FiM – Margines namiętności

Biskup Tadeusz Pieronek wyraził życzenie, aby dziennikarze przestali pleść o pedofilii wśród duchowieństwa, bowiem zjawisko to „jest w Kościele marginesem”, a „żadna siła nie powstrzyma namiętności”. Margines systematycznie się poszerza…

W piątek 1 lutego na stronie internetowej jednej z najznakomitszych parafii diecezji bydgoskiej ukazał się komunikat: „Pragnę gorąco podziękować wszystkim drogim mi Parafianom i Sympatykom naszej świątyni za owocną współpracę. Na moją prośbę ks. bp Jan Tyrawa zlecił mi obowiązki kapelana Szpitala… i Hospicjum…” (w miejscach wykropkowanych pełne dane szpitala i placówki opieki paliatywnej – dop. red.). Podpisał się pod nim znamienity ksiądz prałat, doktor teologii Mirosław K., dotychczasowy proboszcz, który dekretem ordynariusza Tyrawy jeszcze tego samego dnia został w charakterze rezydenta przeniesiony do parafii obejmującej swym zasięgiem szpital i hospicjum. Duchowny nie wyjaśnił wiernym motywów tego zaskakującego transferu, zaś kuria tradycyjnie nabrała wody w usta. Nie odbyło się też żadne uroczyste pożegnanie, jak to zwykle bywa przy naturalnych rotacjach kadrowych.

Ksiądz Mirosław dowodził parafią przez pięć lat. Wcześniej był wykładowcą w seminariach duchownych, pracował na wyższych uczelniach, jeździł po kraju z odczytami na tematy biblijne. Jest autorem licznych artykułów opublikowanych w specjalistycznych periodykach, tłumaczeń i kilku własnych pozycji książkowych. Ponieważ posada kapelana w placówkach medycznych uchodzi za jednoznaczny objaw „wyautowania”, diecezja trzęsie się od domysłów, co sprawiło, że utytułowany prałat wylądował tak nisko. Odpowiadamy: 10 grudnia 2012 r. Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Południe wszczęła śledztwo z art. 200 par. 1 k.k. („Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej, lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”), w którym pojawiło się nazwisko księdza K., wskazanego przez krewną pokrzywdzonego jako sprawca molestowania. Postępowanie (powierzone do dalszego prowadzenia policji) toczy się „w sprawie”, czyli bez przedstawienia zarzutów konkretnemu podejrzanemu, a dotyczy nieodległej przeszłości, bowiem – jak wyjaśnia prokuratura – domniemana ofiara jest już dzisiaj osobą „prawie dorosłą”.

###

Choć ksiądz Andrzej O. wciąż jeszcze figuruje jako wikariusz na stronie internetowej największej parafii w Siedlcach, a miejscowe gimnazjum wykazuje go na liście nauczycieli religii, to faktycznie od kilkunastu dni urzęduje na posadzie wikarego w peryferyjnej wsi Ł., dokąd dyskretnie wyekspediował go ordynariusz bp Zbigniew Kiernikowski. Powód?

– Ksiądz Andrzej trafił do Siedlec latem 2012 r. W naszej szkole był zaledwie jeden semestr i zniknął w trakcie ferii zimowych. Miał kłopoty obyczajowe związane z zajęciami parafialnymi. Matka jednego z ministrantów opowiadała mi, że wybranych chłopców obłaskawiał drobnymi upominkami, woził na pizzę, a przy okazji dobierał się do niektórych. Także do jej syna, więc informacja jest wiarygodna. Gdy rodzice dzieci zaalarmowali proboszcza, ten odsunął wikariusza od ministrantów. Było to zaledwie miesiąc, może dwa po jego przyjeździe do parafii. Nikt nie złożył doniesienia do prokuratury, bo ludzie boją się Kościoła, rozgłosu, wstydu. Proboszcz zawiadomił kurię, ale biskup chyba nie chciał robić szumu i dlatego zwlekał z odwołaniem – relacjonuje nauczycielka gimnazjum.

Ksiądz S. W., proboszcz z Siedlec, zapytany przez dziennikarza „FiM”, co się stało, że jego podkomendny zniknął, odparł: – No cóż, był i nie ma.

Krystyna Gołąbek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Siedlcach: – Od początku 2012 roku do połowy lutego 2013 roku w okręgu siedleckim nie zarejestrowano żadnego postępowania dotyczącego podejrzenia popełnienia przez księdza katolickiego przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności.

Sprawdzając kolejne etapy kilkunastoletniej kariery zawodowej ks. Andrzeja, odkryliśmy ciekawe zjawisko: początkowo wszystko toczyło się rutynowo, czyli w rytmie 3–4 lata na jednej placówce (wyjątkowo długo we wsi S., gdzie zaliczył siedem wiosen), aż nagle zaczęto go przenosić tak szybko, że niemal bez przerwy siedział na walizkach. Dla ilustracji: w czerwcu 2011 r. został zwolniony z parafii w S. i przeniesiony do P., skąd usunięto go na początku lipca 2012 r. i oddelegowano do Siedlec, by już w lutym 2013 r. wyekspediować do wspomnianej wsi Ł.

Ponieważ za takimi nerwowymi kościelnymi „przerzutkami” kryje się zazwyczaj chęć ukrycia człowieka, popytaliśmy specjalistów od ścigania. Mówi policjant z Białej Podlaskiej: – Pamiętam, że jakieś dziesięć lat temu wpłynęło na niego doniesienie o molestowaniu, ale sprawę zatuszowano. Prawdopodobnie rodzice wzięli kasę i odpuścili albo kuria załatwiła mu „immunitet”. W każdym razie szybko ewakuowali go z miasta i przenieśli na przeciwległy kraniec diecezji do parafii w S. Słyszałem, że utknął tam na wiele lat.

Teraz utknął w Ł. Zobaczymy, na jak długo…

###

18 lutego Prokurator Rejonowy w Wałbrzychu skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko aresztowanemu w maju ubiegłego roku 49-letniemu o. Hubertowi S. (na zdjęciu), franciszkaninowi Prowincji Wniebowzięcia NMP, mającej swoją centralę w Katowicach-Panewnikach. Okazało się, że potwierdzono wszystkie opisywane przez nas wyczyny pedofilskie duchownego z najwyższej kościelnej „półki”, lepiej znanego pod imieniem zakonnym Iwo (por. „Uczucia ojcowskie” – „FiM” 32/2012). Oto oficjalne zarzuty:

# W marcu 2012 roku na terenie Domu Dziecka w Nowym Siodle dopuścił się wobec 10-letniego wychowanka tej placówki molestowania seksualnego w postaci tzw. innych czynności seksualnych;

# W kwietniu 2012 r. za pomocą SMS-ów składał 13-letniemu wychowankowi tego samego ośrodka propozycje wykonania czynności seksualnych;

# Na użytkowanych przez siebie dwóch laptopach gromadził filmy i zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci.

Za pierwsze przestępstwo grozi mu kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności, a za propozycje oraz posiadanie pornografii dziecięcej – do 2 lat. Ojciec Hubert wyparł się wszystkiego. Zaprzeczył, jakoby jego zachowanie wobec pokrzywdzonych chłopców miało podteksty, a jeśli chodzi o komputery, to niechybnie ściągnął mu te paskudztwa jakiś wirus.

– W toku śledztwa ustalono, że w 2011 r., kiedy oskarżony był kapelanem szpitalnym i odprawiał msze na terenie Szpitala Rehabilitacyjno-Ortopedycznego w Wrocławiu, poznał przebywającego tam na leczeniu małoletniego wychowanka Domu Dziecka z Nowego Siodła. Duchowny zaczął następnie odwiedzać chłopca, a także innych podopiecznych tej placówki. Szczególnie bliskie relacje nawiązał z trzema braćmi oraz czterema innymi chłopcami, z którymi spędzał najwięcej czasu, obdarowywał ich prezentami w postaci słodyczy, ubrań, a także telefonu komórkowego oraz pieniędzy. Po pewnym czasie, przy aprobacie personelu domu dziecka, wystąpił do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu IV Wydział Rodzinny i Nieletnich o wyrażenie zgody na zabieranie dzieci na przepustki do Wrocławia, do miejsca swojego zamieszkania na terenie Zakonu Ojców Bonifratrów. Z czasem zachowanie oskarżonego wobec kilku chłopców zaczęło budzić niepokój wśród starszych wychowanków i pedagogów. Ostatecznie siostra jednego z pokrzywdzonych chłopców ujawniła w jego telefonie komórkowym obleśne SMS-y, o czym zawiadomiła niezwłocznie wychowawców, a ci organy ścigania – potwierdza nasze wcześniejsze ustalenia Ewa Ścierzyńska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Okolicznością, o której nikt nie mówi, jest fakt, że do czasu aresztowania ojciec doktor Iwo S. uchodził za jednego z najlepszych w Polsce specjalistów z dziedziny muzyki kościelnej. Był wicedyrektorem Metropolitalnego Studium Organistowskiego we Wrocławiu (instytucja archidiecezjalna podległa bezpośrednio abp. Marianowi Gołębiewskiemu), założył i dyrygował zespołem Schola Gregoriana Wratislaviensis, otrzymał etat adiunkta w Katedrze Muzykologii Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego i brał udział w pracach ekskluzywnego zespołu naukowego, powołanego przez paulinów do zbadania „tradycji liturgiczno-muzycznej Jasnej Góry”. Gdy wpadł, prowincjał zakonu i arcybiskup solidarnie zaniemówili z wrażenia…

Przed Sądem Rejonowym w Rawie Mazowieckiej toczy się przy drzwiach zamkniętych proces 49-letniego księdza kanonika Sławomira S., byłego proboszcza parafii we wsi Szczuki (diec. łowicka). Dowożony jest na rozprawy z aresztu, bowiem sąd nie przyjął osobistego poręczenia złożonego przez senatora Grzegorza Wojciechowskiego, brata europosła Janusza (obaj z PiS), ani też nie uwzględnił argumentu obrońcy, że jego klient „nie czuje się w areszcie bezpiecznie”. Kanonik jest oskarżony o molestowanie seksualne pięciu ministrantów w wieku 13–15 lat (dziś to już mężczyźni). Gdy jako pierwsi ujawniliśmy szczegóły tej wstrząsającej historii (por. „Wielka noc pedofila” – „FiM” 15/2012), prokuratura dysponowała zeznaniami trzech pokrzywdzonych, przy czym śledztwo miało „charakter rozwojowy”. Okazało się, że znaleziono jeszcze dwie ofiary, nie licząc kilku innych młodzieńców, na których proboszcz wyładowywał swoje „namiętności” – jak to określa bp Pieronek – ale mieli wówczas więcej niż 15 lat.

W kolejce do odpokutowania win czekają ponadto:

# ksiądz Paweł K. z archidiecezji wrocławskiej, którego w ostatnich dniach ubiegłego roku tymczasowo aresztowano na trzy miesiące za pornografię dziecięcą (miał już za nią wyrok 1 roku więzienia w zawieszeniu) i „obcowanie płciowe z małoletnim chłopcem poniżej lat 15” (por. „Pedofil pod kloszem” – „FiM” 1/2013). Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Krzyki-Zachód;

# ksiądz Zbigniew R., były proboszcz z Kołobrzegu, postać wielokrotnie opisywana na łamach „FiM”. Wymierzoną mu karę 2 lat więzienia za to, że „co najmniej dziesięć razy doprowadził 12-letniego M.K. do poddania się czynnościom seksualnym lub ich wykonania”,uprawomocniło orzeczenie Sądu Okręgowego w Koszalinie z 20 grudnia 2012 r.

Kontrolując stan spraw ks. Zbigniewa R., odkryliśmy, że na czas przymusowego urlopu od zajęć duszpasterskich zatrudnił się w… kancelarii komorniczej, gdzie z powodzeniem wykorzystuje nabyte w Kościele umiejętności obdzierania ludzi ze skóry.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 9(678)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: