FiM – Błogosławiona OBŁUDA

19 października Anno Domini 2003 Jan Paweł II dokonał wiekopomnej beatyfikacji. Gwiazdą dnia była Matka Teresa z Kalkuty – tak zwana misjonarka miłości. Dodajmy: katolickiej miłości.

Jakie były jej zasługi, że już dwa lata po śmierci rozpoczął się proces beatyfikacyjny, podczas gdy – według przepisów kościelnych – inni muszą czekać lat minimum pięć? Przypomnijmy to jeszcze raz, choć o Matce Teresie pisaliśmy wielokrotnie („FiM” 1/2002, 41/2002). Teraz przytoczymy to, co pisali i mówili o niej inni… oraz ona sama.

Cierpienie daje nam możliwość upodabniania się do Jezusa. Jest to najwspanialszy sposób przybliżania
się do Boga.

Kobiecie w białoniebieskim sari bardzo musiało zależeć, żeby każdy, kto przyszedł po pomoc, mógł zjednoczyć się ze Stwórcą!

„The Lancet”: „Chorych zakaźnie nie izolowano, strzykawki płukano w letniej wodzie, a cierpiącym odmawiano środków przeciwbólowych, bynajmniej nie z powodu ich braku”.

„The Guardian”: „Hospicjum prowadzone przez siostry to zorganizowana forma zaniechania pomocy”.

Christopher Hitchens – angloamerykański publicysta badający sytuację w ośrodkach prowadzonych przez misjonarki miłości: „Potępiają ją przede wszystkim za to, że odmawia cierpiącym leczenia, a nawet podawania środków przeciwbólowych”. Inną metodę Teresa, niebawem święta, wybrała dla samej siebie.

Nie mam czasu na starzenie się ani na umieranie. Mam tylko czas na to, by służyć Bogu.

Christopher Hitchens: „Jest ona stara i schorowana, korzysta z najlepszych i najdroższych klinik na Zachodzie”.

Czyżby sama nie chciała przybliżyć się do ukochanego Jezusa, który był dla niej wszystkim – miłością, życiem, nagrodą?

Trudno się dziwić! Nie mogła przecież pozbawić świata swej cennej osoby –

maleńkiej kropli w wielkim oceanie nędzy i cierpienia…

Co Matka Teresa zrobiła ze zgromadzonym z datków z całego świata bogactwem, z dziesiątkami milionów dolarów?

Majątek i pieniądze nie czynią nas bogatymi – to nasz stosunek do nich o tym decyduje. Bóg daje nam dobra materialne po to, abyśmy się nimi dzielili, a nie po to, byśmy je zatrzymywali dla siebie.

Christopher Hitchens: „Z takimi pieniędzmi mogła wybudować w Kalkucie przynajmniej jeden nowoczesny szpital, nie zauważając nawet kosztów tej inwestycji. Ośrodki, które prowadzi się obecnie, są dokładnie tak samo prymitywne, jak były wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszał o niej świat”.

Aroup Chatterjee, lekarz z Kalkuty: „Bez względu na to, co akurat sprawdzam, odkrywam same kłamstwa. Matka Teresa często mówi, że prowadzi w Kalkucie szkołę, ogromną instytucję dla 5000 dzieci. Ja jednak nie znalazłem tam ani szkoły, ani nikogo, kto by ją widział”.

„Stern”: „Tylko w 1991 r. angielski odłam zakonu przyjął sumę równą (w przeliczeniu) 10 mln zł. Wydatki wyniosły 700 tys. zł, czyli zaledwie 7 proc. przychodów! Co się stało z resztą?”.

Może rozdała biednym, bo: Tak, jak Bóg daje dobre rzeczy za darmo, tak i my winniśmy dawać za darmo potrzebującym… …tyle że nikt tego nie widział.

Ewa Kołodziejczyk, była zakonnica: „Ogromne pieniądze zbierane w krajach zamożnych nie trafiają do potrzebujących. Bardzo wiele podarowanego złota i kosztowności jest przechowywane w piwnicach nowojorskiego domu Misjonarek Miłości”.

„Stern”: „Protestancka organizacja charytatywna z USA »Assembly of God« rozdaje tam codziennie 18 tys. posiłków. Nędzarze czekający w kolejce na strawę niewiele wiedzą o głośno w świecie reklamowanej działalności Misjonarek Miłości. Nikt prawie nic od nich nie dostał”.

„Stern”: „Przełożona zakonu nie widziała także potrzeby kształcenia sióstr, na przykład na pielęgniarki. Był to zbędny luksus, mimo że wielu chorym uratowałoby to życie”.

Ch. Hitchens: „Ona sama twierdzi, że zapewnia ludziom tylko katolicką śmierć. (…) ludzie, którzy przychodzili tam w przekonaniu, że otrzymają opiekę medyczną, byli całkowicie lekceważeni, nie udzielano im żadnych porad. Innymi słowy, każdy, kto szedł tam w nadziei otrzymania pomocy medycznej, robił poważny błąd (…). Wspierała krwawych tyranów z Haiti, rodzinę Duvalier, przyjmowała pieniądze (ponad milion dolarów) od Charlesa Keatinga, oszusta, chociaż poinformowano ją, że pieniądze pochodzą z kradzieży…”.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 43(190)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: