboszczów, a nie parafian. Mówiłem o tym państwu z Klemensowa ze trzy razy. Gdyby ksiądz proboszcz z Klemensowa zwrócił się do mnie z prośbą o umożliwienie mu odprawienia mszy w naszym kościele, to pewnie bym się zgodził. Jednak ksiądz proboszcz tego nie zrobił – tłumaczy ks. Pikula.
Pan Sylwester pojechał do kościoła św. Katarzyny, porozmawiał z tamtejszym proboszczem. Nie było problemu. Dlatego, kiedy trzy dni później zmarła jego matka, również pożegnał ją w „małym” kościele.
– Ksiądz Kołtun nawet nie chciał pieniędzy za światło. Z własnej woli dałem na kościół sto złotych. Zamówiłem też tam msze za zmarłych, choć wcześniej zawsze zamawiałem je w kościele św. Mikołaja.
Wiernych, którzy odwiedzają kościół św. Katarzyny jest coraz więcej. Świadczy o tym chociażby sznur samochodów, dla których brakuje miejsc parkingowych. Coraz częściej też ludzie zamawiają tam nabożeństwa, przez co parafia św. Mikołaja traci datki.
Ks. Pikula zapewnia, że one nie są dla niego najważniejsze. Znacznie wyżej stawia zasady, z których nie zamierza rezygnować. W kościele nie ma demokracji, musi ktoś dominować. W parafii św. Mikołaja to on pełni rolę gospodarza. O to, że straci parafian się nie martwi.
– Pracy wystarczy i dla mnie, i dla ks. Kołtuna – podsumowuje.

[2007] KronikaTygodnia.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: