FiM – Dwie twarze proboszcza

Dlaczego proboszcz z Władysławowa opuszcza nagle swoje owieczki? Oficjalnie taka jest jego wola, my zaś wiemy ze swoich źródeł, że musi odejść z powodu bab i mamony.

– Trzy Maryje i Judasz wbiły mu nóż w serce. To zdrajczynie zabiły naszego proboszcza! – krzyczy tłum pod kościołem we Władysławowie. Tylko pan Roman stoi z boku i z przerażeniem patrzy na te gorszące sceny. Jako jeden z nielicznych zna prawdę o ks. Stanisławie Gładyszu

Tymczasem tłum jest bezkrytyczny. Młodzi entuzjastycznie podrzucają księdza na rękach i dziękują mu za oddanie na rzecz parafii.

– Jako matka twojego rówieśnika proszę twoją matkę o wybaczenie, że takie zło wyrządzono u nas jej synowi – mówi przed ołtarzem parafianka Renata Kortals. – To złoto, a nie człowiek – krzyczy przez łzy inna kobieta.

– Za wszystko dziękuję, przebaczam i proszę o modlitwę – mówi na koniec ks. Gładysz. Znakomicie gra swoją rolę. Do końca nie mówi, dlaczego odchodzi, choć tego wyjaśnienia oczekuje 10 tysięcy parafian. Za kilka dni nie będzie go już we Władysławowie.

Ksiądz Stanisław z zakonu chrystusowców przybył do Władysławowa trzy lata temu ze Szczecina. Już wtedy szeptano po kątach, że ciągnie się za nim jakiś smród. Mówiono o babach, podwójnym życiu i ekstrawagancji. Wszystkie te ploty ucichły, gdy proboszcz zabrał się do roboty.

– Uporządkował cmentarz, założył przedszkole, rozbudował plebanię, zorganizował festiwal pieśni religijnej, dzięki niemu powstała nawet orkiestra dęta, kilka kół zainteresowań dla dzieci – mówi jedna z parafianek. – Okazał się ponadto przyzwoitym człowiekiem, który nie wstydził się wsiąść na rower podczas festynu i bawić się z nami. Jak żyję, o takim księdzu nie słyszałam!

– To wszystko prawda, ale jest i druga, ciemniejsza strona medalu – dodaje pan Roman. – Oszukał wielu ludzi, którzy pracowali dla parafii. Jednej z firm instalującej ogrzewanie w kościele nie zapłacił za robotę, wykiwał też starego grabarza, któremu nie zwrócił pieniędzy za budowę wiaty na cmentarzu. Zresztą to normalka u proboszcza – zwyczajowo nie podpisuje żadnych umów i załatwia wszystko na gębę, dzięki czemu może łatwo oszukiwać.

– Pazerność proboszcza nie zna granic – opowiada inny parafianin, pan Władysław. – Gdy na rozbudowę plebanii sprowadził kilka ciężarówek materiałów zakupionych po promocyjnej cenie, część sprzedał, zarabiając na tym krocie. Bez skrupułów zarabiał nawet na obiadach dla biedoty, zdobywając fikcyjne rachunki dla durnej opieki społecznej.

Dopiero daleko od kościoła także inni mieszkańcy Władysławowa stają się rozmowniejsi. Ktoś przypomina sobie o czterech komputerach, które – zamiast trafić do pracowni informatycznej – w dziwny sposób wyparowały; ktoś inny opowiada o dwóch domach należących do ks. Gładysza (jeden w Międzyzdrojach, drugi w atrakcyjnej górskiej miejscowości).

Zresztą proboszcz z Władysławowa nie ukrywa swojego nabożeństwa do mamony. Już kilka razy latał samolotem do Ameryki, jeździ też luksusową grafitową bryką.

– A najgorsze jest to, że pogardza wieloma parafianami, nazywając ich głupkami i debilami – mówi jedna z kobiet. – Uwielbia za to zakrapiane koniakiem balangi z ludźmi pokroju przykościółkowego burmistrza Adama Drzeżdżona czy szefa rady parafialnej – Zygmunta Orła– który niegdyś rządził Władysławowem.

– Zgubiły go dupy! – mówi dosadnie pan Antoni. – Kocha je na równi z pieniążkami. Sam widziałem go kiedyś z babą na jednej z plaż, innym razem zobaczyłem go wieczorem z dziewczyną, i to w sytuacji nie pozostawiającej wątpliwości co do rodzaju znajomości. Na plebanii również działy się cyrki, choć księżulo starannie ukrywał swoje słabostki.

– Czy z powodu nagłośnienia sprawy z kochankami ks. Stanisław musi odejść z parafii? – zapytaliśmy w gdańskiej kurii. Oficjalnie nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, nieoficjalnie zaś od jednego z zaprzyjaźnionych księży dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście takie były zarzuty w stosunku do proboszcza i, co najważniejsze, przyznał się on do wszystkiego. Są też długi proboszcza do spłacenia. Sam arcybiskup Gocłowski rzekomo rozkazał mu się wynosić z diecezji.

O miłosnych podbojach casanowy w sutannie wiedzą także doskonale jego zakonni przełożeni z Poznania, m.in. wikariusz generalny Towarzystwa Chrystusowego Zbigniew Rakiej. Jednak kryją wszystkie grzeszki Gładysza i oficjalnie apelują do maluczkich, by uszanowali kapłaństwo i wolę władysławowskiego proboszcza, który przeprowadza się do swoich braci w Częstochowie.

We Władysławowie trudno porozmawiać z kochankami proboszcza, choć jest ich kilkanaście. Nie chcą mówić o swoich związkach z kapłanem. Jednak cieszą się, że ktoś powstrzymał ten proceder i prawdopodobnie nie znajdą się już naiwne gęsi, które dadzą się nabrać na pobożność i uczciwość księdza Stanisława. Kochanki proboszcza odmówiły rozmowy z dziennikarzem naszej gazety. Dlaczego? Wystarczyły plotki i domysły o przygodach z księdzem Gładyszem, by narobiło się…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 26(278)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: