FiM – Seks surowo dozwolony

Życie erotyczne księży to nieustanny stres i ryzyko. Zwłaszcza wówczas, gdy żal im pieniędzy na hotel lub gdy przyprawiają rogi cudzym żonom. Całe szczęście, że nad bezpieczeństwem wielebnych czuwają biskupi i… policja.

Anna i Tadeusz są rozwiedzeni, ale wciąż jeszcze mieszkają – wraz z kilkuletnim synem – pod jednym dachem w Czerwionce-Leszczynach, 30-tysięcznym miasteczku koło Rybnika. Zawarli niepisaną umowę, że wobec tak skomplikowanej logistycznie sytuacji nie sprowadzają sobie do domu partnerów seksualnych. Szczególnie na noc.

Pewnej niedzieli Tadeusz odwiedził z synem swoich rodziców. Dzieciak miał zostać u dziadków do poniedziałku, ojciec wrócił po kolacji do domu. Traf chciał, że wrócił tuż za Anną, wchodzącą akurat do klat-ki schodowej w towarzystwie znanego mu z widzenia mężczyzny. Tego samego, który wielokrotnie już zabierał kobietę wieczorami spod bloku i bladym świtem przywoził z powrotem.

Była godz. 21.30, Tadeusz postanowił poczekać na zewnątrz, żeby umożliwić Annie i jej gościowi spokojną ewakuację na kolejną, jak się domyślał, randkę. Zwątpił, czy doczeka, gdy po kwadransie w oknach jego mieszkania zgasło światło, ale nikt stamtąd nie
wyszedł…

Zatelefonował do swojej matki z prośbą, żeby przyjechała. „Oba-wiałem się scysji i nie chciałem sam wchodzić do domu. Żona groziła mi kiedyś, że dostanę solidne lanie, jeśli sprawię jej jakiś kłopot” – tłumaczył później policji.

Tadeusz jest dosyć znanym dokumentalistą i praktycznie nie rozstaje się z kamerą filmową. Na wszelki wypadek uruchomił ją, gdy o godz. 22.30 postanowił wejść (wraz z matką) do domu.

Okazało się, że jeden z trzech zamków jest zablokowany od wewnątrz. Próba otwarcia wywołała popłoch: zza drzwi dochodził odgłos tupotu gołych stóp i strzępy nerwowej rozmowy.

Ponieważ nie pomagał dzwonek, kołatanie klamką ani nawet błagalne: „Anka otwórz!”, wezwał na pomoc policję. Mówił do słuchawki telefonicznej na tyle głośno, że ci w środku prawdopodobnie usłyszeli, bo chwilę później Anna odblokowała zamek. Gdy o godz. 22.45 Tadeusz wreszcie wszedł do mieszkania, kobieta siedziała z gościem przy stole kuchennym i oboje byli w strojach kompletnych. Wideokaseta (w posiadaniu „FiM”) nie kłamie:

# Gospodarz grzecznie przedstawił się nieznajomemu, czego ten nie odwzajemnił. „Pan nie musi wiedzieć, jak się nazywam” – odparł;
# Na zwróconą mu uwagę, że godzina jest już zbyt późna na kontynuowanie odwiedzin, mężczyzna odmówił wyjścia, reagując buńczucznym: „Ja tu jestem gościem Ani”;
# „Ania” wyraźnie dolała oliwy do ognia. „Będę się spotykać ze swoim przyjacielem, kiedy tylko zechcę”, „ty już lepiej zamknij drzwi z drugiej strony” – sugerowała byłemu mężowi, nie szczędząc mu „głąbów” i „frajerów”.

Słowne przepychanki trwały ok. 10 minut i dopiero wówczas, gdy matka przekonała Tadeusza, żeby raz jeszcze zatelefonował po policję, Anna z „przyjacielem” pospiesznie ubrali się i wyszli.

Dwa dni później Tadeusz złożył na Komisariacie Policji w Czerwionce-Leszczynach zawiadomienie o naruszeniu miru domowego (art. 193 kk.: „Kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”). Nie był w stanie wskazać sprawcy, ale podał markę, kolor i numer rejestracyjny jego samochodu oraz złożył do protokołu kasetę wideo dokumentującą przebieg inkryminowanego zdarzenia.

###

Ta całkiem banalna historia potwierdziła naszą obawę, że chłopcy w czarnych sukienkach zarządzają nie tylko policją w Czerwionce-Leszczynach, ale też właściwą terytorialnie Prokuraturą Rejonową w Rybniku. Mianowicie:

# W przeddzień złożenia zawiadomienia Tadeusz był mimowolnym świadkiem telefonicznej rozmowy Anny z jakimś funkcjonariuszem policji. Mówiła do niego per „ty”, konsultowała się „jak sprawę załatwić, żeby wyszło dobrze”;
# Postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia wydano już po trzech dniach postępowania sprawdzającego. Prowadzący je funkcjonariusz oparł się wyłącznie na wyjaśnieniach Anny spisanych w formie notatki, czyli bez uprzedzania o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Policjant nie pofatygował się, żeby dociec, kim był wskazany przez Tadeusza intruz i prawdopodobnie nie obejrzał nawet dowodowej kasety wideo, skoro przyjął bez zastrzeżeń absolutnie kłamliwą relację kobiety (do takiego stwierdzenia upoważnia nas dokładna znajomość treści rzeczonej notatki);
# Zastosowana przez funkcjonariusza sprytna procedura obroniła Annę przed zarzutem składania fałszywych zeznań. Wszczęte w tej
sprawie śledztwo (z zawiadomienia Tadeusza) siłą rzeczy umorzono;
# Prokuratura konsekwentnie odwalała wszelkie zażalenia Tadeusza domagającego się nieco dokładniejszego zbadania sprawy i w żadnym – jak wynika z treści orzeczeń – momencie nie dostrzegła potrzeby zapoznania się z filmowym materiałem dowodowym.

Ki diabeł? Dlaczego tożsamość nocnego gościa Anny musiała pozostać tajemnicą?

Mężczyzna zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi, dopiero wówczas, gdy… przypadkowo natknął się na jej „przyjaciela” odprawiającego mszę w kaplicy reprezentacyjnego rybnickiego szpitala. Okazał się nim ksiądz Marek.

Przed kilkoma miesiącami Tadeusz napisał długi i bardzo osobisty list do „wielce szanownego Księdza Arcybiskupa”, metropolity katowickiego Damiana Zimonia. Opisał wszystko z detalami, załączył kasetę filmową, wyszczególnił daty wciąż trwających schadzek byłej żony z ks. Markiem, ujawnił paskudne próby buntowania przez wielebnego małoletniego syna przeciwko ojcu… W zakończeniu poprosił arcybiskupa o zajęcie jakiegoś stanowiska i zdyscyplinowanie podwładnego. Abp Zimoń zapewne wciąż czyta ten list, bo do dzisiaj nie zdążył nań odpowiedzieć.

###

Magda mieszka wraz z mężem Krzysztofem nieopodal Katowic. Ona jest księgową, on – pracownikiem kościelnym. Po 16 latach małżeństwa mają ze sobą dwójkę dzieci. Ich pożycie seksualne całkiem wygasło, odkąd Krzysztof zaprzyjaźnił się z księdzem Romualdem. Opisywaliśmy kiedyś owego kapłana na łamach „FiM”, gdy po 12 latach w zawodzie postanowił bohatersko rzucić sutannę, żeby wziąć ślub z ukochaną kobietą.

„Przestałem żyć ideałami i całkowicie mój obraz kapłaństwa się zamazał, kiedy zobaczyłem, jak biskupi traktują księży. Proszę mi wierzyć – fanatyzm islamski jest niczym w porównaniu z katolickim, który osiąga obecnie szczyty hipokryzji. Decyzja o odejściu z „firmy” nie jest prosta. Znam księży, którzy zaszczuci przez proboszczów czy biskupów kończyli w szpitalach psychiatrycznych, bo próbowali się targnąć na własne życie. Uciec z niewoli czarnych, to jakby wydostać się z macek ośmiornicy” – spowiadał się naszemu dziennikarzowi, zanim postanowił, żeby… jednak zostać w branży i porzucić swoją wieloletnią partnerkę życiową („Dwa światy księdza Romualda” – „FiM” 41/2001).

– Krzysztof ma w sobie coś. Już kilku księży ostro się do niego dobierało. Początkowo przymykałam oko, traktując te zaloty jako nieuchronny atrybut jego zawodu. Zaczęłam jednak podejrzewać, że uległ ich umizgom, gdy po raz pierwszy wyjechał na urlop z księdzem Piotrem, proboszczem spod Wodzisławia Śląskiego. Później w komputerze męża zagościły strony gejowskie, a moja przyjaciółka widziała go kiedyś obściskującego się w samochodzie z mężczyzną. Odkąd pojawił się przy nim ksiądz Romuald, Krzysztof całkiem zwariował. Dostaje od niego liściki z zasuszonymi kwiatkami, wiersze miłosne, majtki w serduszka… Z informacji zebranych przez wynajętego przeze mnie detektywa wynika, że co najmniej raz w miesiącu mają schadzkę w Chorzowie, gdzie ten „czarny” teraz pracuje – twierdzi Magda.

Co zamierza zrobić w tak fatalnej dla małżeństwa sytuacji?

– Gdyby nie dzieci, już dawno bym się rozwiodła. Proponowałam mu niedawno pokojowe definitywne rozstanie lub choćby formalną separację, ale stanowczo odmawia. „Co by na to biskupi i księża powiedzieli!” – oburzył się. Rok temu zebrałam wszystko do kupy, opisałam i wysłałam do arcybiskupa Zimonia. Bez żadnego odzewu, co chyba oznacza, że nie zamierza zrobić krzywdy swojemu człowiekowi – zauważa Magda.

„Związki partnerskie i rozwody to największe we współczesnym świecie zagrożenia dla rodziny” – przekonywał wiernych prymas Polski kardynał Józef Glemp podczas obchodów Dnia Papieskiego.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 42(450)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: