FiM – Z trupa zrobił pijaka

„Ten pijak niespodziewanie skręcił mi pod koła i sam sobie jest winny odniesionym obrażeniom – tłumaczył policjantom ks. Eugeniusz. – Ja z ministrantami jechałem do pobliskich Tępic odprawić mszę i z tej niespodziewanej przygody na drodze tylko same kłopoty będę miał”. Zdaje się, że wielebny zabawił się w proroka…

Dla 39-letniego Stefana Kołodzieja miała to być jedna z tych przyjemniejszych niedziel. Koniec roku, bożonarodzeniowe święta za trzy dni, z tej racji miał wydłużony weekend, a dzięki temu okazję do solidnego wypoczynku od ciężkiej pracy w elektrociepłowni. Wstał więc tego dnia wcześniej i wsiadł na rower, by odwiedzić mieszkających rodziców.

Czesław Kołodziej zauważył syna przez okno. Widział wyraźnie, jak syn ręką pokazał, że będzie skręcał z szosy, zatem poszedł do drzwi, by otworzyć furtkę na podwórko. Był już na progu, gdy usłyszał huk. W syna uderzyło renault clio. Za kierownicą siedział ksiądz z brzeskiej parafii Podwyższenia Krzyża, Eugeniusz B. Rower rozpadł się na kawałki, a jego właściciel przeleciał w powietrzu dobre dwadzieścia metrów. Leżący na jezdni Stefan dawał oznaki życia, na miejscu dość szybko zjawiło się pogotowie, przyjechali również policjanci. Rannego przewieziono najpierw do szpitala w Brzegu, gdzie pięć godzin trwała reanimacja. Następnie przewieziono Stefana do Opola. Po trzech tygodniach zmarł.

Dzisiaj Czesław Kołodziej opisuje rodzinny dramat. Strasznie zabolała go zamieszczona w lokalnych gazetach notka o zdarzeniu. Napisali w kronice policyjnej, że syn był nietrzeźwy i przez to jest sprawcą wypadku. Poodwiedzał redakcje, pokazując odpis wyniku szpitalnego badania, że test na alkohol był u syna zerowy. Potwierdziła to również ekspertyza wydziału kryminalistyki wrocławskiej policji. Dziennikarze tłumaczyli, że policja… zasugerowała się wypowiedzią ks. Eugeniusza B., przekonującego na miejscu zdarzenia, że Stefan Kołodziej „pijany jechał na rowerze i sam wpadł pod koła samochodu, którego szybkość w tym momencie na pewno nie przekraczała 60 km/godz.”.  Stróże prawa spisali to oświadczenie księdza jako nieomylne i taką też wersję przekazali do publicznej wiadomości. Skończyło się na policyjnych przeprosinach, oficjalnie zamieszczonych w miejscowej prasie. Ksiądz nawet na to się nie zdobył.

Po śmierci rowerzysty sprawę przejęła prokuratura. To zła wiadomość dla księdza, bowiem nadzorującym dochodzenie jest prok. Sławomir Baszczyński, znany w Brzegu z tego, że nie zrobi odstępstwa od swych zasad dla duchownej sukienki. W najbliższych dniach zostanie przeprowadzona wizja lokalna, wypowiedzą się też eksperci od ruchu drogowego. Oby wśród nich nie było nazbyt wierzących…

[2003] FaktyiMity.pl Nr 8(155)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: