Kolejna afera w gdańskim de La Salle. Nie wezwali pogotowia do dwóch pijanych uczniów

Dyrekcja gdańskiej szkoły de La Salle odmówiła wezwania pogotowia do dwóch pijanych uczniów, mimo że – jak relacjonują rodzice – jeden był w tak ciężkim stanie, że mogło w każdej chwili wystąpić zagrożenie życia. – Tak dużym kosztem chciano uniknąć rozgłosu – mówią.
Do incydentu doszło w środę 6 marca w Gimnazjum im. św. Jana de La Salle. – Dwaj uczniowie pierwszej klasy w czasie zajęć szkolnych wypili butelkę wódki – relacjonują rodzice dzieci z innych klas. – Nauczyciele i dyrekcja zorientowali się dopiero wówczas, gdy koledzy znaleźli ich śpiących w szatni.

Rodzice dodają: – W szkole działa monitoring, który miał zapewnić bezpieczeństwo i nadzór, a w czasie przerw nauczyciele są zobowiązani pełnić dyżury na korytarzach i w szatni. Tak duża ilość alkoholu spowodowała u jednego z chłopców utratę przytomności. Mimo to dyrektor gimnazjum nie chciał wezwać pogotowia w obawie przed nadaniem sprawie rozgłosu. Zawiadomiono rodziców dzieci, którzy mieli przyjechać i zabrać je. Stan, w którym znajdował się jeden z chłopców, stanowił bezpośrednie zagrożenie życia. Wymagał on pomocy szpitalnej i odtrucia, rodzic odwiózł go do szpitala.

„Postąpiliśmy zgodnie z procedurą”

Dyrekcja szkoły nie zaprzecza, że zajście miało miejsce, ale inaczej widzi przebieg wydarzeń.

– Żaden z tych chłopców nie stracił przytomności, a nad ich stanem czuwała pielęgniarka – odpowiada brat Janusz Robionek, dyrektor szkół im. św. Jana de La Salle w Gdańsku. – Trzymaliśmy się swoich procedur, wezwaliśmy rodziców chłopców, to był pierwszy tego typu przypadek.

Inny rodzic znający szczegóły: – Chłopców w końcu docucili, ale jeden trafił potem na odtrucie do szpitala. To mało? I druga sprawa, zadziwia nas pewność dyrekcji zbudowana tylko na podstawie opinii pielęgniarki. Przecież ci chłopcy mogli wcześniej coś zażyć, a to nie jest tak, że rodzic może pojawić się w szkole natychmiast, jak to było zresztą w tym przypadku. Nas ta cała sytuacja zmroziła, bo może w przyszłości dotyczyć dziecka każdego z nas.

To szkoła odpowiada za dzieci

– Takie zachowanie dyrekcji szkoły, gdzie w czasie lekcji dochodzi do takich wydarzeń, stanowi o całkowitej beztrosce i przedmiotowym traktowaniu powierzonych do wychowania dzieci, jest w najwyższym stopniu bulwersujące i niebezpieczne dla zdrowia i życia uczniów – podkreślają zbulwersowani rodzice. – Świadczy o braku opieki i nadzoru nad młodzieżą, a co gorsza, kładzeniu na szali fałszywie rozumianego dobrego imienia szkoły, zdrowia i życia dzieci. W następstwie tych wydarzeń dyrekcja postanowiła w sposób absolutnie bezprawny pozbyć się uczniów ze szkoły. Zachowanie chłopców było oczywiście naganne, jednak to jeszcze dzieci, które nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Szkoła, mimo że do zdarzenia doszło na jej terenie, kiedy odpowiadała za dzieci, nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, chcąc zatuszować sprawę.

Uzupełnia rodzic: – Przekazano rodzicom tych chłopców, że usuwa się ze szkoły ich synów, bo tego chcą rodzice całej klasy. A to była nieprawda. Potem od tego odstąpiono, ale niesmak pozostał.

Dyrektor Janusz Robionek: – Sprawa została wyjaśniona, uczniowie oraz ich rodzicie zobowiązali się na piśmie do pewnych działań, więcej komentarza nie będzie.

Rodzice proszą o anonimowość. Dlaczego? – Gdy ostatnim razem zrobiło się w mediach głośno o szkole, przeprowadzono śledztwo, kto rozmawiał z dziennikarzami – słyszę w odpowiedzi. – Gdy padło podejrzenie na jednego rodzica, jego dziecko od razu zostało zawieszone. Dlaczego nie zabierzemy dzieci ze szkoły, skoro jest źle? Niektórzy zabierają, moje nie chcą o tym słyszeć. Mają koleżanki, kolegów, nie chcą zmiany.

W szkole podstawowej i gimnazjum na gdańskim Niedźwiedniku uczy się ponad 500 dzieci. Placówkę prowadzi Zgromadzenie Braci Szkół Chrześcijańskich, które tworzą zakonnicy bez święceń kapłańskich. Marek Kozyra, prowincjał zgromadzenia: – Jestem zdziwiony, że nikt ze szkoły nie poinformował nas o tym zajściu. W przyszłym tygodniu wybieram się do Gdańska i postaram się sprawę wyjaśnić – powiedział „Gazecie”.

Reportaż o de La Salle wstrzymany

4 grudnia br. telewizyjny „Magazyn Ekspresu Reporterów” miał być poświęcony szkole de La Salle. W zapowiedzi materiału pojawiły się sugestie, że zakonnicy prowadzący szkołę biorą udział w libacjach alkoholowych, a w rozmowie, która ma erotyczny podtekst, uczestniczy uczennica gimnazjum. Po wniosku złożonym przez szkołę gdański sąd okręgowy wstrzymał emisję reportażu. Dyrektor gimnazjum został odwołany, a z podstawówki odszedł sam i wyjechał z Gdańska.

Dyrektor szkół im. św. Jana de La Salle, brat Janusz Robionek, przyznał wtedy, że zakonnikom okazjonalnie zdarza się pić alkohol i w takich okolicznościach mogły paść wulgarne słowa, ale żadnych libacji nie było. Komentując rozmowę, w której miały paść sformułowania o podtekście seksualnym, potwierdził, że miała ona miejsce, ale dotyczyła ptaków hodowanych przez jednego z braci, a kobiecy śmiech należał do szkolnej sekretarki.

[2013.03.20] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: