FiM – Kij boży

W Przerzeczynie Zdroju koło Ząbkowic Śląskich niepodzielnie rządzi pleban ze swoim ojcem. Z ambony po nazwisku wygraża tym, którzy ośmielają się nie płacić pieniędzy na kościół oraz takim, co od modlitwy wolą wałęsanie się po wsi. Często są to te same osoby, więc gdy pleban nie widzi pełnej tacy, zasadza się nocą na łobuzów i łoi im skórę.

Po trzech latach parafianie Matki Boskiej Królowej Polski w Przerzeczynie Zdroju przekonali się dokładnie, jaką miłością pała do nich proboszcz ks. Wojciech Kopeć. Wielebny czuje się niczym dziedzic na włościach, a ludzi traktuje jak dojne krowy. Ostatnio przestało mu już wystarczać wygrażanie ludziskom, że dają mało kasy na kościół. Oprócz mieszania z błotem biednych ludzi, wziął się do osobistego karcenia podejrzanych parafian. Wychodząc nocą na obchód, księżulo jako pomoc dydaktyczną zabiera własnego ojca i gruby kij.

15 maja około godz. 23 dwaj uczniowie ostatniej klasy liceum i technikum siedzieli na ławce – czym oczywiście obrażali Boga nadzwyczajnie. Nagle w ciemnościach stanął przed nimi proboszcz.

Świecąc lampką po oczach, zaczął wygrażać, że ich nauczy porządku.

– Oskarżał nas, że waliliśmy do drzwi jego plebanii położonej jakieś 500 metrów od miejsca, w którym rozmawialiśmy. Nie pomagały nasze perswazje, że nie mamy z tym nic wspólnego. Uparł się i koniec – relacjonuje zdarzenie Marcin M.– Kiedy tak tłumaczyliśmy się księdzu, idąc z nim w kierunku plebanii, nagle na zakręcie z krzaków wyskoczył jego ojciec i zaczął grubym kijem okładać mnie po głowie.

– Przez chwilę byliśmy jak sparaliżowani – opowiadają Marcin i Piotrek. – Nie wiedzieliśmy, jak postąpić. To przecież był ksiądz i jego ojciec. Kiedy ojczulek walił mnie, gdzie popadło, proboszcz podpuszczał bijącego i krzyczał: zabij, zabij chujów pierdolonych! – dodaje licealista. Dopiero po kilku chwilach napadnięci otrząsnęli się i zdołali odebrać kij napastnikowi. Podczas kłótni proboszcz straszył ich policją. Przystali na to i sami prosili, żeby zadzwonił po stróżów prawa.

– Nie dyktuj mi, gówniarzu, co mam robić – usłyszeli na to.

Jak wykazała obdukcja lekarska, chłopak miał między innymi pękniętą kość śródręcza prawej dłoni. Druga dłoń była na szczęście tylko obdarta z naskórka. Na kilka tygodni prawa ręka trafiła do gipsu. Piotrek akurat ma zdawać egzamin praktyczny warunkujący ukończenie liceum zawodowego. Boi się, że nie będzie w stanie go zaliczyć.

O całym zajściu poszkodowani chłopcy poinformowali policję w Dzierżoniowie. Oskarżają ojca proboszcza o pobicie, a plebana o współudział i podżeganie.

My niestety nie mogliśmy dowiedzieć się od samego wielebnego i jego ojca, co mają do powiedzenia w tej sprawie. Nie chcą bowiem rozmawiać z prasą. Tymczasem policja prowadzi dochodzenie i przesłuchuje świadków.

Kiedy matka Piotra dowiedziała się o zdarzeniu, całą noc płakała. Do dzisiaj nie rozumie zachowania księdza. Ten nawet nie zadzwonił, nie porozmawiał z rodzicami Piotra i Marcina.

Kiedy syn pracował przy remoncie dachu kościoła przez dwa tygodnie, było dobrze, a teraz? – pyta rozżalona. Cóż! Zapewne z plebsem mu nie po drodze do kościoła. Mieszkańcy wsi są zbulwersowani.

Starsze osoby uznają co prawda, że postępowanie proboszcza było złe, ale… ganią chłopców, że mają oni odwagę publicznie oskarżać księdza. Nie mieści im się w głowie, że można osobę duchowną potraktować jak zwykłego człowieka. Zdecydowana większość mieszkańców wsi ufa jednak, iż sprawiedliwości stanie się zadość i łobuzerstwo wielebnego zostanie ukarane.

– Tym bardziej od księdza trzeba wymagać, bo sam głosi ewangelię. Jako osoba publiczna i duchowna powinien pomagać nam i świecić przykładem, a nie tylko wyżywać się na nas – usłyszeliśmy od zdenerwowanego parafianina, który poinformował „FiM”  o całym incydencie.

Ostatnio u poszkodowanych pojawił się przedstawiciel rady parafialnej, Jan K., który negocjował wycofanie się z zarzutów i odradzał wnoszenie sprawy do są-du przeciw księdzu.

– Proboszcz za kilka miesięcy odchodzi z parafii, bo mu ludzie dokuczają, dajcie spokój, usłyszeliśmy – opowiada rodzina.

– To znana metoda kleru. Podobnie było za poprzedniego proboszcza, który gdy coś przeskrobał, ciągle mówił, że odejdzie, a przeżył u nas 30 lat – wyznaje wzburzony mężczyzna. Krewni i ich ofiary są jednak zdeterminowani – nawet jeżeli prokuratura nie podejmie śledztwa, poszkodowani będą domagać się sprawiedliwości na drodze cywilnej.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 23(118)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: