FiM – Tajne więzienie Głódzia

Mamy dowody uzasadniające podejrzenie, iż metropolita gdański dopuścił się kilku poważnych przestępstw i że znęca się nad zwierzętami. Z premedytacją.

Gdańsk, dzielnica Stare Szkoty, ul. Brzegi 51. To adres posiadłości składającej się z zabytkowego XIX-wiecznego budynku,usytuowanego na działce o powierzchni ponad 6 tys. mkw. Od strony ulicy szczelny drewniany płot, przy furtce kamera i domofon z wizytówką „rezydencja”. Tył posesji zabezpiecza wysoki, betonowy mur. Nikt bez zaproszenia do środka nie wejdzie, a z zewnątrz niczego nie zobaczy. Obiekt jest osobistą rezydencją abp. Sławoja Leszka Głódzia.

Wymościł ją sobie za ciężkie miliony (np. tylko stolarka okienna kosztowała 310 tys. zł, z czego 132,5 tys. zł ofiarował mu Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego), gdy w historycznej, wielkiej siedzibie biskupów w Gdańsku-Oliwie pieskom ekscelencji zrobiło się trochę ciasno, a na domiar złego nie mógł tam hodować kur. „Psy przyjechały ze mną z Warszawy. Wilczury niemieckie Maks i Aza. Jeszcze młode. Zawsze miałem zwierzęta. W Warszawie były też kury i koguty, które nam piały, budząc nas już o trzeciej rano. To nie naruszało jednak ani skupienia, ani też ciszy innym, bo w pobliżu nie było domów mieszkalnych. W Oliwie trudno kury hodować” – tłumaczył konieczność przeprowadzki reporterce „Dziennika Bałtyckiego” (wypowiedź z sierpnia 2009 r.).

Mimo płotu, murów, kamer oraz Maksa i Azy zdołaliśmy przeniknąć do środka. Nie kierowała nami pusta ciekawość, lecz wiarygodny sygnał, że znany z pasji myśliwskich Głódź stworzył prywatne, tajne więzienie dla dzikich zwierząt.

– Obawiam się, że je po prostu zarżnie przed jakąś specjalną okazją i przerobi na kiełbasy – zaalarmował znajomy „FiM” gdański duchowny.

Południowo-zachodni narożnik rezydencji w Starych Szkotach stanowi charakterystyczną enklawę. Ma formę czworoboku odgrodzonego od strony frontowej wysoką stalową siatką, trzy boczne krawędzie to ściany z betonu. Tuż przed nimi słupki połączone kablami (tzw. pastuch elektryczny). Z pomiaru krokami wynika, że wydzielony teren ma powierzchnię około 400 mkw. Przebywają tam co najmniej trzy – wciąż jeszcze żywe – daniele, w tym jeden samiec. Tyle zobaczyliśmy na własne oczy. Drewniana wiata wypełniona sianem służy im jako paśnik
i noclegownia. Czy to legalne?

Według ustawy Prawo łowieckie wszystkie tzw. dzikie zwierzęta łowne, czyli daniele, sarny, zające, lisy, kuropatwy, bażanty i inni mieszkańcy polskich lasów wystawiane okresowo na odstrzał (pełną listę gatunków ustala rozporządzenie Ministra Środowiska z 11 marca 2005 r.), „jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa” (art. 2), zaś każde „działanie zmierzające do wejścia w ich posiadanie w sposób niebędący polowaniem albo z naruszeniem warunków dopuszczalności polowania” jest kłusownictwem (art. 4 ust. 3). Ustawa definiuje szereg zakazów i określa odpowiedzialność karną za ich złamanie: obok najczęściej spotykanego kłusownictwa („Kto wchodzi w posiadanie zwierzyny za pomocą (…) niedozwolonych środków podlega karze pozbawienia wolności do lat 5”) wymienia m.in. „przetrzymywanie zwierzyny bez odpowiedniego zezwolenia” (do 5 tys. zł grzywny).

Kwestię owego zezwolenia reguluje przepis art. 9 ust. 2, który powiada, że „starosta może wyrazić zgodę, na okres do 6 miesięcy, na przetrzymywanie zwierzyny, osobie, która weszła w jej posiadanie w wyniku osierocenia, wypadku lub innego uszkodzenia ciała zwierzyny, mając na uwadze potrzebę podjęcia koniecznej opieki i leczenia. Zwierzyna ta powinna następnie być przekazana uprawnionym podmiotom w celu dalszej hodowli”. W miastach na prawach powiatu (czyli także w Gdańsku) rolę starosty pełni prezydent, a stosowny dokument podpisuje w jego imieniu upoważniony dyrektor wydziału wykonującego zadania z zakresu rolnictwa i/lub ochrony środowiska.

Nie ujawniając, gdzie i co widzieliśmy, zadaliśmy kompetentnym urzędom kilka pytań. Oto odpowiedzi:

– Od początku 2012 r. do dzisiaj (rozmawialiśmy 12 lutego – dop. red.) nikt nie wystąpił do nas o zgodę na czasowe przetrzymywanie dzikich zwierząt. Nie wydaliśmy żadnego zezwolenia ani nie przygotowywaliśmy jakiejkolwiek dokumentacji w takiej sprawie. Jestem absolutnie pewna – podkreśliła Grażyna Wracławek, kierowniczka Referatu Przyrody i Rolnictwa Wydziału Środowiska Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

– Nic mi nie wiadomo, żeby gdzieś w obrębie miasta ktoś trzymał na działce grubą zwierzynę. Jeśli faktycznie są więzione, to sprawca działa nielegalnie i zostanie ukarany. Proszę tylko o adres. Natychmiast sprawdzimy oraz podejmiemy odpowiednie kroki prawne – zapewnił Krzysztof Dymkowski, komendant wojewódzki Państwowej Straży Łowieckiej w Gdańsku, formacji o charakterze policyjnym, wyspecjalizowanej w zwalczaniu przestępczości i szkodnictwa leśnego.

Zaprzyjaźniony z „FiM” leśniczy mówi: – Odstępstwa od zakazu chwytania i przetrzymywania dzikich zwierząt stosowane są incydentalnie i tylko w przypadkach szczególnych. Przepisy kategorycznie i jednoznacznie zabraniają przygarnięcia nawet zbłąkanego „niemowlaka” sarny lub zająca, ponieważ ich domem jest las. Gdy nie chcą wyjść z działki, trzeba zawiadomić najbliższe nadleśnictwo lub inspektorat weterynaryjny, a oni już zrobią, co należy. Głódź jest doświadczonym myśliwym, więc doskonale o tym wie. Te zwierzaki są bez przerwy na skraju zawału serca, jeśli oddziela je od wilczurów tylko druciana siatka.

Przedstawione wyżej reguły ustawowe w kontekście wyjaśnień urzędników uzasadniają – naszym zdaniem – podejrzenie, że Głódź jest kłusownikiem (chyba nikt rozumny nie uwierzy, jakoby daniele przyszły do niego dobrowolnie i poprosiły o lokum) oraz potencjalnym złodziejem (bezprawnie ukrywa w bliżej jeszcze nieokreślonym celu „dobro ogólnonarodowe stanowiące własność Skarbu Państwa”), a wtrącając dzikie zwierzęta do swojego prywatnego więzienia, zgwałcił etykę myśliwską. Złożyliśmy w tej sprawie oficjalne zawiadomienia do gdańskiej prokuratury i Straży Łowieckiej oraz rzecznika dyscyplinarnego Polskiego Związku Łowieckiego w Warszawie. Twarde dowody w postaci dokumentacji fotograficznej podaliśmy im na przysłowiowej tacy. O następstwach będziemy informować…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 8(667)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: