FiM – Tajemnica wielkiego autorytetu

Przez dwa lata proboszcz z Jordanowa zatajał informacje o prawdziwym zabójcy. Dopiero przyparty do muru przez sędzinę ujawnił nazwisko mordercy. Po dwóch latach odsiadki wyszedł z aresztu człowiek niewinnie skazany za to przestępstwo.

Kto udusił – 18 lutego 2001 r. w Bystrej Podhalańskiej – 70-letnią staruszkę Irenę S.? Dla prokuratury Marian Rączka (na zdjęciu) był idealnym kandydatem na mordercę. Rozwiedziony (sic!), karany za sprawy rodzinne, lubiący wypić, no i… jego włos znaleziono na ubraniu zamordowanej. Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu przesłuchała ponad 30 świadków, dokonała ekspertyzy chemicznej śladów czerwonej farby na butach zabezpieczonych u Rączki. Również włos znaleziony na bluzce denatki miał pochodzić od podejrzanego. Według scenariusza prokuratury, główny oskarżony poszedł ze Stanisławem D. do domu ofiary 18 lutego, kilka minut po siódmej rano. Do Ireny S. poszli po pieniądze, których rzekomo nie zapłaciła za wcześniejszy remont domu i stajni. Do środka wszedł tylko Rączka. Irena S. odmówiła zapłaty. Wtedy napastnik doskoczył do niej i zaczął dusić. Opór jednak nie trwał długo. Wówczas oskarżony przeszukał dom, nie znajdując jednak pieniędzy. Wspólnie ze Stanisławem D. postanowili stworzyć alibi Rączce. Tak wyglądała wersja prokuratury.

Rączka od początku śledztwa zaprzeczał zarzutom o morderstwo. Przekonywał, że od 15 listopada 2000 r., kiedy to zakończył przebudowywać piece w gospodarstwie Ireny S., nie był u niej i nie ma z jej śmiercią nic wspólnego. W dzień tragedii o 8.30 rano był już w Rynku, gdzie z kolegami pił wódkę.

Rączce za morderstwo groziło nawet dożywocie. Najmniejsza kara to osiem lat, dlatego zastosowano wobec niego, jako środek zapobiegawczy, areszt śledczy. Po przesłuchaniach na policji Rączkę zamknięto w zakładzie karnym w Wadowicach. W tym czasie podejrzany wielokrotnie odwoływał się od decyzji o tymczasowym aresztowaniu, które wciąż przedłużano. Jednak wszystko na próżno. Dopiero po roku postawiono akt oskarżenia. Przez kolejny rok ciągnęły się rozprawy sądowe. Tymczasem zarówno w Jordanowie, jak i w Bystrej Podhalańskiej coraz głośniej mówiono, że Rączka nie zabił Ireny S. Atmosferę podgrzewał proboszcz z Jordanowa ks. Bolesław Wawak, który również był przesłuchiwany przez prokuraturę, jednak zapewniał, że nic nie wie o zabójstwie. Później przy różnych okazjach zaczął mówić, że Marian jest niewinny.

Prawdziwa bomba wybuchła dopiero w lutym bieżącego roku, podczas kolejnej odsłony procesu. Tym razem na sali pojawił się proboszcz, który wcześniej nie przyjeżdżał na rozprawy. Podczas przesłuchania zeznał, że bratu oskarżonego powiedział, by robili wszystko, żeby wyciągnąć tego człowieka, bo jest niewinny. To zaskoczyło sędziego. Zaczęły się pytania. W końcu klecha wydusił z siebie, że kiedyś przyszedł do niego mężczyzna z żoną i teściem. „Był załamany, płakał, powiedział, że wyrządził komuś krzywdę i stwierdził, że w szamotaninie prawdopodobnie mocno ścisnął kobietę, która upadła, a on jej nie pomógł” – opowiadał ksiądz. Z dalszych sensacyjnych informacji dotychczas zatajanych przez księdza wynika, że ów mężczyzna chciał się wyspowiadać, lecz ksiądz odmówił mu. Facet był podobno pijany. Na tym rozmowa się skończyła. Proboszcz milczał. Swoje fałszywe wcześniejsze zeznania tłumaczył dyskrecją, do jakiej został zobowiązany przez domniemanego zabójcę. Dla sądu było jednak jasne, że powinien wyjawić nazwisko człowieka, który mu się przyznał do zabójstwa. Księdza nie zobowiązywała przecież tajemnica spowiedzi. Najtragiczniejsze było jednak to, że od dwóch lat podejrzany o morderstwo człowiek przebywał w więzieniu i groziła mu najcięższa kara. Czy to nie obchodziło plebana? Nadal jednak podczas przesłuchania w sądzie nie chciał ujawnić nazwiska mordercy. Wciąż zasłaniał się wielkim autorytetem duszpasterza, który musi być wierny tajemnicy, jeśli ktoś go o to prosi. Dopiero stanowcza postawa składu sędziowskiego sprawiła, że w końcu wykrztusił nazwisko mordercy. Okazało się, że z wizytą u plebana był chrześniak zabitej, Józef Z. z żoną i teściem Zdzisławem R.

Jeszcze w tym samym dniu Rączka opuścił areszt. Na wolności jest jednak… morderca Ireny S. Sąd nie zatrzymał Józefa Z., wskazanego przez księdza jako morderca. Został wezwany tylko jako świadek na kolejną rozprawę – 25 marca br. Na mieszkańców Jordanowa i Bystrej padł blady strach. O swoje życie boi się Rączka, no i oczywiście ksiądz. Jednak to dopiero sąd ustali, czy rewelacje plebana są prawdziwe i kto rzeczywiście zamordował Irenę S. Rodzi się pytanie, czy ksiądz odpowie za wcześniejsze fałszywe zeznania, które mogły zmienić całkowicie trop śledztwa? Po rozprawie kapłan uskarżał się, że jest chory. Kiedy próbowaliśmy się z nim skontaktować, ciągle nie było go w parafii. Jedni mówią, że leczy się po szoku doznanym w sądzie, a inni, że przed wścibskimi mediami ukryła go kuria.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 9(156)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: