Lista najbogatszych ksieży

Już po raz drugi przygotowaliśmy listę najbogatszych księży. Wzięliśmy pod uwagę m.in. zewnętrzne objawy bogactwa: rezydencje, samochody, wysokość płaconych w knajpach rachunków. W stosunku do naszej ubiegłorocznej ekstraklasy zmiany są niewielkie, co dowodzi, że tej grupie biznesmenów żyje się spokojniej, niż kapitalistom obarczonym żonami.

Żaden z naszej dziesiątki nie trafił do pierdla, co notorycznie zdarza się najbardziej przedsiębiorczym z listy „Wprost”. Najwyraźniej służyłoby rozwojowi kapitalizmu w Polsce, gdyby wszyscy biznesmeni za strój roboczy przyjęli sutannę.

Księża z ubiegłorocznej listy kwestionowali swoje miejsca w rankingu. Dotarły do nas pretensje Jana Górnego i Henryka Jankowskiego, którym wydawało się, że złośliwie nie opatrzyliśmy ich nazwisk numerem „jeden”. Przypominamy więc: o kolejności decydował i decyduje alfabet, a nie zawartość kiesy, którą trudno podliczyć co do złotówki.

Spuszczeni

W porównaniu z ubiegłoroczną, nie ma na naszej liście trzech nazwisk: Bogusława Bijaka, Jana Halberdy oraz Bronisława Piaseckiego.
BIJAKA, nadpasterza Wilanowa, w którym mieszkają Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy i Jerzy Urban, wykreśliliśmy, bo chłop przestał iść do przodu.
Forsy ma Bijak, ile miał, ale jej nie pomnaża. Wyszedł z biznesu książkowego. Zrezygnował z uprawiania polityki, która dawała mu nie tylko splendory, ale tzw. środki. Jego rolę przejął w „Warszawce”, dysponujący mniejszym talentem i na razie mniejszym szmalem, ksiądz Bronisław Maj.
BRONISŁAW PIASECKI skromny, acz sowicie wyposażony przez kardynała Wyszyńskiego w ziemskie dobra jego osobisty kapelan, zniknął z oczu i ust kumpli w sutannach.
Na księdzu HALBERDZIE, naszym ulubionym bohaterze, postawiliśmy krzyżyk z zupełnie innych przyczyn. Jak nieraz pisaliśmy, nie wystarczyło mu talentu i daru przewidywania. Jako dyrektor ekonomiczny elbląskiej kurii nabrał furę pożyczek (co najmniej 100 mld st. zł), które zainwestował w sieć sklepów, budowę domu dla nieuleczalnie chorych, diecezjalnego seminarium, kurii.
Kiedy odziedziczył go w 1990 r. biskup Śliwiński, Halberda cieszył się opinią superrzutkiego faceta, któremu pieniądze mnożą się w rękach. Renoma była zasłużona, tyle że wypracowana w innych czasach. Za komuny Kościół spłacał pożyczkę zaciągniętą w państwowym banku… rozmową z urzędnikiem Wydziału ds. Wyznań. Na pożyczkę prywatną wystarczyło gotówki z Zachodu, który dziś woli ratować świątynie kaliningradzkie.
Po bankructwie elbląska kuria, ustami swego szefa, wyparła się Halberdy, którego ciągają teraz po sądach.

Nowi

Osoby, które pojawiły się na liście po raz pierwszy, preferują boży biznes. Szansę na sukses w nim wyczuły również „osoby duchowne”, które nigdy nie dostąpiły sakramentu kapłaństwa („NIE” nr 31/95). Malarz pokojowy, Kazimierz Domański, fundnął sobie prywatny kościół w Oławie pod Wrocławiem; traktorzysta, Stanisław Kaczmar ­ w Chotyńcu (Przemyskie); rolnik, Stefan Gwiazda ­ w Wykrocie (Łomżyńskie). Wszyscy żyją godnie i chwalą spółkę cywilną z Panem B.

EUGENIUSZ MAKULSKI, ksywa „Szejk”, zarządza najjajeczniejszym w Europie, bo schlebiającym najpodlejszym gustom, centrum religijnej rozrywki, tj. sanktuarium w Licheniu. Prócz stałych profitów, wpadają mu w łapę datki ekstra. Ponieważ rozpoczął budowę największego kościoła Pomrocznej, bez żenady rozsyła po Polsce i świecie, przyjmowane ze zrozumieniem, żebracze listy.
Nieźle się ma zawiadujący Częstochową JAN NALASKOWSKI, Generał Zakonu Paulinów, który, przebudowując jasnogórskie wały, ma pretekst do głośnego wołania o pieniądze. Jak wyschnie to źródełko i nie dopiszą pątnicy, zawsze sobie poradzi założeniem elitarnego bractwa Rycerzy Orderu Czarnej Madonny, czy innego Błękitnego Gołębia. Metodę tę stosował i okazała się skuteczna, tj. pieniądzorodna.
Olbrzymie dochody osiąga również, szefujący toruńskiemu Radiu „Maryja”, ojciec TADEUSZ RYDZYK. Jego firma nawet nie odczuła kradzieży ze skarpetki 217 tysięcy marek niemieckich („NIE” nr 29/95). Prokuratura Rejonowa w Bydgoszczy, która od pół roku mozoli się nad wykryciem sprawców, do chwili składania tego numeru nie przedstawiła nikomu zarzutów i nie chciała ujawnić, czy zgłoszona przez Rydzyka kradzież naprawdę miała miejsce. Niewykluczone, że chodziło o mistyfikację.
Z własnym zakonem, tj. jezuitami, Rydzyk przestał się rozliczać już dawno. Krytyczne uwagi Pieronka ma w tym samym miejscu, w którym Makulski gromadzi niechęć Glempa. Gdyby słuchacze Rydzyka, albo fani Makulskiego, w obronie religii jarmarcznej oraz swych duchowych przywódców obrazili się na Episkopat, to zostałby mu w Polsce tylko Adam Michnik i armia własnych urzędników.

Reszta

GŁÓDŹ żyje z oficjalnych generalsko-biskupich apanaży, odkłada na czarną godzinę z łapówek, za które sprzedaje oficerskie gwiazdki („NIE” nr 24/95).
GÓRNY, który zaczął od własnego sklepu w Rzymie, prowadzi rozległe interesy handlowe. Ofertę poszerzył w minionym roku o książki. Pięcioma psami, stanowiącymi postrach ulicy, wzmocnił obronność, wyposażonej w kraty i systemy alarmowe, własnej willi przy ulicy Brzozowej w Olsztynie.
JANKOWSKI nie wyprowadził się z plebanii, nie zmienił przyjaciół (Niemczycki), umeblowania (antyki), ani przyzwyczajeń (imprezy i własne medale, nadawane możnym tego świata). Nie zmienił też branży ­ fortunę zbija na handlu znajomościami i układami. Swemu biskupowi, Gocłowskiemu, za którym, z wzajemnością, nie przepada, zamknął buzię zamontowaniem w kościele św. Brygidy nowych organów.
Dobrze się mają administratorzy cmentarzy, ksywa „Hienki”. W Warszawie zarabia na trupach wieczny kandydat na biskupa ­ KRÓL, w Sosnowcu ­ WICIŃSKI. Kasują za miejsce i wybudowanie nagrobka. Ta ostatnia stawka jest ruchoma, na ogół haracz wynosi od 10 do 20 procent wartości pomnika. „Hienki” nie sprzedają grobów hurtem, w drodze przetargu, i na ogół biorą pod uwagę możliwości płatnika, więc cieszą się wśród osób starszych lepszą sławą, niż np. Zarząd Miasta Cieszyna.
Średnio mają się właściciele bądź dyrektorzy religijnych wydawnictw i hurtowni książek. Pomniejsi i gorzej ustawieni plajtują. Najlepiej wychodzi się na zleceniach druku, opłacanych przez MEN, podręczników do religii, bądź opłacanych przez MON, katechizmów żołnierza polskiego.
Hurtownia książek MARTYNY dalej pozwala na częściowe finansowanie krakowskiej kurii. Nieźle przędzie KRUCINA, którego wydawnictwo ma monopol na wydawanie książek ks. Mieczysława Malińskiego. Chodzi o wznowienia utworów poświęconych papieżowi. Nowe dzieła nie powstają, bo Jan Paweł II obraził się na swego hagiografa za zbytnią poufałość, której ten się rzekomo dopuścił. Do grona finansowych potentatów dołączył w tym roku ks. PUDEŁKO, dyrektor wydawnictwa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Trafił mu się hit w postaci „Przekroczyć próg nadziei” Jana Pawła II, która to książka sprzedawała się ponoć tak dobrze, jak dzieła Urbana.

Szara masa

Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy, że rozmnożonym przez Jana Pawła II, jak króliki, polskim biskupom nadal wiedzie się kiepsko. Żyją z tac, przekazywanych przez parafie, opłat za rozwody i ekstra ofiar biznesmenów w sutannach. Zhardział wymiar sprawiedliwości i za nic ma poręczenia, składane przez Kościół w zamian za datek. Taki arcybiskup szczeciński, Marian Przykucki, w październiku br. osobiście poręczył za właściciela lodowego królestwa „Ecco”, aresztowanego pod zarzutem wymuszenia rozbójniczego, i osiągnął efekt całkowicie niezamierzony: trafił razem z protegowanym na pierwsze strony regionalnej prasy.
Księża, którzy nie znaleźli się na liście „NIE”, ale dobrze rokują, robią w handlu samochodami. Sprowadzają je w dużej liczbie na „cele kultowe”, tj. bez opłat granicznych, potem puszczają między owieczki, stosując ceny dumpingowe. W samym tylko Świecku, jednym ze stu czterdziestu ośmiu przejść granicznych Pomrocznej, odprawiono w 1994 roku 1443 kościelne samochody („NIE” nr 6/95). Co sprytniejsi, zamiast fatygować się przywozem i sprzedażą wozów, opylali zawodowym handlarzom pisemne upoważnienia. Księża sprawdzają się zarówno w paserstwie (woj. pilskie, „NIE” nr 35/95), usługach pogrzebowych (Starogard Gd., „NIE” nr 33/95), turystyce („Betania”, Gąski, woj. koszalińskie), uprawianiu roli, prowadzeniu młynów (Kuria Elbląska) jak i świadczeniu usług parkingowych. Te ostatnie ćwiczą np. wielebni z Cedyni, którym miejscowa władza przekazała komunalny przygraniczny parking, żeby sobie chłoptasie dorobili parę groszy do tacy. Szmal przynoszą okolicznościowe bibeloty, wciskane w trakcie chrztów czy pierwszej komunii, fotografowanie i filmowanie chrztów, ślubów i pogrzebów, coraz powszechniej zarezerwowane dla kuriewnych specjalistów.
Księża bardzo sobie chwalą ustawę podatkową, pozwalającą na odjęcie od podstawy opodatkowania 10 proc. dochodów, jeśli przekaże się je „na cele kultu religijnego”. Sług Pana B. nikt nie rozlicza, więc z największą radością za sto nowych złotych wystawiają kwit, że ofiarodawca dał im kwotę dziesięć razy większą. Traci, jak zawsze, skarb państwa oraz frajerzy, którym nie przyjdzie do łbów, że najlepiej przekręcać fiskusa z wielebnymi.

[1996] Tygodnik NIE Nr 06/1996

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: