FiM – Wytrzymać z księdzem

Duchowni ciężko pracują na niepowodzenie swojej firmy. Są efekty: od Kościoła odchodzą ci najbardziej w jego działalność zaangażowani.

Salwatorianin Krzysztof Wons, rekolekcjonista i kierownik duchowy, uważa, że dziś ludzie potrzebują księży wierzących i szczerych, takich, którzy potrafią przyznać się do błędu, pokazać ludzką twarz. „Ludzie czytają z mojego życia, gdy się z nimi spotykam – czy ważna jest dla mnie modlitwa, słowo boże, sakramenty i czy ważni są dla mnie oni sami. Widzą też moje słabe dni, kiedy nie opieram się na Bogu, ale na sobie, kiedy zachowuję się, jakbym nie wierzył” – uważa ks. Wons. Jego zdaniem, siła posługi wierzącego kapłana polega na tym, że wie on, iż jest tak samo słaby jak inni, a nieraz jeszcze słabszy. No i powinien umieć ludzi słuchać. Z owym słuchaniem – jak pokazuje życie – kapłani mają poważny problem.

# Stegna – nadmorska spokojna miejscowość turystyczna. Sielską atmosferę psuje mieszkańcom ich proboszcz, ksiądz prałat Stanisław Knapik (na zdjęciu obok). Na plebanii 75-letni Knapik mieszka ze swoją siostrą – zakonnicą Alicją. Razem zarządzają parafią i traktują ją niczym prywatny folwark. Ludzie mówią, że długo przymykali oczy na jego wyczyny, ale w końcu nie wytrzymali. Czara goryczy przelała się z chwilą, gdy do Stegny przyjechał nowy wikary – ksiądz Krzysztof, który natychmiast zaskarbił sobie sympatię wiernych. Wierzyli, że to on zostanie przyszłym proboszczem. Nadzieje okazały się płonne.

Proboszcz Knapik ze swoim młodszym kolegą w ogóle nie rozmawiał, za to na każdym kroku utrudniał mu posługę. W końcu wierni postanowili wstawić się za nowym kapłanem u biskupa elbląskiego Jana Styrny. Zebrali 800 podpisów poparcia i pojechali do kurii. – Okazało się, że nasza wizyta tylko zaostrzyła konflikt między kapłanami. Wtedy jeszcze raz odwiedziliśmy biskupa. Domagaliśmy się nie tylko pozostawienia wikarego, ale przede wszystkim uregulowania spraw dotyczących parafii – mówi jeden z parafian księdza Knapika.

A stegnianie zarzucają księdzu Knapikowi m.in., że w kościele nie ma stałego organisty ani kościelnego, że obecna rada parafialna jest fikcyjna, to znaczy wybrana nie przez ludzi, tylko przez samego proboszcza. I najważniejsze – że prałat nie rozlicza się z pieniędzy: na ogrodzenie cmentarza parafianie uciułali 60 tys. zł, a ogrodzenia nie ma; zbierali na alejki cmentarne – alejek nie ma; zbierali też na renowację ambony, ale ksiądz nie przyznał się, ile wyjął z kopert.

Ludzie do proboszcza przychodzili kilka razy. Przed kościołem gromadził się wówczas prawdziwy tłum. On jednak rozmawiać nie chce, jest zamknięty na dialog i porozumienie – ucieka albo pada na kolana przed ołtarzem i wznosi modły za oszczerców. W obronie przed mieszkającym w ich sercach szatanem odprawił nawet egzorcyzmy! Niezadowolonych ze swojej pracy uważa za wrogów Kościoła i wiary katolickiej. Twierdzi, że odpowiedzą za swoje czyny na Sądzie Ostatecznym.

„Zdaniem wielu postępowych parafian, rodzina Knapików stworzyła w parafii stosunki feudalno-folwarczne i broni ich wszelkimi sposobami (…). Atmosfera gęstnieje z każdym dniem, ludzie się zamykają, oddalają i ciężko jest w takich warunkach żyć. Zanim ktoś wybuchnie, można to wszystko naprawić i zrobić pierwsze kroki”– napisał w liście otwartym do biskupa Tadeusz Gabryś, emerytowany lekarz medycyny i stomatologii.

Jednak wiernym nie udało się poruszyć pasterskiego serca. – Biskup zalecił, abyśmy z księdzem wytrzymali jeszcze rok – do czasu aż pójdzie na emeryturę. Odebrał nam za to wikarego – mówi jeden z członków delegacji.

Teraz, kiedy ze Stegny wyjechali turyści, kościół świeci pustkami, bo miejscowi katolicy prałata nie chcą. A że polubownie nie udało się załatwić sprawy, zamierzają działać twardo; zapowiadają, że nie odpuszczą i w Stegnie będzie naprawdę gorąco. Udało nam się porozmawiać z księdzem Knapkiem. – To są wszystko rzeczy zmyślone. Ksiądz biskup prosił, aby nie zabierać głosu. Sprawa się sama wyjaśni – mówi stegieński duszpasterz.

# Brzustów. Parafia liczy niewiele ponad tysiąc dusz. 6 lat temu trafił tu ksiądz Marek Polewczyk.

– Proboszcz nie liczy się z ludźmi, kościelnego, którego wybrali parafianie, tępił tak długo, że człowiek nie wytrzymał i sam odszedł. Wrogiem jest też organista. Ma garstkę ludzi, którzy są mu życzliwi, i ich uważa za parafian. Nas, którzy nie zgadzamy się z jego postępowaniem, traktuje jak powietrze. Potrafił nawet nie udzielić komunii świętej – mówią.

Twierdzą też, że rozmawiali z księdzem jak z człowiekiem, wyjaśniali, co ich boli. Bez skutku. Zamówili nawet mszę w intencji pojednania. Też nic. O tym, że nie zgadzają się z polityką księdza, powiadomili jego zwierzchników. Trzy razy delegacja jeździła do dziekana, dwa razy do ordynariusza radomskiego – biskupa Henryka Tomasika. Ludzie chcieli zdyscyplinowania bądź zmiany proboszcza.

Biskup obiecał, że się z księdzem rozmówi, a o wynikach owej rozmowy zawiadomi ludzi na piśmie. Z nadzieją otwierali więc list, którego nadawcą była kuria. – Biskup zalecał, żeby – korzystając z okresu Wielkiego Postu – wyciszyli się i modlili, a może będzie dobrze. Jak nie, będzie działał podczas wizytacji w sierpniu – relacjonuje jedna z parafianek.

W sierpniu wizytacja rzeczywiście się odbyła, ale biskup o sprawie jakby zapomniał, ludzi unikał, do rozmów nie doszło. – Dopóki my tu żyć będziemy i ten proboszcz tu będzie, nigdy zgoda nie zapanuje, ale biskupa to nie obchodzi. Każe nam się modlić. To jest jedna mafia – mówią. Po tej wizytacji stracili nadzieję, że ten konflikt da się rozwiązać polubownie. Większość po prostu nie chodzi do kościoła. Pozostali zastanawiają się, czy proboszcza nie wywieźć na taczce.

# Gniezno. Tutaj gniew ludzi wywołały zapędy grzejne ks. Andrzeja Szczęsnego, proboszcza parafii pw. błogosławionego Radzyma Gaudentego. Chodzi o to, że dobrodziej załatwił sobie u lokalnej władzy zgodę na przebudowę dwóch garaży na kotłownię węglową. Zamierza nią ogrzewać kościół oraz parafialne budynki. Żeby było taniej, bo – jak mówi – wszystkie parafialne pieniądze przeznacza na ogrzewanie. Mieszkańcy o planach proboszcza dowiedzieli się podczas niedzielnego kazania. Ksiądz Szczęsny pochwalił się pomysłem, bo sądził, że nic mu już nie zaszkodzi. Zdążył nawet wypowiedzieć umowę ogrzewającej dotąd kościół elektrociepłowni. Tymczasem na terenie parafii zaczęło się prawdziwe pospolite ruszenie. Wierni – wkurzeni, że nikt słowem nie pisnął o tym, iż pośrodku osiedla, tuż pod ich oknami pojawi się dymiący komin – zaczęli protestować.

– W czasie kolędy pytał nas o zdanie, ale nikt nie chciał komina kotłowni pod oknami – mówią.

„Tworzenie kotłowni węglowej w środku osiedla mieszkaniowego jest nieporozumieniem” – uważa Zdzisław Kujawa, prezes Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, który poparł swoich lokatorów. „Stanowczo protestujemy przeciwko projektowi budowy kotłowni węglowej na terenie przyległej do naszych bloków parafii (…). Wydanie zgody na taką inwestycję, która w znaczący sposób wpływać będzie na środowisko naturalne w centrum osiedla, jest co najmniej kontrowersyjne”– napisali do prezydenta miasta.

No i okazało się, że nawet najlepsza wola koloratki nie jest święta. Pierwszą rundę parafianie wygrali – prezydent postanowił wznowić postępowanie w sprawie organizowania kotłowni na osiedlu.

Ksiądz proboszcz dopiero wtedy zdecydował się przemówić do ludzi. Napisał list, w którym przekonuje, że w przykościelnej kotłowni palić będzie tylko ekologicznym węglem, a cała idea „jest godna naśladowania, bo przecież tworzy rynek zbytu dla polskiego górnictwa i polskich przedsiębiorstw produkujących ekologiczne paliwo, jest wyrazem troski o biedniejszą część społeczeństwa, która ledwo wiąże koniec z końcem. Troski o polską rodzinę i o finanse tej rodziny, a także o rodzimy przemysł kotlarski”. Troska o przemysł ani ekologiczny węgiel nie przekonują parafian. Droga do ekologicznego ciepła kosztem czystego powietrza zdaje się więc raczej daleka.

„My, księża, musimy nauczyć się słuchać ludzi” – tak głosi ksiądz Krzysztof Wons. Zanim jednak wszyscy zrozumieją tę prostą zasadę, kościoły opustoszeją.

[2010] FaktyiMity.pl Nr 37(549)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: