FiM – Dobry ksiądz to zły ksiądz

Ksiądz, który sprzeciwił się budowie kościoła, to dopiero musi być klasa facet. Wiadomo też, że nie może być złym człowiekiem ktoś, kto pieniądze z licznych kwest – zamiast na lubelską kurię – przeznaczał na rzecz ludzi oczekujących godnej śmierci. Za takie postępki świętym w Krk się jednak nie zostaje. Przeciwnie…

Nadepnąć służbowo na odcisk metropolicie Życińskiemu? No nie… lepiej od razu podciąć sobie żyły, popić trucizną i wskoczyć pod pociąg. W jego kościelnych włościach wychodzenie przed szereg wcale nie oznacza, że jest się bliżej ołtarza. Przeciwnie, dla każdego księdza to niewybaczalny błąd, za który sam z siebie musi złożyć ofiarę. Nie od dziś bowiem wiadomo, że w watykańskiej firmie najwyżej ceniona jest karność i posłuszeństwo. Każda niesubordynacja wobec purpurowego zwierzchnika oznacza KONIEC.

Na własnej skórze przekonał się o tym ks. kan. Tadeusz Siwkiewicz z parafii św. Rodziny w Puławach. Z proboszcza, który jeszcze do niedawna imponował swoją posturą, w ciągu zaledwie kilku tygodni został wiór. Wszystko za sprawą krwiopijcy Życińskiego, który arcyskutecznie potrafi wyssać z podwładnego ostatnie soki. Ambitny ksiądz do końca walczył, nie dając się upokorzyć kurialnym ciemiężycielom. Nie sprzeniewierzył się też ideałom swoich parafian.

Cóż jednak znaczy jednostka w machinie nowej PZPR (Polski Zaściankowo-Parafialno-Religijnej). Wyrok na lubianego przez wiernych księdza Tadzia zapadł – bo musiał zapaść – na początku sierpnia. Ze stołka proboszcza w zamożnej parafii w Puławach wyleciał na zbity pysk do Nasutowa – dziury gdzieś za Lublinem. Krótka notatka na temat personalnej roszady pojawiła się nawet w Internecie, na stronach lubelskiej kurii. Powodów przeniesienia oczywiście nie podano. Ale my je znamy i to bardzo dobrze.

Śmiertelnym „grzechem” księdza Tadeusza była… odmowa budowy nowego kościoła! Rzecz niesłychana w tej firmie. Arcybaca Życiński zażyczył sobie bowiem, aby obok istniejącej świątyni na Górnej Niwie stanął monumentalny kościół. W „głębokim poważaniu” miał bezbożne argumenty proboszcza, że wybudowana wieloletnim trudem świątynia św. Rodziny w zupełności zaspokaja religijne potrzeby wiernych.

Ten ksiądz Tadeusz to w ogóle jakaś dziwna persona. Na przykład bardzo poważają go rodzice okolicznych małolatów. Miast ładować sobie kabzę, kapłan zorganizował dla nich – w pobliżu kaplicy, w miejscu planowanej lokalizacji nowej plebanii – boiska sportowe. Teraz, tylko dzięki niemu, funkcjonuje jedyne w tym mieście… parafialne boisko sportowe. Grunt podarowała nieodpłatnie Puławska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Resztę załatwił sam proboszcz. Lubelskim purpuratom wstrętnym był pomysł utworzenia kompleksu trawiastych boisk do koszykówki, piłki siatkowej i nożnej. Nie chcieli nawet słyszeć, że korzystają z nich codziennie rzesze młodzieży – blokersów z pobliskiego osiedla. Natychmiastową więc reakcją odwetową sutannowych była kilkumetrowa dzwonnica! Ustawiono ją w wielkim pośpiechu… na parafialnym boisku. Do jej poświęcenia Życiński wydelegował swojego poprzednika, abp. seniora B. Pylaka. Ludziska dopiero po wybudowaniu dzwonnicy przejrzeli na oczy. Zrozumieli poniewczasie, że już z chwilą przekazania gruntu metropolita snuł dalekosiężne plany budowy kolejnego – zdaniem niemal wszystkich, zbędnego – kościoła w Puławach.

Przymusowy zesłaniec nadal jednak utrzymuje „służbowe” więzi z Puławami. Do dziś pełni tam funkcję kapelana w Puławskim Stowarzyszeniu Chorych „Hospicjum”. I to jest kolejny powód przymusowego odejścia z probostwa w parafii św. Rodziny. Kto wie, czy nie bardziej przesądzający o zsyłce. Kiedy został kapelanem hospicjum, bardzo zaangażował się w działalność placówki. Na jej rzecz kwestował nawet za… oceanem! Uzyskane od Polonii niemałe pieniądze w całości (!) przekazał na utrzymanie nieuleczalnie chorych podopiecznych. Tak dalej być nie mogło! Wściekłość Życińskiego sięgnęła zenitu. Zielone, zamiast do kieszeni szefów archidiecezji (tak planowano w kurii przed wyjazdem księdza do USA), trafiły do ludzi oczekujących godnej śmierci. Pozbycie się niewygodnego ks. Tadzia było więc już tylko kwestią czasu. Na stołek proboszcza wskoczył ks. kan. Henryk Olech. To pewne, że nowy urzędnik zakasze rękawy u sutanny i – w przeciwieństwie do swojego poprzednika – pokornie weźmie się do budowy kościoła. Dożywotnia nominacja u metropolity – pewna jak w banku.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 38(133)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: