FiM – Matka wątpiąca

Matka Teresa z Kalkuty, która już za życia stała się kościelną legendą, wątpiła w istnienie Boga. W listach do duchownych przez 66 lat opisywała stan swojej duszy i umysłu, dzieląc się wątpliwościami na temat wiary i religii.

W tych dniach ukazało się w Polsce książkowe wydanie listów beatyfikowanej zakonnicy. W „Pójdź, bądź moim światłem” zawarte są wyznania Matki Teresy, a te kładą się cie-niem na jej biografię i być może utrudnią w przyszłości proces kanonizacyjny.

Ksiądz James Martin, wydawca jezuickiego magazynu w USA, specjalizujący się w żywotach świętych, napisał: „Nigdy jeszcze nie czytałem życiorysu świętego albo świętej, w którym byłaby mowa o tak mrocznej duchowości jak tutaj. Poza tym nikt nawet nie przypuszczał, że mogła mieć jakiekolwiek wątpliwości”.

Przeczuwając, że opinie o jej epistolografii będą właśnie takie, za-konnica życzyła sobie, aby listy zostały po jej śmierci zniszczone. Stało się jednak inaczej. Nieopatrznie Watykan nakazał zachowanie pamiątek będących świadectwem przyszłej świętej…

###

„W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. – Tak dojmująca tęsknota za Bogiem – tak dojmująca, że bolesna – nieustanne cierpienie – a mimo to (jestem) przez Boga niechciana – odrzucona – pusta – bez wiary – bez miłości – bez zapału. – Dusze mnie nie pociągają. – Niebo nic nie znaczy – dla mnie wygląda jak puste miejsce – myśl o nim nic dla mnie nie znaczy”

– pisała już w 1951 roku w liście do arcybiskupa Ferdinanda Periera.

Dwa lata później prosiła Periera o wstawiennictwo u Boga, by dodał jej odwagi:

„Proszę o szczególną modlitwę za mnie, żebym nie zniszczyła jego dzieła i żeby nasz Pan mi się ukazał, bo mam w sobie tak straszną ciemność, jak gdyby wszystko obumarło”.

###

„Głęboka tęsknota za Bogiem i odtrącenie – pustka, brak miłości, brak zapału. Ratowanie dusz nie ma żadnego uroku. Niebo nic nie znaczy – módl się za mnie, bym – mimo tego wszystkiego – ciągle mogła się do Niego uśmiechać”

– pisała z kolei w 1956 roku. Kilka miesięcy później dzieliła się gorzką refleksją:

„Wygłaszam modlitwy (…), ale już się nie modlę”.

###

„Panie, mój Boże, kim jestem, że mnie opuszczasz? Twoim ukochanym dzieckiem – a teraz stałam się jakby najbardziej znienawidzonym – tym, które odrzuciłeś, jakbyś go nie chciał – nie kochał. Wołam, lgnę, pragnę – i nie ma nikogo, kto by mi odpowiedział. – Nikogo, do kogo mogłabym przylgnąć – nie, nie ma Nikogo. – Samotna. Ciemność jest taka ciemna – a ja jestem sama (…). Gdzie jest moja wiara? – nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności. Tak wiele we mnie pytań bez odpowiedzi – boję się je odsłaniać – w obawie przed bluźnierstwem. – jeśli jest Bóg, wybacz mi, proszę (…). Kiedy próbuję wznosić myśli ku Niebu – jest tam taka przytłaczająca pustka, że same myśli wracają i jak ostre noże ranią mnie w samą duszę (…). Siostry i ludzie robią takie uwagi. – Myślą, że wiara, ufność i miłość wypełniają moją najgłębszą istotę i że na pewno mam serce pochłonięte bliskością Boga i zjednoczeniem z Jego wolą. – Ale gdyby mogli wiedzieć – jak bardzo moja pogoda ducha jest peleryną, którą zakrywam pustkę i udrękę”

– to fragmenty modlitwy Matki Teresy przesłane w 1959 roku jej spowiednikowi.

###

„Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga (…). On mnie nie chce – nie ma Go tu. – Niebo, dusze – dlaczego to tylko słowa – które nic dla mnie nie znaczą. Samo moje życie zdaje się tak pełne sprzeczności (…). Wiele lat temu – teraz będzie około 17 lat – chciałam dać Bogu coś bardzo pięknego. – Zobowiązałam się pod karą grzechu śmiertelnego, by niczego Mu nie odmawiać. – Od tego czasu dotrzymywałam tej obietnicy – a kiedy czasami ciemność jest bardzo ciemna – i jestem bliska powiedzenia NIE BOGU, myśl o tej obietnicy mnie podtrzymuje (…). Dawniej mogłam spędzać całe godziny przed naszym Panem – kochając Go – rozmawiając z Nim – a teraz nawet medytacja nie idzie [mi] dobrze – nic tylko „Mój Boże” – a czasem nawet to nie przychodzi (…). Zauważam, że nieświadomie wypowiadam do Jezusa najdziwniejsze słowa-dowody miłości (…). Moje serce i dusza, i ciało należą tylko do Boga – a On odtrącił je jak swoje niechciane ukochane dziecko”

– zwierzała się listownie w 1961 roku niemieckiemu jezuicie Josephowi Neumerowi.

###

„Jezus Cię kocha. Jeśli chodzi o mnie, odczuwam pustkę – tak głęboką, że gdy patrzę, nie widzę nic, a gdy słucham, nic nie mogę usłyszeć”

– pisała w 1979 roku do ks. Michaela van der Peeta.

I na zakończenie kilka bardzo wymownych słów skierowanych do jednego ze swoich spowiedników:

„Mówię tak, jak gdybym bardzo kochała Boga – miłością osobistą i czułą. Gdybyś był w moim sercu, mógłbyś powiedzieć: cóż za hipokryzja”.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 15(423)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: