FiM – Krajobraz po molestowaniu

Wszyscy mnie opuścili, nawet arcybiskup. Co ja mam teraz zrobić? Takie pytania zadaje ksiądz z Tylawy. Ponad rok toczyło się przeciwko niemu postępowanie. Jak wynika z ustaleń, pleban przez trzydzieści lat zabawiał się z małymi dziewczynkami.

Sprawa od początku śmierdziała i próbowano ją wyciszyć, zastraszając świadków. Nie udało się. Akt oskarżenia trafił właśnie do sądu.

Proboszcza M. z gminy Tylawa poznała cała Polska. Pisała o nim prasa, telewizja pokazywała reportaże. Dzisiaj już mało kto pamięta o tamtych wydarzeniach.

W sobotnie przedpołudnie docieram do Tylawy. Kościółek na górce widać z daleka. Przed szkołą cicho. Drogą prowadzącą na Słowację przejeżdżają co dzień setki samochodów. Nikt się tutaj nie zatrzymuje. Za blisko od granicy, a i atrakcji turystycznych nie ma tu wcale. Jest jeden zajazd. Gości niewielu. Pytam dziewczynę za barem, co sądzi o całej tej sprawie. – Ja tam nie wiem. Ludzie różne rzeczy opowiadali, ale teraz ucichło. Proboszcz nadal mieszka na plebanii. Młody ksiądz, który przyszedł na jego miejsce, dojeżdża z Dukli.

– Jak ten młody odprawia mszę, to proboszcz obserwuje go z konfesjonału. Za ofiarą chodzi – mówi mieszkaniec Tylawy, który do zajazdu wpadł na piwo. – Ale żeby kto mu złe słowo powiedział, to nie. My tylko chcieli, żeby nie uczył. A do spowiedzi już baby nie jeżdżą do innych wsi, tylko chodzą do młodego.

Wszyscy mnie opuścili
Posądzany od dwóch lat o molestowanie dzieci proboszcz nie prowadzi lekcji religii od grudnia. – Dobrze, że odszedł ze szkoły, długo to trwało, ale na szczęście już nie uczy. Mieszka na plebanii, chodzi po wsi i opowiada, że wszyscy, nawet ksiądz biskup, go opuścili – mówią parafianie. Nowy ksiądz pojawił się w parafii w październiku zeszłego roku. Od grudnia ubiegłego roku prowadzi wszystkie lekcje religii. Odprawia też msze w tutejszym kościele. Ale na plebanii nie mieszka, proboszcz mu nie pozwala. W czerwcu 2001 roku doniesienie w sprawie molestowania małoletnich dziewczynek do prokuratury złożyła mieszkanka wsi Zyndranowa, Lucyna Krawiecka – żona księdza greckokatolickiego. Już pod koniec maja ksiądz wiedział, że coś się w jego sprawie dzieje, bo mówił z ambony: – Gdybym ja był winny, tobym tu nie stał, mszy bym nie odprawiał. Ci, co o mnie rozsiewają takie plotki, chcą mi zabrać kościółek. Ale trzeba mieć dowody, taśma to nie dowód, można ją spreparować. Nie takie rzeczy się robi.

Taśmy te – to nagrania rozmów z dziećmi. Rozmowy te przeprowadzała i nagrywała L. Krawiecka. Kolejne doniesienie, po przesłuchaniu owych taśm i po rozmowach z kilkoma dziewczynkami, złożył… zakonnik z Krakowa, zaprzyjaźniony z rodziną Krawieckich. Tego się nikt nie spodziewał, więc dewoty zaczęły rozpuszczać paskudne plotki na temat Krawieckiej i zakonnika. Trzeba dodać, że zakonnik przez wiele lat pracował w Ameryce Południowej właśnie z molestowanymi dziećmi, więc miał spore doświadczenie.

Robił się czerwony
Śledztwo wszczęto w czerwcu 2001 roku. Prowadziła je Prokuratura Rejonowa w Krośnie pod wodzą dzielnego prokuratora Stanisława Piotrowicza, o którym całe Krosno wie, że dla sukienkowych zrobi wszystko albo jeszcze więcej.

Jak można było przypuszczać, w listopadzie 2001 r. prokuratura sprawę umorzyła, bo w postępowaniu księdza nie dopatrzyła się czynów zabronionych. To, że ksiądz – jak wynikało z relacji dzieci – ściskał je, przytulał, dotykał, pchał łapy pod majtki i bluzki, całował wpychając do buzi swój jęzor, było – zdaniem prokuratury – zachowaniem naturalnym!

– Robił się taki czerwony na gębie i tak dziwnie sapał – to część opowiadania jednej z dziewczynek.

Niejednokrotnie miało to miejsce na lekcjach religii, a zdarzało się też, że dzieci nocowały u klechy na plebanii. On je kąpał, bo jak to wiejskie dzieci, były brudne.

To wszystko ustaliła, po przesłuchaniu kilkudziesięciu osób, prokuratura. Ale cwany klecha oświadczył, że to, co robił, nie miało podłoża seksualnego, a wynikało z niewinnego, ojcowskiego uczucia. Prokurator Piotrowicz uznał tłumaczenia proboszcza za jak najbardziej wiarygodne.

W sprawie tej decyzji głos zabrał abp przemyski Józef Michalik, który od początku jak lew bronił proboszcza M. W swoim oświadczeniu w KAI stwierdził: „Orzeczenie prokuratora nie wymaga komentarza. Poczucie dobroci Boga
każe nam ufać, że Bóg nie odwróci się od kłamców, a więc wszystkich, którzy nie chcą żyć w prawdzie, i okaże im miłosierdzie”.

Tych, co „nie chcieli żyć w prawdzie”, szlag trafił już kilka minut po ogłoszeniu decyzji. Na szczęście, mniej spolegliwa wobec czarnych eminencji okazała się Prokuratura Okręgowa w Krośnie.

Zakwestionowała decyzję o umorzeniu i 9 listopada 2001 r. zleciła prokuratorowi rejonowemu w Krośnie podjęcie na nowo i kontynuowanie postępowania przygotowawczego. Uznała bowiem, że decyzja o umorzeniu była przedwczesna i że nie wyjaśniono wszystkich istotnych okoliczności. Prokurator Piotrowicz stwierdził, że jest zaskoczony…

Prowadzenie postępowania przekazano prokuraturze w Jaśle.

Sprawą zainteresowała się także posłanka SLD Katarzyna Piekarska (przewodnicząca parlamentarnego zespołu ds. dzieci), która zwróciła się do ówczesnej minister sprawiedliwości, Barbary Piwnik, z prośbą o dal-sze prowadzenie sprawy.

Kiedy toczyło się śledztwo, ksiądz jak gdyby nigdy nic, nadal uczył w szkole, odprawiał msze, miał kontakt z dziećmi zarówno w dzień jak i nocą. Dyrekcja szkoły – z dyrektorem Aleksandrem Kosiorem na czele – niczego złego w tym nie widziała.

Światłych ludzi wkurzało to coraz bardziej.

– On tu jest od 30 lat. Wszystkich zna, wie gdzie piją, wie gdzie się biją. Z tymi z Dukli koleguje, ma układy. Ludzie się boją mówić, bo on ma długie macki. Zna tych ze Straży Granicznej, a tam wiele osób od nas pracuje. On może zaszkodzić.

W domu Lucyny Krawieckiej rozdzwoniły się telefony. Anonimowy męski głos straszył ją i jej dzieci. Policja ustaliła, że telefonowano z plebanii z Dukli. Dziekan Stanisław Siara zaprzeczył, ale wykazy rozmów nie kłamały. – Każdy może wejść i zadzwonić z plebanii – tłumaczył dziekan Siara…

Akurat, już widzimy, jak „każdy” wchodzi na plebanię i dzwoni, gdzie mu się żywnie podoba. Ale w Krośnie uznali, że to możliwie i umorzyli śledztwo. Krawiecka się odwołała. Tym razem Prokuratura Rejonowa w Brzozowie nie uwierzyła w bajeczki czarnego dziekana. Akt oskarżenia trafił do sądu.

Próbowano także zastraszyć innych świadków, straszono ich odebraniem dzieci, kłopotami w szkole itp. Nikt się nie zląkł i nie wycofał. Do prokuratury zgłaszały się natomiast dorosłe kobiety, które były molestowane przez proboszcza w dzieciństwie. Ludzie pisali listy do arcybiskupa, kurii, gazet. – Próbowaliśmy rozmawiać, ale to nic nie dało – mówi jedna z parafianek, zaangażowana w sprawę księdza. Ci ludzie, którzy mają mocną wiarę, nie tylko w Boga, ale i w księdza, są pogubieni. Im trzeba pomóc. Tu by się psycholog przydał. A z nimi nikt nie chce rozmawiać. Duma i buta abpa Michalika jest zatrważająca. Niewątpliwie za jego namową zboczony ksiądz nagle poszedł na zwolnienie lekarskie. Ludzie wiedzieli, że zwolnienie to tylko pretekst i że ksiądz już do szkoły nie wróci.

Rodzice małych dziewczynek odetchnęli z ulgą.

– O to nam chodziło, żeby nie uczył – mówiły wtedy matki. – Nie chcemy go wsadzać do kryminału, niech go gdzieś zabiorą, do jakiegoś klasztoru. Niech tam sobie żyje, tutaj nie ma dla niego miejsca.

Trzeba było prawie pół roku, żeby ksiądz przestał uczyć dzieci, z których część była świadkami w jego sprawie. Co przez ten czas zrobiła dyrekcja szkoły? Nic, absolutnie nic.

– Dyrektor nie ma wyższego wykształcenia (sic!), a ksiądz ma znajomości. Gość bał się, że wyleci, no to nic nie robił – to opinia jednego z mieszkańców wsi.

Widać koniec
W trakcie dochodzenia powołano dodatkowych biegłych, zebrane dowody poddano ponownej analizie, ustalono nowe fakty. Ksiądz został w końcu przesłuchany w charakterze podejrzanego, bo do tej pory zeznawał tylko jako świadek… Jednak ponownie prokuratura uznała, że zeznania dzieci to konfabulacja, Lucyna Krawiecka i krakowski zakonnik to niezbyt wiarygodne osoby, zaś społeczność lokalna, która wystąpiła przeciwko księdzu (po 30 latach), uknuła po prostu spisek. Tylko po co?

Przesłuchania dzieci trwały nieraz po kilka godzin i nie zachowano koniecznej w takich sytuacjach dyskrecji, a nawet – co już jest karygodne – dowożono dzieci ze szkoły, demaskując je przy tym.

Prokurator doszedł też do pewnego ciekawego wniosku: zeznania w sprawie molestowania składane przez dorosłe już dziś kobiety są, i owszem, wiarygodne, ale za to sama sprawa się przedawniła (sic!). Co więcej, mimo że ksiądz w końcu przyznał się, iż przytulał, całował i kąpał na plebanii dziewczynki, prokurator nie znalazł dowodów na to, że czerpał on z tego przyjemność seksualną. Dowodził natomiast, że klecha ma zdolności bioenergoterapeutyczne i wytłumaczył, że jak dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez księdza ból znikał.

I to wszystko plótł szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie, Stanisław Piotrowicz, który miał też czelność podważać postawę moralną osób, które nie bały się i złożyły do prokuratury doniesienia. To jest możliwe chyba tylko w Katolandzie.

– Jeżeli on to robi, to mu powiem, żeby przestał, ale jeżeli to nieprawda, będzie to pani musiała odwołać – powiedział Krawieckiej abp Michalik, kiedy ta próbowała z nim rozmawiać. Na długo przed tym, zanim postanowiła opowiedzieć o tym prasie.

Są też pozytywy. Ludzie nareszcie przestali się bać księdza, a nawet więcej – ośmielili się przeciwko niemu wystąpić. I to w katolickiej Polsce kat. B, w małej miejscowości! Krawiecka i świadkowie złożyli także pozew przeciwko prokuratorowi z Krosna, Stanisławowi Piotrowiczowi. Uważają, że prokurator naruszył ich dobra osobiste. Do rozprawy przed Sądem Rejonowym w Krośnie może dojść dopiero po zniesieniu immunitetu prokuratora Piotrowicza.

###

W ostatnich dniach sąd na wniosek prokuratury w Jaśle zadecydował, że ksiądz M. będzie poddany kilkutygodniowej obserwacji psychiatrycznej. Ma ona wykazać, czy sprawca był poczytalny, gdy molestował.

###

Zarzut molestowania seksualnego dzieci postawiła we wtorek, 5 listopada ubiegłego roku, prokuratura Rejonowa w Jaśle. Podejrzanym jest ponad 60-letni proboszcz z Tylawy koło Dukli, ksiądz Michał M.
Prokurator rejonowy w Jaśle, Andrzej Gadzała, poinformował, że zarzut został przedstawiony na podstawie materiału dowodowego, obejmującego przesłuchania i zeznania kilkudziesięciu świadków, opinie biegłych psychologów, seksuologa i socjologa z ośrodków akademickich i szpitali warszawskich oraz z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie.
Podejrzany nie przyznał się do postawionych mu zarzutów.
Wobec księdza zastosowano zakaz opuszczania kraju oraz zawieszono go w czynnościach wykonywania zawodu nauczyciela. Grozi mu od roku do 10 lat więzienia.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 10(157)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: