FiM – Gnidy i świnie

– Proszę księdza, czy mógłby mi ksiądz powiedzieć, co się dzieje w Krysiakach? – Nic! – odpowiada proboszcz i ciska słuchawkę na widełki. Dlaczego jest taki uczulony na dziennikarzy i co oznacza to „nic”?

W małych społecznościach ksiądz zazwyczaj jest niekwestionowanym autorytetem, a ludzie na wiele spraw przymykają oko, ale kiedy się zirytu-ją, są gorsi niż niejeden trybunał. Parafianie od Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Krysiakach koło Ostrołęki długo znosili niecodzienne zachowania swojego proboszcza Stanisława Dudka (na zdjęciu), aż w końcu powiedzieli: basta! Tyle że po polsku.

Krysiaki i przyległe do nich Antonia, Grądzkie, Niedźwiedź i Wolkowe to typowe wsie kurpiowskie. Parafia niewielka, liczy zaledwie 785 wiernych, ale ludzie tu pobożni, co niedzielę odliczają się jak jeden mąż na mszy świętej. To oni pobudowali kościół na ziemi, którą dobrowolnie i bezpłatnie oddali na ten cel.

O Stanisławie Dudku koledzy kapłani mówią nieoficjalnie, że to człowiek do zamknięcia. Ma 55 lat, a za sobą całkiem niezłą duszpasterską „karierę”. Przez kilka lat był w Stanach Zjednoczonych, później urzędował na Pomorzu, aż trafił do parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Bokinach koło Łap, skąd parafianie wszelkimi siłami starali się go usunąć – chcieli go nawet wywieźć na taczkach. W końcu się udało i Dudek – we wrześniu 2004 roku – wylądował w… Krysiakach.

– Na początku było nawet dobrze, ksiądz był miły i uczynny, ale wkrótce zaczął ludzi gnoić – opowiada jeden z mieszkańców wsi. – Jak ktoś nie da na tacę, potrafi z miejsca wygnać z kościoła. Do tego te intencje mszalne – na przykład za wykolejeńców i za krowy – dodaje.

Psuć się zaczęło pod koniec ubiegłego roku. Ksiądz Stanisław zażyczył sobie minimum 100 zł od rodziny za kolędę. Ludzie się zbuntowali, poszli nawet do niego negocjować stawkę, ale się wściekł i wykrzyczał, że na nic mu nie wystarcza.

Może właśnie dlatego swoje niezbyt tłuste owieczki darzy małym szacunkiem, ma nawet całą listę epitetów, których używa bez zająknięcia.

– Wyzywa ludzi z ambony od gnid, tłuków, świń, faryzeuszy, lepperków, judaszy – wylicza pani Danuta.

Kiedy ksiądz odmówił bierzmowania, bo powiedział, że mu się nie opłaca, parafianie zaczęli się buntować, bo nie mają czasu wozić dzieci do innej parafii, odległej o 30 kilometrów. A grupka kandydatów do sakramentu jest niemała, bo 40-osobowa.

Ludziom nie podoba się także to, że ksiądz podniósł stawki za pogrzeby i śluby, wprowadził wyższe opłaty (200 zł rocznie) na kościelnego i organistę. Mówią jednak, że wszystko by znieśli, gdyby ksiądz był porządny. Tymczasem on za wszelką cenę stara się udowodnić, że jest panem, a oni jedynie głupimi wsiokami, którym – jak wygłasza w czasie kazań – słoma z butów wystaje.

Z ambony grozi też wiernym: „Mam broń i mogę jej użyć. W najlepszej sytuacji strzelę do góry” – zapowiada.

I rzeczywiście, ksiądz Dudek nosi pod sutanną pistolet, bo z nim – jak wyjaśnia – czuje się bezpieczniej w tej dziurze zabitej dechami.

– Dotąd w ludziach wszystko się dusiło, ale w końcu, jak ksiądz zaatakował parafianina, to się zaczęło – mówi sołtys Marian Trzciński.

Jak na razie nikogo nie postrzelił, ale jednego z parafian zdzielił kolbą pistoletu w głowę, a później trzymał go „pod bronią” aż do przyjazdu policji. Później tłumaczył, że zrobił to w obronie własnej, bo poczuł się zagrożony, jak chłop przyszedł uregulować niedawne zatargi. Chłop ma na imię Staszek i pokłócił się z księdzem po tym, gdy wrzucił mu 100 zł na tacę, a ten nie chciał go w zamian wyspowiadać. Jak mu złość przeszła, poszedł na plebanię, żeby się z księdzem ułożyć. Skończyło się na tym, że przyjechała policja, która w ostatnim czasie roboty ma co niemiara, bo ksiądz wciąż powiadamia o jakimś nowym „przestępstwie” swoich owieczek.

###

Ponieważ wszelkie próby porozumienia spaliły na panewce, w miejscowej szkole odbyło się zebranie, na którym ustalono strategię działania. Ludzie zabarykadowali kościół, łańcuchami zamknęli bramę, wywiesili transparenty: „Dudek won!”, „Chcemy kapłana, a nie gangstera”…

– Na terenie bogobojnej Kurpiowszczyzny do takiego incydentu jeszcze nie doszło. Sytuacja jest mocno zaogniona, ludzie nie chcą takiego proboszcza, a on się opiera i nie chce odejść – mówi radny Marek Pawelczyk.

Zdesperowani mieszkańcy wsi wynajęli dwa autokary i pojechali do biskupa Stanisława Stefanka, żeby u niego szukać pomocy. Prawie z każdego domu był jakiś przedstawiciel. – Zebrało się ponad 120 osób. Najpierw wysłaliśmy petycję do kurii w Łomży. W ciągu kilku godzin zebraliśmy 300 podpisów, ale ksiądz Dudek stwierdził, że na pewno są sfałszowane – opowiada radny Pawelczyk. Biskup ich przyjął i wysłuchał, nieco się przy tym tłumaczył, że czasem ma problemy ze zdyscyplinowaniem podwładnych, szczególnie gdy są tacy wyrywni jak ksiądz Stanisław. Trochę ich przy tym brał na litość, wyjaśniając, że księża nie mają domów ani mieszkań, do których mogą wrócić, więc mocno trzymają się tych miejsc, w których są. Mimo to obiecał, że księdza Dudka odwoła. Parafianie wyjechali więc z Łomży z nadzieją na poprawę sytuacji.

###

Tymczasem księdzu Dudkowi ani w głowie opuszczać plebanię. Dotąd po jej podwórku biegały dwa dorodne wilczury, które miały bronić sutan-nowego przed ewentualną napaścią. Teraz wynajął dodatkowo firmę ochroniarską „Tarcza” z Ostrołęki, która strzeże „jego” mienia, a proboszcza zaopatrzyła w pilota antynapadowego.

Pozbycie się Dudka nie należy do zadań najłatwiejszych, zaś kuria nie ma na to pomysłu. Na pytanie „FiM” o sytuację w Krysiakach jej kanclerz – prałat Tadeusz Śliwowski– odpowiedział poirytowanym głosem: „Odmawiam odpowiedzi”.

###

W niedzielę 18 lutego mszę w parafii odprawiał delegat z Łomży. Kiedy tylko proboszcz Dudek pojawił się na ambonie, parafianie ostentacyjnie opuścili świątynię.

Sołtys Marian Trzciński mówi, że poczekają jeszcze tydzień na realizację obietnicy biskupa. Później wezmą sprawy w swoje ręce…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 8(364)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: