Siostro nie tak ostro

Kilka miesięcy temu TVN pokazała film, na którym zakonnica szarpie za włosy, bije po twarzy i okłada nastolatkę butami. Szarpana dała pretekst do rękoczynów. Samowolnie zdjęła sandały.

Film nagrali przypadkowi turyści, którzy podobną scenę widzieli już wcześniej i nie mieściło im się w głowach, że siostrzyczka w ogóle się nie krępuje. Zakonnica miała zaś w nosie opinię publiczną. Polska wrażliwość nie jest przesadnie wyczulona na przemoc stosowaną przez damy w habitach. Nie protestowała też bita. 19-letnia Paulina w ogóle nie mówi. I przywykła do faktu, że kobieta w czarnej sukience może wszystko. Podobnie jak koleżanki – 49 dziewcząt chorych na autyzm, Dawna, porażenie mózgowe. Mają od 5 do 25 lat, są pensjonariuszkami Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej, który prowadzi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Paulina mieszka w Studzienicznej siódmy rok, na feralnym spacerze towarzyszyła jej siostra Jadwiga. Po emisji filmu Jadwiga przyznała, że biła. Lokalne media obiegła obietnica, że za karę zostanie odizolowana od dziewczynek i wysłana do klasztoru. Mimo to miejscowy wojewoda poprosił prokuraturę o sprawdzenie, co się dzieje w cieszącej się znakomitą renomą placówce. Bo sprawujące bezpośredni nadzór Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Augustowie mimo incydentu nie mogło się jej nachwalić, a wybitne zasługi sióstr w rehabilitacji i uzdrawianiu chorych przyklepał swoim autorytetem i dyplomem rzecznik praw dziecka. Starosta augustowski Franciszek Wiśniewski sugerował, że film jest fotomontażem i prowokacją sił wrogich Bogu i wartościom.

Siostra Anna, dyrektorka DPS, zaświadczyła o kwalifikacjach i nienagannym morale siostry Jadwigi. – Ja tutaj nie widzę wyraźnie, żeby ona targała ją za włosy. Ona trzyma ją za głowę – oceniła nagranie. Odezwała się nawet matka bitej Pauliny. Oświadczyła, że córka jest trudna i jeśli coś się stało, to zapewne z jej winy. Sprowokowała opiekunkę, a wiadomo, że każdemu mogą puścić nerwy… Atmosfera zrobiła się taka, że siostra Jadwiga wróciła rehabilitować podopieczne. Okazało się, że wcale nie była na zesłaniu w klasztorze, ale na zasłużonym urlopie. Rozmawiałam z rodzicami dziewcząt oddanych do Studzienicznej. Większość to ubodzy rolnicy z północno-wschodniej Polski. Nie interesują się losem córek. Są szczęśliwi, że ktoś zdjął z ich ramion ciężar. Nie chcą, żeby wróciły do domów. Przecież w Studzienicznej mają pokoje z łazienkami, kaplica na miejscu, codzienna msza. Nawet ubranie dostają za darmo. Chłopi uważają, że bicie to tak samo dobra metoda wychowawcza jak inne.

Pewnie prokuratura umorzyłaby śledztwo z powodu niezaistnienia przestępstwa, ale odezwała się Kasia, 20-latka rozumiejąca, co się wokół niej dzieje. Spędziła w Studzienicznej 3 lata. Rodzice widzieli, że pozostawienie na łasce sióstr to dla niej wyrok i zabrali ją do domu. Kasia opowiedziała, że siostra Jadwiga już wcześniej biła Paulinę. Za to, że dziewczynka próbowała ściągnąć jej welon, że nie chciała jeść, że nie słuchała poleceń… Siostra Jadwiga nie była wyjątkiem. Inne siostrzyczki też biły.

W końcu 2009 r. „Gazeta Współczesna” odkryła, że usiłowała popełnić samobójstwo od kilkunastu lat przebywająca u sióstr Beata, 21-letnia pensjonariuszka DPS. Wylądowała w szpitalu. O samobójczej próbie nikt nie poinformował policji. Podobnie o wcześniejszych. – Nie ma takiego obowiązku – skwitowała dyrekcja placówki. Psycholodzy twierdzą, że niepełnosprawni umysłowo nie mają tendencji samobójczych, za to przemoc i upokorzenia znoszą gorzej niż zdrowi rówieśnicy. Nie rozumieją warunków obiektywnych, które mogły wpłynąć na zachowanie kata. Nie kojarzą, że siostra ma zły dzień, bo nie przyszedł oczekiwany list z domu, a wiatr wieje nie z tej strony. Moja wina – myślą.

Niedawno akt oskarżenia przeciwko siostrze Jadwidze trafił do sądu. Odpowie za jednorazowe naruszenie nietykalności cielesnej wychowanki. Kobieta ma 66 lat. Obecnie jest na emeryturze, ale gdyby nie Paulina, dalej wychowywałaby niepełnosprawne. Choć historia zbulwersowała Polskę, nikt jakoś nie zapytał, czy osoby w tym wieku powinny wykonywać pracę wymagającą wielkiej odporności na stres? Ile starych sióstr często ostatkiem sił haruje w finansowanych przez państwo domach opieki, bo powołań coraz mniej? Incydent nie wywołał też żadnej dyskusji o tym, że iluzoryczna jest kontrola sprawowana przez państwo bądź samorządy nad przykościółkowymi domami opieki. Zakonnica twierdzi, że była w sytuacji przymusowej – została zaatakowana przez podopieczną. Poprosiła sąd o umorzenie postępowania z uwagi na niską społeczną szkodliwość czynu. Sąd uznał, że aby rozważyć prośbę, musi wyrobić sobie własny pogląd na sprawę, czyli przeprowadzić proces.

Matka Pauliny modli się, żeby w efekcie tej afery córka nie wróciła do domu. W jej ocenie w zupełności wystarczy, jeśli sprawę rozsądzi Bóg.

[2010] Tygodnik NIE Nr 25/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: